10/02/2016

Infromacja

Przepraszam za tak długą moją nie obecność. Liceum okazało się dużo trudniejsze niż przypuszczałam. Niedługo już będę miała pełny plan na mój następny rok. Od Października będę chodziła na zajęcia z pianina, w tedy się wszystko wyklaruje.

9/10/2016

Rozdział 4


**
*
Przez ten pocałunek nie przespałam nocy. Cały czas myślałam o tym co pomiędzy nami zaszło. Nie rozumiem… Za co on mnie przeprosił? Przecież go odwzajemniłam! Chciałam tego! Dlaczego w takim razie mnie pocałował? Nie wierze, że to zwykły impuls. James nie robi niczego pochopnie. Co mam teraz zrobić? Jak mu spojrzę w twarz? Nie zmienię przeszłości, ani moich uczuć wobec niego. Kiedyś będziemy musieli porozmawiać na ten temat. Możemy od niego uciekać, ale w końcu on i tak nas dopadnie. Nie uchronimy się przed nim. Żałuje, że nie wyznałam mu wtedy moich uczuć.
Cieszę się, że mamy dzisiaj wolne. Ze względu na wystawę, pozwolili nam nie przyjść do szkoły. Nie mam pojęcia gdzie się wybiorę na studia. Muszę jak najszybciej wybrać. Każde są w innym mieście. Chciałbym iść do Nowego Jorku, ale… Nie wiem czy to dobry pomysł. Równie dobrze mogłabym wybrać jakieś z bliższych miast. Tylko, wtedy istnieją małe szansę na to, że uwolnię się od przeszłości.
Mój telefon zabrzęczał. Mam nadzieje, że to jakaś dobra wiadomość. Westchnąwszy, wzięłam urządzanie. James. Raz kozie śmierć.
Od James:
Do Ja:
Pojeździmy na desce? Jeśli wolisz możemy pójść na spacer.

Sama nie wiem. Muszę przynajmniej zachować pozory. To będzie świetna okazja, by z nim porozmawiać na ten temat i wszystko wyjaśnić.

Od Ja:
Do James:
Jasne, już schodzę. Weź deskę.

Przewiązawszy rękawy bordowej bluzy przez biodrach, wzięłam deskorolkę. Może… Mogłabym się w końcu zdecydować. Słowo się rzekło, nie mogę się teraz wycofać. Muszę to jakoś przetrwać. Dam radę, chyba… Siląc się na uśmiech wyszłam z domu. Chłopak stał na chodniku z uśmiechem od ucha do ucha. Najwidoczniej zapomniał o tym, co wczoraj zrobił. Nie odpuszczę mu, chce z nim porozmawiać.
 - Jestem! – podjechałam do niego. – To co?
 - Do parku? – zaproponował. W odpowiedzi skinęłam głową.
Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Chłopak przez cała drogę nawet nie wspomniał o wczorajszej nocy. Wszystko jasne, dla niego to nic nie znaczyło. Najwyraźniej rzeczywiście uważa to za zwykły impuls. Na co ja się łudziłam. Jest moim przyjacielem, nic więcej. Skoro tego chce, dam mu to. Nie jestem osobą, którą można pogrywać.
 - James – zaczęłam. – Wcz – przerwała mi, jadąca na rolkach Lily, wpadając na mnie.
Poleciałam do tyły, zahaczając ręką o coś ostrego. Syknęłam z bólu, czując jak rana mi pulsuje. Eh… Ał… Spojrzałam w stronę, krzyczącej przez łzy, dziewczyny. Powinna iść na aktorstwo. Dostałaby się bez żadnych egzaminów wstępnych. Nel, przestań. Nie mogę tak myśleć. Co jeśli naprawdę ją boli?
 - Nic ci nie jest? – przerażony James, kucnął przy niej.
 - Noga mnie starsze boli – jęknęła.
 - Nel, zaraz przyjdę. Pomogę jej. Obiecuję, że cię nie zostawię – wziął ją na ręce i poszedł.
Pięknie! Nie zostawię cię. Pomogę jej. Obiecuję. Mam gdzieś tą obietnicę, skoro Lily zrobi wszystko, by tylko tu nie wrócił. Ugh… Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Boli. Muszę się jakoś przetransportować. Spróbowałam powoli wstać, ale moje wysiłki poszły na marne. Nie byłam wstanie ustać na lewej nodze. Nawet na mnie nie spojrzał. Po prostu sobie poszedł. Przyjaciel od siedmiu boleści. Telefon! Przecież mogę nim zadzwonić. Zaraz, gdzie ja… Zaczęłam się za nim rozglądać. No tak… Nie wzięłam go. Nigdy nie biorę urządzenia, jeśli idę pojeździć. To jest jednak zły nawyk. Spojrzałam na rozciętą rękę. Nie wygląda za dobrze. Syknęłam. Może jakoś uda mi się wyciągnąć bluzę i…
 - Boże, Nel! – przerażony Tom podbiegł do mnie, zdejmując słuchawki z uszu. – Co się stało? – zdjął bluzkę z długim rękawem, pozostając w zwykłej koszulce. Obwiązał nią moją rękę.
 - Je…
 - Albo nic nie mów – przerwał mi. – Zadzwonię po taksówkę, trzeba cię zawieść do szpitala. Muszą ci zszyć rękę – wyjął telefon.
 - Co tu robisz? – próbowałam odciągnąć myśli od pulsującego bólu.
 - Przyszedłem pobiegać – otarł moje łzy. – Yy… Dzień dobry, jak daleko ma pan do parku? Stoi pan pod nim? Z której strony. Aha, dziękuję – rozłączył się. – Dasz radę wstać? – zapytał.
 - Nie dam, próbowałam – stęknęłam, czując dyskomfort w nodze. Tom bez słowa wziął mnie ręce. – Dziękuje, nie wiem, ile bym tu siedziała, gdyby nie ty…
 - Nie mów tyle, oszczędzaj siły – zbeształ mnie. Westchnęłam cicho, kładąc głowę na jego ramieniu, przymykając oczy.
Kilkanaście minut później, czekałam na szpitalnym korytarzu ze szytą ręką. Na szczęście noga nie została poważnie uszkodzona. Lekarz powiedział, że miałam dużo szczęścia. Powiedzmy. Jak się teraz odwdzięczę Tomowi? Mogłam na niego liczyć bardziej niż na Jamesa. Dam mu szansę. Jedną jedyną. Spróbuje się z nim znowu zakolegować. Kiedy spotkaliśmy się za pierwszym razem, również na niego wpadłam podczas jego biegu. Potem okazało się, że będziemy chodzili do tej samej szkoły. Okazał się świetnym materiałem na przyjaciela. Ta sama podstawówka i liceum. Znamy się prawie od zawsze. Mimo, że nie zawsze mieliśmy stały kontakt. Uśmiechnęłam się mimowolnie.
 - O czym myślisz? – zagadnął Tom, siadając koło mnie. Moje policzki poróżowiały. Teraz?!– Lekarz kazał trzymać się zaleceń – podał mi receptę. – Taksówka już czeka – uśmiechnął się. – Dasz radę iść? – zapytał, wstając niepewnie.
 - Jeśli pomożesz mi wstać – zaśmiałam się. Chłopak podał mi rękę. – Dziękuję, że mi pomogłeś – podparłam się o ścianę, gdy już stałam o własnych nogach.
 - Nie ma o czym mówić – uśmiechnął się, pomagając mi ruszyć.
 – Jak ci się odwdzięczę?
 - Pójdziesz ze mną w niedziele na ślub mojej mamy? – zapytał bez ogródek.
Spojrzałam na niego zaskoczona. Nie wiem czy to dobry pomysł, by z nim iść. Co mam odpowiedzieć? Tom może i się zmienił, ale nigdy nic pomiędzy nami nie zaiskrzy.
 – Rozumiem – spuścił głowę.
 - Zaskoczyłeś mnie – westchnęłam. – Pójdę – dodałam po chwili ciszy. – Jednak najpierw - przystanęłam – musimy porozmawiać.
 - W takim razie, zabieram cię na kawę – uśmiechnął się. – Oczywiście, jeżeli ci to nie przeszkadza – dodał po chwili, zmieszany.
 - Nie przeszkadza – zaśmiałam się.
Nie wiem co z tego wyniknie. Mam nadzieje, że coś dobrego. Muszę zdecydowanie mniej myśleć. Jeśli będę się nad wszystkim tak zastanawiała, życia może mi nie starczyć.

*

Czekałem z Lily na ławce, aż przyjedzie jej ojciec. Nie wiem czy dobrze zrobiłem, zostawiając Nel samą, ale jestem pewien, że sobie świetnie poradziła. Jest zaradna. Mam nadzieję, że nie będzie miała mi tego za złe. Nigdy nie chciałem jej skrzywdzić. Przynajmniej celowo. Musiałem szybko działać. Brown krzyczała z bólu a ona nie… Powinienem, chociaż zapytać, czy wszystko dobrze. Teraz już na to zdecydowanie za późno. Jaki ze mnie przyjaciel, skoro nie potrafię zrobić tak prostej rzeczy? Od tamtego pocałunku, nie potrafię racjonalnie myśleć. Za każdym razem, ilekroć ją widzę, pragnę ją pocałować. Może jeśli wyśle jej SMS’a, odpisze. Naprawdę mam nadzieję, że jest cała.

