7/29/2016

Rozdział 2 cz.2

*

Uśmiechnięta, otworzyłam oczy. Ten sen mogę zdecydowanie, zaliczyć do tych normalnych. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Osiemnasta… James! Podniosłam się jak oparzona. Musi na mnie czekać! Dwanaście nieodebranych połączenia od niego. Oczywiście! Dzisiaj musiałam zaspać. Chwila, coś mi tu nie gra. Gdzie mój szkicownik? I co robi na mnie koc? Przerażona spojrzałam na Scott’a, siedzącego na kanopo-parapecie. Ma mój szkicownik. Pięknie. Przecież mógł sobie jeszcze coś pomyśleć. Nie, że mi się podoba czy coś… Spojrzał na mnie rozbawiony. Bez słowa odłożył szkicownik i wyszedł. Świetnie. Głupia! Jak mogłam dać się tak wkopać. Już nigdy więcej, nie będę spała przed spotkaniami. Nie ma takiej opcji. Padłam zrezygnowana na łóżko. Kiedy miałam już zamiar go dogonić, wszedł do pokoju z pudełkiem lodów i dwoma łyżkami.
 - Nie pojawiłaś się w parku, więc – zaczął.
 - Bardzo cię, przepraszam – przerwałam mu, na co się roześmiał.
Co go tak śmieszy? To, że go przepraszam? Oczywiście, że nie. Panikuje bez powodu. Właśnie, bez powodu. Powód zazwyczaj się pojawia, nawet jeśli jest błahy.
 - Nie pojawiłaś się w parku, więc – przysiadł się do mnie – przyniosłem lody do ciebie – uśmiechnął się, otwierając pudełko. Jagodowe? Skąd on wiedział? Eliza…
 - Eliza ci powiedziała, prawda? – westchnęłam zrezygnowana. – Na drugi raz, musi trzymać język za zębami – spojrzał na mnie zdziwiony. – Nie patrz tak. Jagodowe to moje ulubione.
 - Naprawdę? Trafiłem? – zaśmiał się. Czyli jednak mu nie powiedziała? Zdecydowanie to ja, muszę trzymać język za zębami. Rozbawiony podał mi łyżkę. – Wiesz, chciałbym cię jeszcze gdzieś dzisiaj zabrać – uśmiechnął się tajemniczo. To spotkanie zaczyna powoli wyglądać jak randka. Co gorsze, zaczyna mi to odpowiadać. – A tak w ogóle to pięknie rysujesz – wstał po szkicownik.
 - Yhym, dzięki – włożyłam łyżkę do ust. – Mam swoją własną pracownie na poddaszu.
 - Żartujesz? – zaśmiałam się. – Z czego się śmiejesz – przerzucił kilka kartek do przodu.
 -A z niczego – zamknęłam mu szkicownik. – Choć, pokaże ci – zaprowadziłam go na poddasze. Zdziwiony otworzył oczy. – Tak, to moje – zaśmiałam się.
 - Wow, naprawdę jesteś niezła – stwierdził, oglądając rodzinny portret. – To też sama namalowałaś, prawda?
 - Tak, w zupełności sama. Jeśli chcesz, możesz sobie wybrać jeden z nich.
 - Który tylko zechce? – spojrzał na mnie podejrzliwie
 Zaśmiałam się, kiwając głową. Zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. Zatrzymał się przy płótnie zasłoniętym ścierką Zapomniałam, że nadal mam mój portret. Odsłonił go powoli.
 – Chce ten – wziął go do ręki. Zarumieniona, odwróciłam się do sztalugi. – Choć – niespodziewanie pociągnął mnie za rękę. Zaprowadzę cię gdzieś – uśmiechnął się tajemniczo. – Jednak najpierw, będę musiał odstawić to cudo do domu – zerknął na niego jeszcze raz.
Spacerowaliśmy po parku. James okazał się świetnym facetem. Mamy wiele wspólnych tematów. Okazało się nawet, że tata często widzi się z nim na komisariacie. Pewnie słyszał już o mnie i to nie mało. On zawsze lubił się przechwalać naszymi osiągnięciami. To jest przerażające. Nie wiem co mógł mu powiedzieć. No cóż, będę musiała z nim pogadać. Urządzę małe przesłuchanie. Mam to we krwi.
 - Muszę zawiązać ci teraz oczy – zatrzymał się nagle. Chwila, co? Nie ma mowy, lubię wiedzieć gdzie idę. – Nic ci nie zrobię – zaśmiał się, widząc moja minę. Nie byłabym tego taka pewna. – No już – zawiązał mi oczy. Dlaczego mu na to pozwalam? Powinnam dać mu w twarz i uciec. – Zaniosę cię. Nie chce, żebyś się zabiła po drodze – zaśmiał się.
To nie jest śmieszne. To całkiem możliwe. Przeszedł mnie dreszcz, czując jego oddech na mojej szyi. Co się ze mną dzieje? Od czasu Tom’a, nigdy więcej tego nie czułam, nie w ten sposób.