Do Nel:
Od Ja:
Jesteś cała? Potrzebujesz pomocy? Odezwij się, proszę.

A co jeśli, stało się jej coś poważnego, a ja ją tam zostawiłem? Kretyn. Idiota. Nie mogę zostawić teraz Lily samej. Błagam Nel, odpisz…
 - James, dziękuję ci – uśmiechnęła się. – Mam nadzieje, że to nic poważnego – spojrzała zmartwiona na swoją spuchniętą kostkę.
 - Ja też – uśmiechnąłem się. – Do wesela się zagoi – zaśmiałem się.
 - Jeśli chodzi o wesele – zaczęła niepewnie. – W niedziele mój tata bierze ślub. Pójdziesz ze mną? – zapytała z nadzieją.
I co ma teraz zrobić? Miałem w planach zaprosić Nel na kajaki. Dobrze, że jej tego jeszcze nie zaproponowałem. Nie chce robić Lily przykrości. Dziewczyna okazała się zupełnie inna. W ogóle nie przypomina tej z opowieści. Może skrzywdziła Nel, ale chce wszystko naprawić. Obiecała mi to. Każdy zasługuje na druga szansę.
 - Jasne – uśmiechnąłem się. – To chyba twój tata – wskazałem na srebrnego mustanga, parkujące koło nas.
Wysiadł z niego wysoki mężczyzna o posiwiałych włosach. Miał na sobie śnieżnobiałą koszulę i niebieskie jeansy. Nie mogłem zobaczyć gdzie patrzy, ponieważ miał założone okulary przeciwsłoneczne.
 - Dziękuje panu – podał mi rękę, uśmiechając się.
 - Drobiazg – odwzajemniłem uśmiech.
 - Może pojedziesz z nami? – zaproponował pomagając Lily, wsiąść do auta. – Chciałbym cię lepiej poznać – zamknął drzwi od pasażera. – Dużo o tobie słyszałem – spojrzał na córkę.
 - Może następnym razem – odmachałem blondynce. – Niedługo muszę stawić się w pracy – zerknąłem na zegarek.
Co miałem powiedzieć? Muszę sprawdzić, czy Nel nic się nie stało. Będzie na mnie zła. Dobrze wiem, jak reaguje na to, że zostawiłem ją dla Lily. Postąpiłem pochopnie, ale nie cofnę czasu. Zawsze stosuję się do tego, że najgłośniej krzyczą najmniej poszkodowani, ale… Sam nie wiem, dlaczego tym razem zachowałem się inaczej. Muszę ją przede wszystkim przeprosić, za zignorowanie jej. Nawet na nią ze zerknąłem.
 - W takim razie, do zobaczenia – wsiadł do auta.
 - Do widzenia – uśmiechnąwszy się, ruszyłem w stronę miejsca wypadku.
Muszę się pospieszyć. Może tam  jeszcze czeka. Nel nie wzięła deski. Krew? Świeża… Cholera! Kretyn! Może sama wstała… Co jeśli zabrała ją karetka?! Jeżeli stało się jej coś poważnego… - Scott, nie wróż! – zbeształem się, biorąc nasze deski do ręki.

*

Czekałam przy stoliku, aż Tom przyniesie nam zamówienie. Powinnam przeprowadzić z nim tę rozmowę już dawno temu. Dlaczego się nie odważyłam? Ach tak… Byłam wściekła. Sama już nie wiem komu ufać, a komu nie. Z jednej strony James, z drugiej Tom. James jest moim przyjacielem. Co prawda zostawił mnie, ale na pewno miał ku temu dobry powód. Tom mnie już zranił i to nie raz. Ostrzegałam go. Jamesa kocham, tak jak nikogo dotąd. Westchnęłam zrezygnowana. Szkoda, że nie istnieje kula, mówiąca, jak należy postąpić.
 - Nasze zamówienia – uśmiechnął się, stawiając dwa kubki z mrożoną kawą. – Coś się stało? – zapytał, siadając.
 - Nie nic – uśmiechnęłam się, machając dłonią. – A więc… - zaczęłam.
 - A więc… Nel, posłuchaj… Wiem, że bardzo cię zraniłem. Nie powinienem jej ufać. Myślałem, że cię znam, ale te wszystkie sytuacje wyglądały, jakby…
 - To była moja wina – spuściłam głowę. – Wiem – westchnęłam. – Tym bardziej się na tobie zawiodłam. Nie posunęłabym się do takich rzeczy, dobrze o tym wiesz. Ufałam ci.
 - Nel… Nie cofnę czasu, choćbym bardzo chciał. Kiedy przestałaś się do mnie odzywać, Lily również przestała. Dotarło do mnie wtedy, co tak naprawdę zrobiłem. Wydawało mi się, że stoję po właściwej stronie, ale prawda okazała się zupełnie inna. Straciłem osobę, na której zależało mi najbardziej. Nie pojawiałaś się w szkole. Bałem się, że coś ci się stało. Wielokrotnie do ciebie przychodziłem, ale dowiadywałam się, że nie mogę cię odwiedzić. Jestem kretynem, pff. To za mało powiedziane. Proszę tylko o jeszcze jedną szansę. Chcę ci pokazać, że naprawdę żałuję. Dasz mi ją? – spojrzał na mnie błagalnie.
Patrzyłam na niego zdezorientowanym wzrokiem. Nie wiedziałam co powiedzieć. W szpitalu postanowiłam, że dam mu szansę. Zna Lily, ale… No właśnie. Ona jest przebiegła, zrobi wszystko, żeby popsuć mi życie. Z drugiej strony kiedyś pewnie, będę jej potrzebowała. Nie mogę się wycofać. Nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki. Podobno się to sprawdza. Nawet jeśli nie, Lily jest zbyt zajęta Jamesem, by zwrócić uwagę na Toma. Czasem zastanawiam się, jakby wyglądało moje życie, gdybym jej nie poznała. Prawdopodobnie znajomość z Jamesem, poszłaby w zapomnienie. Może byłabym w związku ze starym przyjacielem. Kto wie. Uśmiechnęłam się do niego.
 - Dobrze, dostaniesz tą jedyną szansę. Tylko proszę – zawahałam się – nie zmarnuj jej.
 - Obiecuje – położywszy swoją dłoń na mojej, ścisnął ją lekko. – Nie zawiodę cię drugi raz. O, właśnie! Pomogłabyś mi w piątek, wybrać garnitur na ten ślub? – zapytał z nadzieją.
 - Jasne – zaśmiałam się, przykładając słomkę do ust.
Wdrapałam się po schodach przy pomocy kul, które zostawił mi Max przy drzwiach na prośbę Toma. Rodziców na szczęście nie ma w domu. Co oznacza brak zbędnych pytań. To wszystko pokomplikowało się bardziej niż myślałam. Tom naprawdę żałuje. Myślę, że dobrze zrobiłam. Jak nie… No cóż. Trzeci raz nie popełnię tego błędu. Do trzech razy sztuka, nie? Weszłam powoli do pokoju. Położyłam bluzę na parapet otwartego z jednej strony okna, wzdychając ciężko. Podniosłam wzrok, napotykając oczy Scotta. Zaskoczony wypuścił z rąk książkę, którą miał w ręce. Pokręciłam przecząco głową, zamykając okno. Spuściwszy roletę, położyłam się na łóżku. Tom okazał mi większe wsparcie niż on. Nie chce go na razie widzieć. Nie teraz. Przymknęłam oczy, chcąc o wszystkim zapomnieć. Mimo, że chciałabym wysłuchać jego wyjaśnień, nie mam teraz na to siły. Marzę o śnie i odrobinie spokoju. Chodzenie o kulach, okazało się dużo trudniejsze niż myślałam. To trochę, jakby… Sama nie wiem jak to zdefiniować. Moje mięśnie rąk zdecydowanie wymagają ćwiczeń. Boleśnie się o tym przekonałam.
Przetarłam zaspane oczy. Musiało mi się przysnąć. Zwinęłam, siadając na łóżku. Natychmiast tego pożałowałam. Przy biurku siedział James. Pewnie Max go wpuścił. Chłopak patrzył na mnie wyczekująco, jakby oczekiwał, że na niego nakrzyczę. Nic z tych rzeczy. Po prostu go zignoruje. Nie mam ochoty z nim rozmawiać. Może zachowuje się jak zbuntowana nastolatka, ale tak po prostu chce. Wiem, że jeśli zacznę rozmowę teraz, popłaczę się jak dziecko. Zdecydowanie to nie zachowanie dojrzałeś kobiety. Mam nadzieję, że to się zmieni. Z trudem wstałam z łóżka, chcąc doczłapać się do torebki.
 - Nel, przepraszam – powiedział ze skruchą w głosie i obawą. – Musiałem szybko działać. Myślałem, że sobie poradzisz – spuścił wzrok, wstając. – Wiem, że…
 - To źle myślałeś – warknęłam. – Gdyby nie Tom, prawdopodobnie straciłabym przytomność – wyjęłam telefon. – A teraz wybaczysz, ale spieszy mi się – udałam się w stronę drzwi, wsparta o kule.
 - Lily krzyczała… Nie chciałem, żeby tak wszyło – złapał mnie za nadgarstek. – Przepraszam.
 - A h a – powiedziałam powoli. – Czyli, gdybym leżała tam nieprzytomna, to nawet byś się nie zorientował, bo nie miałabym jak krzyknąć? – zapytałam z pretensjami, otwierając drzwi. – Ale wiesz? Dobrze, że tak się stało. Przynajmniej postanowiłam odbudować moja relację z Tomem – spojrzał na mnie zaskoczony. – Dobrze słyszałeś, dałam mu drugą szansę. Też będę jej kiedyś potrzebowała – chciałam wyjść, ale chłopak nie pozwolił mi na to, przytulając mnie. Nie wiedziałam co robić, ale w końcu po chwili się w niego wtuliłam.
 - Przepraszam, tak bardzo cię przepraszam – szepnął całując mnie w głowę. – Obiecuje, że już nigdy więcej cię nie zostawię – objął moją twarz w dłonie. Uśmiechnęłam się do niego. Dlaczego mu tak szybko ulegam? Nie wiem czy to jest takie dobre.

*

Długo mi tego nie zapomni. Co do jednego ma racje. Gdyby leżała tam nieprzytomna… Nawet nie chce o tym myśleć. Dobrze, że Tom tamtędy przechodził. Pomógł jej, kiedy ja tego nie zrobiłem. Musze przestać o nim myśleć. Tylko, że… Nel dała mu drugą szansę. Myślałem, że nie chce go znać. Eh, w końcu pomógł jej. Nigdy nie poczułem takiego strachu, jak wtedy, gdy oznajmiła mi, że chce odbudować z nim relację. Nagła obawa, że może mi ją zabrać, jest nie do opisania. Sam na to zasłużyłem. Muszę jej to jakoś wynagrodzić. Podziękuje mu za to, że przy niej był. Zorientowawszy się, że nadal obejmuje jej twarz, zmieszany wziąłem swój telefon, leżący na biurku. Powiedz coś Scott.
 - W ramach przeprosin - zacząłem – chciałbym cię zaprosić w piątek do kina – uśmiechnąłem się. Dziewczyna spojrzała na mnie zakłopotana. – Nie ma szans? – zmarszczyłem brwi.
 - James, obiecałam Tomowi, że pomogę mu w piątek po szkole wybrać garnitur. Zaprosił mnie w niedzielę na ślub jego mamy – spojrzała na swoje dłonie.
 - Wiesz, zabawne – przyznałem zakłopotany. – Też idę na ten ślub. Lily mnie zaprosiła – spojrzałem na nią uważnie. – No cóż…
 - Ile zostało ci do zmiany? – zapytała znienacka.
 - Ze trzy godziny – spojrzałem na zegarek. – Miałem w planach wybrać się do sklepu, kupić garnitur – skrzywiłem się.
 - To – zaczęła – co ty na to, żebym pomogła ci z wyborem garnituru, a ty mi z sukienki? Wszyscy mnie w tamtej widzieli, a po za tym przyda się jakaś nowa. Wiesz, że nie mam ich za dużo. Coś nowego zawsze się przyda– zagadnęła.
 - Świetny pomysł! – uśmiechnąłem się. – To co, idziemy? – przytaknęła z uśmiechem. – Pomogę ci zejść – wziąłem ją na ręce. Dziewczyna zaczęła się śmiać.
 - James, nie musisz mnie znosić – objęła moją szyję, uważając na kule..
 - Nie muszę - przyznałem – ale chce – uśmiechnąłem się, stawiając ją przed samochodem. Otworzyłem drzwi, zapraszając do środka.

*

Wręczyłam wcześniej Jamesowi parę garniturów. Szary mu nie pasował, a czarny jest zbyt standardowy. Uważam, że w granatowym będzie wyglądał najlepiej. Do tego biała koszula i coś pod szyję. Ewentualnie zastanawiałabym się nad szaro-granatowym, dobrze na nim leżał. W końcu wyszedł w granatowym, poprawiając rękawy. Czasem zapominam, jak bardzo jest przystojny. Uśmiechnięta, podeszłam do niego.
 - I jak? – uśmiechnął się szeroko. Poprawiwszy mu kołnierzyk, przejechałam po nim, zostawiając ręce na klatce piersiowej.
 - Wzięłabym ten – uśmiechnęłam się. – To co? – odsunęłam się do tyłu, by jeszcze raz spojrzeć na całość. – Wybrałbyś jeszcze jakiś krawat i moim zdaniem będzie dobrze.
 - W takim razie, bierzemy go – uśmiechnął się, wracając do przymierzalni. – Odbierzesz? – wyciągnął niepotrzebne garnitury.
 - O, jasne – odebrawszy je, zaczęłam odwieszać na miejsca.
Myślę, że każdy ma na świecie swoje miejsce. Zupełnie jak te garnitury. Kiedy klient odwiesi je, nie te miejsce co trzeba, zapanowuje mały chaos. Rozmiary nie będą się za sobą zgadzały. Tak samo jest z ludźmi. Jeżeli słuchamy innych i pozwalamy się ciągle przestawiać, w naszym życiu panuje chaos, nad którym możemy zapanować tylko my. To przykre, ale taka jest rzeczywistość. Są osoby, które nie są sobą, ponieważ innym nie pasuje ich charakter.
 – Gotowy? – zapytałam, czując, że chce mnie przestraszyć.
 - Tak – zaśmiał się. – Nic nie ujdzie twojej uwadze – wystawiłam mu język. – To co? Idziemy kupić sukienkę? – zapytał, gdy wychodziliśmy ze sklepu.
 - Wcześniej, widziałam taką fajną długą – pociągnęłam go w stronę sklepu. – Miałam ją zamiar kupić przez Internet, ale to trochę ryzykowne.
 - Wiem – zaśmiał się. Zatrzymał się nagle, pociągając mnie za sobą. – Chodzi ci o tą? – zaśmiał się, pokazując mi sukienkę na wystawie.
 - Tak, dzięki – pokręciłam przecząco głową. – Wydawało mi się, że ten sklep jest dalej.
 - Nel, obiecasz mi obowiązkowo trzy tańce? – zapytał z Nienacka, przyciągając mnie do siebie.

 - Jeśli lubisz mieć podeptane stopy – zaśmiałam się.

9/01/2016

Informacja

Cześć i czołem!
Wiem, że rozdział miał się pojawić dzisiaj, ale muszę to przełożyć na za tydzień.
Do zobaczenia!

8/25/2016

Zwiastun

Chciałbym wam przedstawić zwiastun bloga! Mi osobiście się bardzo podoba i nie mogę przestać go oglądać. Dziekuję Aya! :D


8/19/2016

Informacja

Cześć i czołem!
Z racji, że niedługo zacznie się rok szkolny, chciałam poinformować, że rozdział pojawi się dopiero w pierwszy piatek września. :D
Do zobaczenia!

8/12/2016

Rozdział 3

***

Poprawiłam się, słysząc dźwięk przychodzącej wiadomości. Tom. Chce się spotkać. Dlaczego nie przestanie? Dałam mu jasno do zrozumienia, że nie zaufam mu po raz drugi. Jego wiadomości mogę spokojnie uznać za dręczenie. James jak się o tym dowiedział był zły. Zły? Był wściekły. Chciał z nim porozmawiać na ten temat. Z trudem udało mi się go powstrzymać. Lea uważa, że Tom jest zazdrosny o James’a. Ostrzegałam Hudsona przed Lily, ale nie posłuchał. To był jego wybór.
Zdyszana Lea, dopadła mnie na korytarzu. W oczach miała iskierki, a szeroki uśmiech, zdradzał jej podekscytowanie. Lea - szczęściara, dołączyła do Elizy. Rok temu skończyła liceum. Eliza jest ode mnie starsza o dwa lata, a Lea o rok. Jestem najmłodsza. Tak właściwie, to ostatnia dołączyłam do naszej paczki. Dziewczynie ewidentnie chodzi o Jack’a. Nigdy nie przychodzi do mnie w środku lekcji, jeżeli powodem nie jest chłopak.
 - Zapytał się! – podskoczyła z radości. – Jestem jego dziewczyną! – zapiszczała.
 - Też się cieszę, że cię widzę – zaśmiałam się.
 - Przepraszam – dosiadła się. – Gdzie wasz nauczyciel?
 - Spóźnia się dwadzieścia minut – westchnęłam. – A twoje zajęcia?
 - Odwołali nam dwie ostatnie godziny. Muszę iść, powiedzieć Elizie! Cześć – przytuliwszy mnie, bezzwłocznie udała w stronę wyjścia
Nigdy nie wiedziałam jej tak szczęśliwej. Mam nadzieję, że Jack nie zorganizuje randki w dniu wystawy. Bardzo mi zależy, żeby przyszły. To pierwsza tak duża wystawa, na której będą moje prace. Poniekąd od niej zależy moja przyszłość.
 - Przepraszam was, zatrzymano mnie w spawie wystawy – uśmiechnęła się do nas, podchodząca nauczycielka, wchodząc jako pierwsza do klasy.
Gdy chciałam wejść, zostałam popchnięta przez Brown. Na szczęście Sam zdążył mnie złapać. Lily cały czas, próbuje się mnie pozbyć. Parę miesięcy temu złamała mi nos. Graliśmy w kosza i akurat przez przypadek, trafiła mnie piłką w twarz. Mówiąc o tym James’owi, dałam mu tylko kolejny podwód by się zdenerwował.
 – Nie siadajcie. Pomożecie nosić obrazy, tylko proszę… ostrożnie – spojrzała błagalnie na chłopaków.
 - Nel – podeszła do mnie Lily. - Może pomogę ci z twoimi dziełami? – wysiliła się na miły uśmiech.
 - Poradzę sobie – chwyciłam jeden z nich. – Zajmij się swoimi – wyminęłam ją.
Po kilku minutach przenoszenia obrazów, wszystkie zostały przeniesione do auli.
 - Dziękuje, jesteście wolni. Możecie iść do domu – nauczycielka uśmiechnąwszy się do nas, wyszła.
Nie widzę powodu, by zostawać tutaj dłużej. Im szybciej stad wyjdę, tym lepiej dla mnie. Nie chce żadnej konfrontacji z „Królową szkoły”. Uśmiechnęłam się, wychodząc przed budynek.
 - Nel – chwyciła mnie za rękę Lily. Zaskoczona, wyrwałam ją. – Chciałabym cię przeprosić za twój złamany nos. Powinnam bardziej uważać – spojrzała na mnie wyczekująco.
Co? Jak… Przecież, jeszcze kilka minut temu, sama mnie popchnęła. To pewnie jeden z jej punktów, który ma na celu odciągnięcie ode mnie James’a. Na szczęście Scott nie chodzi z nami do szkoły. Nawet jeżeli ma z nim kontakt, jest on ograniczony.
 - Odwal się – warknęłam, odchodząc.
Jak powiem o tym brunetowi, nie uwierzy. Nie po tym, o czym mu opowiedziałam. Ruszyłam w stronę domu, chcąc jak najszybciej uwolnić się od blondynki.
 - Nel! –złapał mnie za rękę Tom.
Dlaczego wszystkie debile tej szkoły, uwzięły się dzisiaj na mnie! To nie sprawiedliwe! Ugh… A zapowiadało się tak przyjemnie.
 – Proszę porozmawiajmy. Muszę ci o czymś powiedzieć – spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. – To naprawdę ważne.
 - Zostaw mnie! – warknęłam, wyrywając rękę.
 - James…
 - Nie słyszałeś? – zza moich pleców wyłonił się brunet. – Powiedziała, że masz ją zostawić – spiorunował go wzrokiem.
Tom wpatrywał się we mnie wyczekująco. Myślałam, że dałam mu jasno do zrozumienia, by w końcu dał sobie spokój. Jeszcze trochę… Jeszcze trochę i odetnę się od tego wszystkiego. Zostawię Brown i Tom’a za zamkniętymi drzewami.
 - Jak chcesz. Pamiętaj, że możesz na mnie liczyć – odszedł naburmuszony.
Liczyć?! Na niego?! Po tym wszystkim?! Kiedy w końcu do niego dotrze! Mam go dość! Zła, ruszyłam w drogę powrotną. Nikt mnie jeszcze nie zranił, tak bardzo jak on to zrobił. Uspokój się… On nie jest tego wart. Powstrzymywałam cisnące się do oczy łzy, zagryzając dolną wargę. Nie jest wart.
 - Nel! Poczekaj –przyciągnął mnie do siebie James, przytulając mnie do siebie mocno. – Odwiozę cię, choć.
 - Co robiłeś pod szkołą? – zapytałam, gdy siedzieliśmy już w aucie. – Dyrektor…
 - Nie, nie dyrektor – przerwał mi, uśmiechając się. – Miałem do załatwienia… jedną bardzo ważna sprawę.
 - Dzięki, za to… Za to, że go spławiłeś – spojrzałam za okno. – Przyjdziesz na wystawę? – zmieniłam temat.
 - Oczywiście – uśmiechnął się ponownie. – To twoja pierwsza wystawa. Jak mógłbym, się na niej nie pojawić? – szturchnął mnie w ramie. – Rozchmurz się. Nie jest tego wart. W razie kolejnych niespodzianek, zawsze będę obok – nie przestawał się uśmiechać.
Brunet kolejny raz uratował mnie przed społeczną porażką. Zawsze jest przy mnie. Jeszcze nigdy mnie nie zostawił. Mogę liczyć na niego w każdej chwili.
 – Wiesz… - zaczął niepewnie. – Może byśmy wybrali się na spacer… po wystawie? – spojrzał na mnie niepewnie.
 - Z wielką chęcią – szturchnęłam go w ramie. Zaczął się śmiać. Wariat. – Nie zgadniesz co się dzisiaj wydarzyło… Lily mnie przeprosiła. Nie wiem, co w nią wstąpiło, ale wcale mi się to nie podoba. Ostatnim razem, kiedy mnie przepraszała… Tom jej we wszystko wierzył, mnie zostawił na lodzie… - Scott spoważniał. – Coś się stało? James?
 - Nie, nic – wysilił się na uśmiech. – Wszystko dobrze. Jesteśmy – zaparkował na podjeździe.
 - Powiesz po co byłeś w szkole? – zapytałam wyciągając karteczkę, reklamującą wystawę. – Trzymaj – podałam mu ją.
 - Po nic ważnego – uśmiechnął się. – Nel…
 - James! - krzyknął Matt.
 - Wybacz, ale muszę iść sprawdzić co chce– uśmiechnął się. – Do zobaczenia.
 - Hej – odwzajemniłam uśmiech.
 - Odezwę się później! – krzyknął zza płotu, na co się zaśmiałam.
Weszłam do domu, odkładając klucze na stolik. Roześmiałam się, kiedy mój telefon zawibrował. Znowu pewnie zapomniał mi czegoś powiedzieć. Wyjąwszy urządzenie z kieszeni, odblokowałam ekran. To nie James… Przecież to numer Tom’a. Mam serdecznie dość jego uporczywych prób rozmowy ze mną! Usunę te wiadomość. Nawet nie będę czytać. A jeśli… Ugh… Zdecyduj się. Odczytam, ale nie odpisze.

Od Nieznany:
Do Ja:

Nie chce, żebyś cierpiała, dlatego Ci to powiem. James za twoimi plecami spotyka się z Lily. Poprosił ją, żeby cię przeprosiła. Uważaj na siebie – Tom

To by wiele wyjaśniało. Dlaczego mi nie powiedział? To zaczyna coraz bardziej przypominać historie z Tom’em. Zatrzymaj się Nel! James, by mnie nie zranił. Jest moim przyjacielem. Wie o wszystkim, nie dałby się złapać w sidła dziewczyny. Jest detektywem. Porozmawiam z nim i wszystko się wyjaśni. Na pewno to nie jest długotrwałe. Usiadłam na łóżku, odkładając urządzenie. Może uporczywe wiadomości Tom’a coś znaczą. Co, jeżeli powinnam dać mu jednak szansę? Nie zaufam mu tak jak kiedyś, ale w końcu mogę chyba powiedzieć nic nie znaczące ‘cześć’. Podczas wystawy, nasze prace będą wisiały bok siebie. Wystawa! Miałam kupić sukienkę. Szybko się obudziłam, sama przecież nie pójdę. Eliza… Kurcze, pojechała z Matt’em nad jezioro od razu po zajęciach. Lea… Zadzwoniłam do brunetki, ale nie odbierała. Super. Kto mi teraz pomoże? James. Raczej nie będzie zainteresowany, ale zawsze mogę spróbować.

Od Ja:
Do James:
Pójdziesz ze mną do sklepu? :)
Od James:
Do Ja:
Mam cztery godziny do zmiany :)
Czekam przy aucie.

Spakowawszy z pośpiechem portfel do torebki, wybiegłam z domu. James czekał na mnie przy aucie. Uśmiechnąwszy się do niego, bez słowa zajęłam miejsce pasażera. Myślę, że to odpowiednia chwila, by wyjaśnić tamtą sprawę. Jestem pewna, że jest jakieś wytłumaczenie. Może poprosił ją, by mnie przeprosiła, nic po za tym. Tom prawdopodobnie, chciał się na nim zemścić za zajście przed szkołą. A po za tym, nie mogę mu niczego zabronić. Wie co robi, jest dorosły. Mam nadzieje. Nie wiem czy byłabym w stanie, podnieść się z tego samego dołu.
 - Co tak myślisz? – uśmiechnął się do mnie, po chwili ciszy. – Coś się stało?
 - Poprosiłeś Lily, żeby mnie przeprosiła, prawda? – zapytałam bez ogródek.
Spojrzał na mnie zaskoczony. Czyli jednak to prawda. Ma minę jakbym, go właśnie na czymś przyłapała. Na czymś, o czym wcale nie powinnam wiedzieć.
 - Nel, eh… - westchnął. – Dowiedziałem się, że przyjaźniłyście się kiedyś…
 - Założę, że od niej – przerwałam mu. – Nie tłumacz się. Nie musisz.
 - Chce ci to wytłumaczyć – spojrzał na mnie błagalnie. – Proszę, wysłuchaj mnie – w jego oczach czaiła się nadzieja i strach. Skinęłam głową, zgadzając się. – Przedstawiła mi swój bieg wydarzeń. Nawet nie chciałem jej słuchać. Historia, którą mi opowiedziała, różniła się od twojej. Bardzo się różniła – urwał. Czy on właśnie, próbuje mi powiedzieć, że jej uwierzył? – Coś w niej nie grało. Znam cię dłużej niż ją i wiem, że nie posunęłabyś się do skłócenia jej z chłopakiem. Dlatego miesiąc temu, postanowiłem wszystko przebadać i ją poznać – skończył.
Czyli tak samo jak z Tom’em. On również postanowił bliżej ją poznać. I jak się to skończyło? Muszę tę znajomość skończyć, jak najwcześniej. Zanim będzie za późno. Co ja robię! Pozwalam jej władać moim życiem. Obiecałam sobie, że nie pozwolę jej na to drugi raz. Wysiadłam, gdy zaparkował pod centrum.
 – Nel, chce ją tylko zdemaskować. Nic po za tym.
 - Po co mi to mówisz? – zapytałam zaciekawiona.
 - Widzę twój wzrok. Znam cię – przytulił mnie. – Nie skrzywdzę cię, obiecuje.
 - Wiem – westchnęłam, odrywając się. – Tylko po prostu…
 - Kończymy ten temat – uśmiechnął się. – Chodź, musimy kupić jakąś sukienkę na wystawę, w której powalisz wszystkich na kolana.
Przez godzinę przymierzania, niczego nie znalazłam. Scott podawał mi ciągle sukienki, po czym odsyłał do przymierzalni. Niektóre miały tak kosmiczne ceny, że nawet ich nie przymierzałam. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony ufam mu i wiem, że by mnie nie zranił. Z drugiej strony Lily jest przebiegła, bogata i ma przewagę nad ludźmi. Łatwo nimi manipuluje. Wystarczy, że zapłaci jakiejś dziewczynie, która będzie stała po jej stronie. James nie będzie mógł się zdecydować, komu powinien uwierzyć. Muszę czekać na dalszy przebieg wydarzeń. Chyba nie pozostaje mi nic innego. Nie potrafiłabym skończyć tej znajomości. James podał mi kolejną sukienkę. Jest oliwkowa i bardzo ładna. Tylko… Trzysta dolarów? To jakieś żarty! Na pewno jej nie kupie. Nie ma mowy, nie stać mnie na nią. Gdybym miała taką ilość pieniędzy, kupiłabym jakąś za pięćdziesiąt lub sześćdziesiąt, a resztę wydała na płótna.
 - James, nie przymierze jej – powiedziałam twardo.
 - Nie marudź, przymierzaj – zbeształ mnie.
Niechętnie wykonałam jego polecenie. Jestem pewna, że jej nie kupię, ale jeśli on chce mnie w niej zobaczyć, mogę to zrobić. Wygładziłam ją, wychodząc z przymierzalni. James, odwróciwszy się, stanął jakby w szoku.
 - Tak źle? – westchnęłam. – Wracam…
 - Nie, wręcz przeciwnie. Wyglądasz jak księżniczka. Bierzemy ją – okręcił mnie w około.
 - James, nie stać mnie na nią. Wezmę jedną z wcześniejszych – podparłam się o boki.
 - Ale mnie stać – uśmiechnął się. O nie… Nie może wydawać na mnie pieniędzy. – Nie ma dyskusji. Idź się przebrać – zgromił mnie wzrokiem.
Rozumiem, że jest moim przyjacielem, ale nie może kupować mi tak drogich prezentów. Musiał na nie ciężko zapracować. Zamiast sprawić sobie przyjemność, wydaje je na mnie.
 – Weźmiemy ją – Scott podał sukienkę ekspedientce, gdy już wyszłam.
 - Mieć takiego faceta, to skarb – szepnęła do mnie ekspedientka, mrugając na odchodnym.
Moje policzki poróżowiały.
 - Coś się stało? – zapytał zdezorientowany chłopak.
 - Nie nic – uśmiechnęłam się. – Stawiam lody i bez dyskusji – uprzedziłam jego zamiar. – Kupiłeś mi sukienkę za trzysta dolarów. Nie wykręcisz się Scott.
 - Nie zamierzałem – pokazał mi język.

***

Tak długo czekałam na tę wystawę. A teraz co? Najzwyczajniej w świecie, tchórze. A co jeśli im się nie spodobają? Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie od nas lepszy. Jaki to wstyd będzie, jeżeli nikt nie podejdzie do moich obrazów. Panikuje. Musze się jak najszybciej uspokoić. Na pewno komuś się spodobają. Chociaż jednej osobie. Nie ma się o co martwić, chyba.
 - Hej – James ścisnął moja rękę – wszystko będzie dobrze. Jesteś świetna w tym co robisz – uśmiechnął się do mnie. Co ja bym bez niego zrobiła? – A teraz, pokaż klasę i uśmiechnij się. Mój szef tu dzisiaj będzie – zaśmiał się, widząc moją minę.
Po raz kolejny muszę mu przyznać racje, nie mogę się tak przejmować. Trudniej to wykonać. Nel, jesteś świetna w tym co robisz. Odwzajemniłam uśmiech, rozluźniając się.
 – Tak zdecydowanie lepiej – szepnął do mojego ucha, pokazując na wchodzących gości.
 - Dziękuję, że przy mnie jesteś. To dla mnie bardzo ważne – spojrzałam na ludzi, wchodzących przez drzwi. Zaczyna się. Nie będzie źle. Wszystko będzie dobrze.
 - Wiem – chciał mi podać kubek z sokiem. – Nel…
 - Córcia! – przerwała mu moja mama. – One są świetne – przytuliła mnie.
 - Dopracowałaś szczegóły – zaśmiała się babcia. Tak, jej tu nie mogło zabraknąć. Cieszę się, że jednak mogła przyjść z dziadkiem. – Nie zgadniesz kto przyszedł! Ashley! Jak się dowiedziała o wystawie, sama zaproponowała, że przełożymy spotkanie – uściskała mnie.
Ta gderliwa staruszka, przeniosła spotkanie? Nie wiedziałam, że sąsiadka babci jest do tego zdolna. Czego się nie robi dla przyjaciół.
Po wystawie udałam się z James’em na obiecany spacer po plaży. Moje obrazy, podobały się wszystkim, a ja jak zwykle panikowałam. Mam otwarte drzwi na najlepsze studia. Kto by pomyślał, że jeden wieczór może zapewnić mi przyszłość. W dodatku Eliza  z Leą przyprowadziły swoje rodziny! Przyszedł nawet brat Elizy, który jest zatwardziałym marudą. To najlepszy wieczór w moim życiu. Od dnia, w którym Brown mnie przeprosiła, nie widziałam jej na oczy. Moje życie w końcu się uspokoiło. Spojrzałam na niebo usypane gwiazdami. Ten wieczór jest piękny.
 - To co - zaczął James, przystając z uśmiechem – udało się. Teraz musisz tylko wybrać.
 - Tak – odwzajemniłam uśmiech.
Chłopak objął mnie w pasie. Niepewnie zbliżył się do mnie. Moje serce przyspieszyło, jakby miało natychmiast wyskoczyć z piersi. Czułam jego ciepły oddech na policzku. Objął moją twarz dłońmi. Położyłam ręce na jego ramiona. Czując jego usta na swoich, przymknęłam oczy. Kocham go. Czasem zdawało mi się, że odwzajemnia moje uczucia, ale… wszystko mijało. Odwzajemniłam pocałunek. Nie pozostał mi dłużny. Oparł swoje czoło o moje.
 - Przepraszam – szepnął. Co? To jakiś żart. Za co on mnie przeprasza? – Musimy wracać. Rodzice pewnie się o ciebie martwią – odszedł.
Stałam w szoku z otwartymi ustami. Pocałował mnie, a teraz przeprasza? Skradł mi pierwszy pocałunek! I co?! Teraz mnie tak po prostu, odwiedzie do domu?! Nie potrafię udawać, że nic się nie stało. Odwzajemniałam go! To coś znaczy.

*

Usiadłem załamany na łóżku. Dlaczego jej tego nie powiedziałem?! Jak mogłem jej tego nie powiedzieć! W dodatku przeprosiłem ją za niego! Przecież, ja go w cale nie żałuje! Kocham ją… Teraz mnie pewnie nienawidzi. Zachowałem się jak ostatni dupek. Znienawidzę się, jeśli przestanie się do mnie odzywać. Zresztą, zasłużyłem na to. Jak jej to teraz wytłumaczę? Nawet nie wiem czy mnie kocha.
 - James! Potrzebuje koszule! – do pokoju wszedł Matt. Widząc mój tępy wzrok, usiadł przy stoliku. Świetnie, teraz jeszcze on będzie mi prawił morały. – Co jest młody?
 - Pocałowałem Nel…
 - To raczej dobrze – przerwał mi, nie rozumiejąc.
 - Nie powiedziałem jej, że ją kocham. Zamiast tego, przeprosiłem ją – prychnąłem. – Jestem dupkiem. Nie odezwie się do mnie.
 - Może nie wszystko stracone. Porozmawiaj z nią.
 - A co jeśli mnie przeniosą? Co w tedy? Będę musiał wyjechać. Zostawię ją.
 - Przemyśl to – poklepał mnie po plecach, zostawiając z kłębkiem myśli w głowie.

7/29/2016

Rozdział 2 cz.2

*

Uśmiechnięta, otworzyłam oczy. Ten sen mogę zdecydowanie, zaliczyć do tych normalnych. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Osiemnasta… James! Podniosłam się jak oparzona. Musi na mnie czekać! Dwanaście nieodebranych połączenia od niego. Oczywiście! Dzisiaj musiałam zaspać. Chwila, coś mi tu nie gra. Gdzie mój szkicownik? I co robi na mnie koc? Przerażona spojrzałam na Scott’a, siedzącego na kanopo-parapecie. Ma mój szkicownik. Pięknie. Przecież mógł sobie jeszcze coś pomyśleć. Nie, że mi się podoba czy coś… Spojrzał na mnie rozbawiony. Bez słowa odłożył szkicownik i wyszedł. Świetnie. Głupia! Jak mogłam dać się tak wkopać. Już nigdy więcej, nie będę spała przed spotkaniami. Nie ma takiej opcji. Padłam zrezygnowana na łóżko. Kiedy miałam już zamiar go dogonić, wszedł do pokoju z pudełkiem lodów i dwoma łyżkami.
 - Nie pojawiłaś się w parku, więc – zaczął.
 - Bardzo cię, przepraszam – przerwałam mu, na co się roześmiał.
Co go tak śmieszy? To, że go przepraszam? Oczywiście, że nie. Panikuje bez powodu. Właśnie, bez powodu. Powód zazwyczaj się pojawia, nawet jeśli jest błahy.
 - Nie pojawiłaś się w parku, więc – przysiadł się do mnie – przyniosłem lody do ciebie – uśmiechnął się, otwierając pudełko. Jagodowe? Skąd on wiedział? Eliza…
 - Eliza ci powiedziała, prawda? – westchnęłam zrezygnowana. – Na drugi raz, musi trzymać język za zębami – spojrzał na mnie zdziwiony. – Nie patrz tak. Jagodowe to moje ulubione.
 - Naprawdę? Trafiłem? – zaśmiał się. Czyli jednak mu nie powiedziała? Zdecydowanie to ja, muszę trzymać język za zębami. Rozbawiony podał mi łyżkę. – Wiesz, chciałbym cię jeszcze gdzieś dzisiaj zabrać – uśmiechnął się tajemniczo. To spotkanie zaczyna powoli wyglądać jak randka. Co gorsze, zaczyna mi to odpowiadać. – A tak w ogóle to pięknie rysujesz – wstał po szkicownik.
 - Yhym, dzięki – włożyłam łyżkę do ust. – Mam swoją własną pracownie na poddaszu.
 - Żartujesz? – zaśmiałam się. – Z czego się śmiejesz – przerzucił kilka kartek do przodu.
 -A z niczego – zamknęłam mu szkicownik. – Choć, pokaże ci – zaprowadziłam go na poddasze. Zdziwiony otworzył oczy. – Tak, to moje – zaśmiałam się.
 - Wow, naprawdę jesteś niezła – stwierdził, oglądając rodzinny portret. – To też sama namalowałaś, prawda?
 - Tak, w zupełności sama. Jeśli chcesz, możesz sobie wybrać jeden z nich.
 - Który tylko zechce? – spojrzał na mnie podejrzliwie
 Zaśmiałam się, kiwając głową. Zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. Zatrzymał się przy płótnie zasłoniętym ścierką Zapomniałam, że nadal mam mój portret. Odsłonił go powoli.
 – Chce ten – wziął go do ręki. Zarumieniona, odwróciłam się do sztalugi. – Choć – niespodziewanie pociągnął mnie za rękę. Zaprowadzę cię gdzieś – uśmiechnął się tajemniczo. – Jednak najpierw, będę musiał odstawić to cudo do domu – zerknął na niego jeszcze raz.
Spacerowaliśmy po parku. James okazał się świetnym facetem. Mamy wiele wspólnych tematów. Okazało się nawet, że tata często widzi się z nim na komisariacie. Pewnie słyszał już o mnie i to nie mało. On zawsze lubił się przechwalać naszymi osiągnięciami. To jest przerażające. Nie wiem co mógł mu powiedzieć. No cóż, będę musiała z nim pogadać. Urządzę małe przesłuchanie. Mam to we krwi.
 - Muszę zawiązać ci teraz oczy – zatrzymał się nagle. Chwila, co? Nie ma mowy, lubię wiedzieć gdzie idę. – Nic ci nie zrobię – zaśmiał się, widząc moja minę. Nie byłabym tego taka pewna. – No już – zawiązał mi oczy. Dlaczego mu na to pozwalam? Powinnam dać mu w twarz i uciec. – Zaniosę cię. Nie chce, żebyś się zabiła po drodze – zaśmiał się.
To nie jest śmieszne. To całkiem możliwe. Przeszedł mnie dreszcz, czując jego oddech na mojej szyi. Co się ze mną dzieje? Od czasu Tom’a, nigdy więcej tego nie czułam, nie w ten sposób.

*

Uśmiechnąłem się pod nosem, czując jak drgnęła. Wziąłem ją na ręce. Jej policzki, coraz bardziej czerwieniały. Zawstydzona odwróciła głowę. Jest urocza. Dziewczyny mówiły, że od długiego czasu się tak nie zachowywała. Musiała bardzo cierpieć, skoro ukrywała od kilku lat swoją prawdziwą twarz. Po chwili doszliśmy na miejsce. Postawiłem ją ostrożnie na ziemi. Dziewczyna, nadal trzymała się mojej szyj. Uśmiechnąłem się. Speszona, natychmiast je zdjęła. Odwróciłem ją w drugą stronę. Stanąwszy za nią, odsłoniłem oczy.
 - James… Mieszkam tu od siedemnastu lat – czyli jednak znała to miejsce. Niespodzianka, nie wypaliła. Szkoda. - Jestem bardzo często na plaży, ale nigdy nie widziałam takiego miejsca – odwróciła się do mnie z uśmiechem. – Skąd je znasz? – zapytała zaciekawiona.
 - Mieszkałem w Los Angeles, zanim wyjechałem na studia – zaśmiałem się.
 - Każdą dziewczynę tu przyprowadzasz?
 - Tylko te, które są tego warte – uśmiechnąłem się, zakładając jej kosmyk za ucho. Ma piękne oczy. Wcześniej nie zauważyłem ciemnoniebieskiej obwódki, otaczającej źrenice. Jak mogłem tego nie dostrzec? Nagle zaczęło padać. Otrząsnąłem się z amoku, zdejmując kurtkę i podając jej ją. – Przepraszam, nie przewidziałem deszczu – zaśmiałem, gdy już staliśmy pod drzwiami domu.
 - Myślę, że jakoś zdołam ci to wybaczyć – zrobiła poważną miną. Po chwili wybuchliśmy śmiechem. – Dziękuję, że mi je pokazałeś – uśmiechnęła się. - Dobranoc.
 - Dobranoc – odwzajemniłem uśmiechem, a dziewczyna zniknęła za drzwiami.

*

Bez zastanowienia pobiegłam do pokoju. Zamknęłam za sobą szybko drzwi, by nie stanąć pod ostrzałem pytań rodziców. Chociaż i tak jestem pewna, że tata wyglądał przez okno. Oparłam się o nie, przygryzając wargę. To zaczyna być niepokojące. Nie wiem co by się stało, gdyby nie nagły deszcz. Jak to w ogóle możliwe? Nie mogę się w nim zakochać. Jest dużo starszy. Siedem lat, to ogromna przepaść. W ogóle nie powinnam o tym myśleć. Jesteśmy bardzo dobrymi kolegami. To wszystko. Nic więcej. Ta sytuacja to przypadek.

**

Przerażona zbiegłam po schodach. Nie zdążę do szkoły. Oczywiście, musiałam zaspać. Trudno, śniadanie zjem w szkole. Przynajmniej nie będę skazana na Tom’a. Ariana w końcu wraca do szkoły, więc będą mogła się zamienić. Zamknąwszy w pośpiechu dom, ruszyłam w stronę szkoły.
 - Podwieźć cię? – uśmiechnięty James, oparł się o płot.
 - A praca? – zapytałam podejrzanie, odwracając się.
 - Rano dowiedziałem się, że jeszcze dzisiaj poprowadzę u was zajęcia – zaśmiał się. – Wsiadaj – otworzył mi drzwi. Przegadaliśmy całą drogę, świetnie się bawiąc. – Słuchaj – zaczął drapiąc się po karku, gdy już zaparkował pod szkołą – to mój numer – podał mi karteczkę. – Gdybyś czegoś potrzebowała, pisz – uśmiechnął się.
Schowałam ją do kieszeni. Nie powiem, że mam go już od Elizy. Będzie mi strasznie głupio
 - Dzięki – uśmiechnęłam się, całując go w policzek.
Z pospiechem wysiadłam z auta. Dlaczego to zrobiłam? Głupia. Bez zastanowienia udałam się w stronę auli. Musze z tym skończyć. Nie powinnam była go całować. Tym razem na prawdę coś sobie o mnie pomyśli. Nie zepsuje tej znajomości. Nie chce. Muszę być ostrożna.
 - Adkins! – krzyknął za mną kobiecy głos. Świetnie! Brown. Czego znowu chce?! – Nel, Nel, Nel… - westchnęła. – Głupiutka Nel. Nie myślisz chyba, że masz jakiekolwiek szanse u James’a? Nawet na ciebie nie spojrzy, skoro ma mnie pod nosem.
 - James to mój kolega…
 - Jak Tom? – zaśmiała się, przerywając mi.
 - Zamknij się! – warknęłam. – Nie masz prawa – prychnęła, śmiejąc się.
 - Przekonamy się – odeszła.
I ja się z nią kiedyś przyjaźniłam? Niemożliwe. Nie wiem, dlaczego widzi we mnie wroga, ale nie dam się tak łatwo. Zamierzam walczyć o swoje życie.

7/22/2016

Rozdział 2 cz.1

Weszłam zaspana do salonu. Dzisiaj mamy na dziesiątą, z czego jestem bardzo zadowolona. Wczoraj James uczył mnie jeździć do późna. Polubiłam go. Ziewnęłam odruchowo, zasłaniając usta. Kiedy otworzyłam oczy, co ujrzałam? James’a siedzącego obok Max’a. Brunet uśmiechnął się do mnie szeroko, powstrzymując od śmiechu. Pięknie. Tego jeszcze brakowało. Nie ma nic piękniejszego, niż widok zaspanej mnie z rana. Czekaj, wróć… Co robi Scott o w pół do dziewiątej, w naszym salonie? Spojrzałam pytająco na brata. Może on mi wyjaśni, dlaczego on tutaj siedzi.
 - Rodzice musieli wyjechać wcześniej, więc poprosili Jamesa, żeby nas podwiózł – westchnął.
No tak, praca. Szkoda, że tak często wyjeżdżają. Przynajmniej, okazują swoją miłość wobec nas. Alec nigdy nie mógł tego powiedzieć. Jego rodziców też najczęściej nie ma w domu. Z tego co wiem, to rzadko słyszy od nich ‘kocham cię’. Skinąwszy głową, bez zastanowienia ruszyłam w stronę kuchni.
 – Śniadanie masz w lodówce! – krzyknął za mną.
O dziewiątej siedziałam na tylnym siedzeniu czarnego BMW. Samochód w końcu ruszył, gdy Max wsiadł do niego zdyszany. On kiedyś zapomni własnej głowy. Mam nadzieje, że podczas ćwiczeń nie będę musiała być w parze z Tom’em, tym bardziej z Lily. Nadal nie mogę uwierzyć, że tak po prostu dał się złapać w jej pułapkę. To do niego nie podobne. Sam mówił, że to żmija, więc dlaczego wierzył jej za każdym razem? Może coś pomiędzy nimi zaiskrzyło, a ona tylko na to czekała. Jeszcze trochę i się od niej uwolnię. Muszę jakoś wytrzymać ostatnie półtora roku w liceum. Tak właściwie to nawet mniej. Za miesiąc jest koniec roku. Spojrzałam we wsteczne lusterko, w którym napotkałam wzrok James’a. Przyglądał mi się. Natychmiast wrócił do obserwowania drogi. W oddali spostrzegłam zarys mojej szkoły. Witaj psychiatryku. Ciekawe co mnie dzisiaj czeka. Zerknęłam na Max’a. To on pomógł mi wrócić do szkoły po przygodzie z Tom’em. Scott przegadał z nim całą drogę. Może naprawdę warto mu dać szansę. Zazwyczaj starsi ignorują mojego brata. Strasznie mnie to jątrzy. Nie jest w niczym od nich gorszy. Mimo, że często mnie denerwuje. Zachowanie James’a dobrze o nim świadczy. Samochód zatrzymał się w końcu.
 - Dzięki – rzuciłam wychodząc.
 - Nel! Zaczekaj! – zamknąwszy szybko auto, Scott podbiegł do mnie. – Zaprowadziłabyś mnie do gabinetu dyrektora? Mam dzisiaj z Matt’em poprowadzić zajęcia z bezpieczeństwa.
 - Jasne – ruszyliśmy w stronę szkoły. – Tylko – zatrzymałam go – jeśli jakaś blondynka się do mnie przyczepi albo będzie coś mówiła… to zignoruj to, proszę. Dobrze?
 - Bez problemu – uśmiechnął się.
Zaraz jak tylko przekroczyłam próg szkoły, poczułam wlepione we mnie spojrzenia. No tak, dawno nie weszłam do szkoły z chłopakiem. Kątem oka zauważyłam Tom’a, który z zazdrością przyglądał się brunetowi. Chłopak spojrzał na mnie niepewnie.
 – Chyba już zdążyłem kogoś zdenerwować – szepnął.
 - Nie zwracaj na niego uwagi – odparłam beznamiętnie.
 - Jak sobie życzysz – uśmiechnął się.
Lily przed gabinetem dyrektora. Świetnie. Myślałam, że pan Brown po ostatnim wybryku córki zapłacił i dali jej spokój. Może w końcu odpowie za swoje czyny. Niestety to jeszcze nie dziś. W tej szkole pieniądze zapewniają jej ochronę. Pf… Oczywiście, dopóki jej ojciec, nie przestanie na nią łożyć.
 - Nel, przedstawisz mnie może koledze? – zapytała z uśmiechem, gdy już zatrzymaliśmy się przed gabinetem. Zignorowałam ją, siadając. – Przepraszam – posmutniała. – Przepraszam cię za to, co ostatnio ci zrobiłam. Nie wiedziałam, że to cię tak bardzo zrani – przysiadła się do mnie, łapiąc za dłoń. Jeszcze tego brakuje, żeby mnie dotykała. James spojrzał na mnie pytająco. – Dobrze – powiedziała zrezygnowana. – Jeżeli wybaczysz mi kiedyś, odezwij się – odeszła.
Scott przysiadł się do mnie.
 - Zrobiła teatrzyk – spojrzałam na Tom’a, obserwującego całą sytuacje.
Westchnęłam cicho, odwracając wzrok.
 - W porządku? – spojrzał w stronę chłopaka. Kiedy miałam odpowiedzieć, otworzyły się drzwi od gabinetu. – Dokończymy późnej – uśmiechnął się, ściskając moją dłoń.
Spojrzałam na nasze splecione ręce. Lily go nie zna, więc może naprawdę warto byłoby, zaprzyjaźnić się z nim. Odwzajemniłam uśmiech.
 - O dzień dobry – podszedł do nas dyrektor.
Speszony James natychmiast zabrał rękę. Zarumieniona spuściłam wzrok. Kolejny plus tego dnia, świetnie. Nie chcę plotek. Dopiero się z nimi uporałam.
 - Dzień dobry – uśmiechnęłam się do dyrektora. - Do zobaczenia, James – odeszłam.
Weszłam powoli na aule. No tak wpół do dziesiątej. Zawsze przed czasem. Uśmiechnęłam się pod nosem, zajmując jedno z miejsce na materacu. Wyjąwszy szkicownik, zaczęłam rysować portret James’a. Od ogółu do szczegółu. Nim zorientowałam się, miejsca zostały zajęte przez uczniów. Przez pół godziny zdążyłam zrobić ogólny zarys, który wygląda przyzwoicie. Schowałam szkicownik do torby, widząc jak wchodzi dyrektor z braćmi. Pewnie będzie trzeba dobrać się w pary. Świetnie. Odkąd dziewczyny skończyły liceum, nie mam być z kim w parze. Kiedyś nawet spróbowałam być z przypadkową dziewczyną. Niestety zostałam wypytana o cała sytuację, którą zapoczątkowała Lily. Dyrektor uśmiechnąwszy się do nich, wyszedł z auli.
 - Witamy – zaczął James. – Jesteśmy tutaj, żeby poprowadzić dzisiejsze zajęcia z bezpieczeństwa.
 - Na dzisiaj – podjął Matt – mamy przewidziane zajęcia praktyczno-teoretyczne. Teoretyka zajmie się wyjaśnianiem oraz zastosowaniem praktyki. Głownie będzie chodziło o zachowanie się podczas możliwych ataków lub wypadków, które mogą zdarzyć się na co dzień.
 - Na sam początek, najczęstsza sytuacja, do której wzywają pomoc – James przełączył slajd. – Wchodzicie do ogrodu, widząc jak wasz kolega, spada z drabiny.
 - Musicie mu pomóc – Matt rozłożył drabinę na scenie. – Może poproszę na sam początek dwie osoby. Nel – spojrzał na mnie. – twoją parą dzisiaj będzie chłopak w bordowej bluzie – zwrócił się do Tom’a.
Nie! To przesada! Zabije go za to. James spojrzał na mnie uważnie. W jego wzroku mogłam dostrzec niepewność i współczucie. Z udawanym uśmiechem, weszłam na scenę. Chłopacy poinstruowali nas, co mamy robić. Świetnie! Będę ofiarą. Chociaż, raz tak na prawdę nią będę. Za każdym razem wierzyli Lily.
Prze kolejne trzy godziny pracowałam z Tom’em, który próbował nawiązać ze mną jakikolwiek kontakt. Nie pozwolę, by znów się do mnie zbliżył. Rana, którą po sobie zostawił, zabliźniła się, ale blizna nigdy nie zniknie. Dobrze o tym wie. Oparłam się o szkolny mur. James powiedział, że nas odwiezie, a rodzice moją się nie kłopotać.
 - Już jestem – uśmiechnął się do mnie Scott. – Max zaraz przyjdzie, zapomniał czegoś… znowu – parsknęłam śmiechem. – Słuchaj – zaczął, gdy ruszyliśmy w stronę auta. - przepraszam za Matt’a…
 - Nie wiedział – przerwałam mu. – Nic się nie stało. Kiedyś będę musiała odciąć się od przeszłości. Mogłam odmówić. Na przyszłość będę pamiętała – uśmiechnęłam się. – Jeszcze raz dzięki, że robisz dzisiaj za naszego szofera – położyłam plecak na siedzeniu.
 - Cała przyjemność po mojej stronie – uśmiechnął się szeroko. – Słuchaj – zaczął niepewnie – może spotkamy się dzisiaj w parku? – spojrzałam na niego uważnie.
To jest moja szansa. Muszę się jej chwycić. Może okazać się ostatnią. Odwzajemniłam uśmiech. Lubię jak się uśmiecha, to dodaje mu uroku.
 - Przy fontannie, o siedemnastej? – zaproponowałam. Skinął głową. – Nie przyniosę rolek – uprzedziłam go.
 - Skąd wiedziałaś? – uniósł jedną brew.
 - Ostatnio powiedziałeś, że skoro umiem już jeździć…
 - …nie odpuszczę ci – dokończył, przerywając mi z uśmiechem. – Dobrze, ale w takim razie stawiam lody – postawił warunek.
 - Nie ma sprawy – podaliśmy sobie ręce. Oboje wybuchliśmy śmiechem. Powinnam go przeprosić za tą lemoniadę. - James – spoważniałam – przepraszam za to, że wylałam na ciebie lemoniadę…
 - Nie przepraszaj – przerwał mi ze śmiechem. – Zasłużyłem – puścił mi oczko.
Moje policzki stały się delikatnie różowe. Świetnie! Dlaczego akurat teraz? Naprawę? Swoją drogą, ciekawe ile razy użyłam dzisiaj słowo „świetnie”.
 - Jestem! – krzyknął wyczerpany Max. – Zapomniałem książek.
Leżałam na łóżku, szkicując portret James’a. To zabawne, w jaki sposób się poznaliśmy. Jeszcze nigdy nie wylałam na nikogo… czegokolwiek. Najwyraźniej musi być ten pierwszy raz. Może nasza znajomość będzie się tym wyróżniać. Jeżeli będzie tylko chciał… Jestem pewna, że pozwolę mu się do mnie zbliżyć. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Chociaż pod pewnymi względami jest podobny do Tom’a. Oboje są przystojni, zabawni, troskliwi. Mam nadzieje, że historia się nie powtórzy. Nie wiem, jak to drugi raz przeżyje. Nie chce znów grać w grę Lily. Nigdy nie zniżę się do jej poziomu. Zawsze będę wyżej niż ona. Zastanawia mnie, co jej takiego zrobiłam… Przecież… Sama nie wiem. Odebrała mi prawie wszystko. Cieszę się, że godności nigdy mi nie zabierze. Może o tym pomarzyć. Nie pozwolę tej żmii, zawładnąć moim życiem. Jak się ono potoczy, zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Mój telefon zabrzęczał. Wiadomość na grupie. Nadal nie wierzę, że Eliza nazwała ją "Nieposkromione Tygrysy mrrrrr :*xo".

Eliza:   Spotkamy się dzisiaj?:D
Lea:     Nie mam żadnych planów ^^
Ja:       Jestem zajęta :P
Eliza:   Uuuu… Widzę, że James działa ^^
Lea:     To gdzie się z nim spotykasz? :D
Ja:       To tylko kolega :P
W parku ;)
Lea:     Jasne, wmawiaj sobie ;P
Eliza:   Lea, dajmy wyszykować się jej na randkę ^^
Lea:     Masz racje :D
Ja:       To nie randka -,-
Eliza:   Ale chciałabyś :P
Ja:       Lecę :P
Lea:     Czyżby nasza mała Nel się zauroczyła? ^.^

Dokończyłam portret ostatnimi kreskami. Teraz wygląda idealnie. Ma orginalny kolor oczu. Trudno było mi je odzwierciedlić, ale mam nadzieję, że się udało. Hm… Mam jeszcze dwie godziny do naszego spotkania. Mogę się spokojnie zdrzemnąć, jestem wykończona. Położyłam głowę obok szkicownika. I tak pewnie obudzę się zaraz.


*

Kurczę, spóźnia się dwadzieścia minut. W dodatku nie odbiera telefonu. Zacząłem chodzić w te i z powrotem. Może coś się stało. Nie… Eliza by mi pewnie powiedziała. Scott nie możesz podejrzewać od razu najgorszego. Pewnie coś ją zatrzymało i zapomniała wziąć telefon. Nic. Kupie lody i pójdę do niej. Może spotkam ją po drodze. Hm… Tylko jakie. Wybiorę coś, ważne, żeby była cała. Po kilku minutach stałem pod drzwi jej domu, trzymając w ręce pudełko z jagodowymi lodami. Zadzwoniłem po raz kolejny dzwonkiem. Teraz, zaczynam się o nią martwić. Spróbowałem dodzwonić do niej, jednak nie odbierała. Może coś się stało. Co jeśli ktoś jej coś zrobił? Ostatnio miałem… Scott! Zrezygnowany chciałem wrócić do domu, ale drzwi się otworzyły. Max spojrzał na mnie zaspanym wzrokiem.
 - Cześć stary – przeczesał ręką włosy. – Coś się stało? – zdziwiony spojrzał na pudełko lodów.
 - Przepraszam, nie chciałem cię budzić – podrapałem się po karku. - Umówiłem się z Nel i jest dużo po czasie. Myślałem, że coś się stało.
 - Nawet nie wychodziła z domu. Pewnie wyciszyła telefon i poszła spać - ziewnął. - Schodami do góry, ostatnie drzwi po prawej – uśmiechnął się, co odwzajemniłem.
Powędrowałem na górę, według jego wskazówek. Uśmiechnąłem się, widząc na drzwiach jej imię. Zapukałem, jednak nikt nie odpowiedział. Wszedłem niepewnie do środka. Dziewczyna spała na łóżku, a pod ręką miała szkicownik. Uroczo wygląda kiedy śpi. Wyjąłem go delikatnie spod jej dłoni. Uniosłem zaskoczony brwi. Naszkicowała… mój portret. Co najlepsze, wygląda bardzo realistycznie. Uśmiechnąłem się mimowolnie, spoglądając na dziewczynę.