*

Uśmiechnąłem się pod nosem, czując jak drgnęła. Wziąłem ją na ręce. Jej policzki, coraz bardziej czerwieniały. Zawstydzona odwróciła głowę. Jest urocza. Dziewczyny mówiły, że od długiego czasu się tak nie zachowywała. Musiała bardzo cierpieć, skoro ukrywała od kilku lat swoją prawdziwą twarz. Po chwili doszliśmy na miejsce. Postawiłem ją ostrożnie na ziemi. Dziewczyna, nadal trzymała się mojej szyj. Uśmiechnąłem się. Speszona, natychmiast je zdjęła. Odwróciłem ją w drugą stronę. Stanąwszy za nią, odsłoniłem oczy.
 - James… Mieszkam tu od siedemnastu lat – czyli jednak znała to miejsce. Niespodzianka, nie wypaliła. Szkoda. - Jestem bardzo często na plaży, ale nigdy nie widziałam takiego miejsca – odwróciła się do mnie z uśmiechem. – Skąd je znasz? – zapytała zaciekawiona.
 - Mieszkałem w Los Angeles, zanim wyjechałem na studia – zaśmiałem się.
 - Każdą dziewczynę tu przyprowadzasz?
 - Tylko te, które są tego warte – uśmiechnąłem się, zakładając jej kosmyk za ucho. Ma piękne oczy. Wcześniej nie zauważyłem ciemnoniebieskiej obwódki, otaczającej źrenice. Jak mogłem tego nie dostrzec? Nagle zaczęło padać. Otrząsnąłem się z amoku, zdejmując kurtkę i podając jej ją. – Przepraszam, nie przewidziałem deszczu – zaśmiałem, gdy już staliśmy pod drzwiami domu.
 - Myślę, że jakoś zdołam ci to wybaczyć – zrobiła poważną miną. Po chwili wybuchliśmy śmiechem. – Dziękuję, że mi je pokazałeś – uśmiechnęła się. - Dobranoc.
 - Dobranoc – odwzajemniłem uśmiechem, a dziewczyna zniknęła za drzwiami.

*

Bez zastanowienia pobiegłam do pokoju. Zamknęłam za sobą szybko drzwi, by nie stanąć pod ostrzałem pytań rodziców. Chociaż i tak jestem pewna, że tata wyglądał przez okno. Oparłam się o nie, przygryzając wargę. To zaczyna być niepokojące. Nie wiem co by się stało, gdyby nie nagły deszcz. Jak to w ogóle możliwe? Nie mogę się w nim zakochać. Jest dużo starszy. Siedem lat, to ogromna przepaść. W ogóle nie powinnam o tym myśleć. Jesteśmy bardzo dobrymi kolegami. To wszystko. Nic więcej. Ta sytuacja to przypadek.

**

Przerażona zbiegłam po schodach. Nie zdążę do szkoły. Oczywiście, musiałam zaspać. Trudno, śniadanie zjem w szkole. Przynajmniej nie będę skazana na Tom’a. Ariana w końcu wraca do szkoły, więc będą mogła się zamienić. Zamknąwszy w pośpiechu dom, ruszyłam w stronę szkoły.
 - Podwieźć cię? – uśmiechnięty James, oparł się o płot.
 - A praca? – zapytałam podejrzanie, odwracając się.
 - Rano dowiedziałem się, że jeszcze dzisiaj poprowadzę u was zajęcia – zaśmiał się. – Wsiadaj – otworzył mi drzwi. Przegadaliśmy całą drogę, świetnie się bawiąc. – Słuchaj – zaczął drapiąc się po karku, gdy już zaparkował pod szkołą – to mój numer – podał mi karteczkę. – Gdybyś czegoś potrzebowała, pisz – uśmiechnął się.
Schowałam ją do kieszeni. Nie powiem, że mam go już od Elizy. Będzie mi strasznie głupio
 - Dzięki – uśmiechnęłam się, całując go w policzek.
Z pospiechem wysiadłam z auta. Dlaczego to zrobiłam? Głupia. Bez zastanowienia udałam się w stronę auli. Musze z tym skończyć. Nie powinnam była go całować. Tym razem na prawdę coś sobie o mnie pomyśli. Nie zepsuje tej znajomości. Nie chce. Muszę być ostrożna.
 - Adkins! – krzyknął za mną kobiecy głos. Świetnie! Brown. Czego znowu chce?! – Nel, Nel, Nel… - westchnęła. – Głupiutka Nel. Nie myślisz chyba, że masz jakiekolwiek szanse u James’a? Nawet na ciebie nie spojrzy, skoro ma mnie pod nosem.
 - James to mój kolega…
 - Jak Tom? – zaśmiała się, przerywając mi.
 - Zamknij się! – warknęłam. – Nie masz prawa – prychnęła, śmiejąc się.
 - Przekonamy się – odeszła.
I ja się z nią kiedyś przyjaźniłam? Niemożliwe. Nie wiem, dlaczego widzi we mnie wroga, ale nie dam się tak łatwo. Zamierzam walczyć o swoje życie.

7/22/2016

Rozdział 2 cz.1

Weszłam zaspana do salonu. Dzisiaj mamy na dziesiątą, z czego jestem bardzo zadowolona. Wczoraj James uczył mnie jeździć do późna. Polubiłam go. Ziewnęłam odruchowo, zasłaniając usta. Kiedy otworzyłam oczy, co ujrzałam? James’a siedzącego obok Max’a. Brunet uśmiechnął się do mnie szeroko, powstrzymując od śmiechu. Pięknie. Tego jeszcze brakowało. Nie ma nic piękniejszego, niż widok zaspanej mnie z rana. Czekaj, wróć… Co robi Scott o w pół do dziewiątej, w naszym salonie? Spojrzałam pytająco na brata. Może on mi wyjaśni, dlaczego on tutaj siedzi.
 - Rodzice musieli wyjechać wcześniej, więc poprosili Jamesa, żeby nas podwiózł – westchnął.
No tak, praca. Szkoda, że tak często wyjeżdżają. Przynajmniej, okazują swoją miłość wobec nas. Alec nigdy nie mógł tego powiedzieć. Jego rodziców też najczęściej nie ma w domu. Z tego co wiem, to rzadko słyszy od nich ‘kocham cię’. Skinąwszy głową, bez zastanowienia ruszyłam w stronę kuchni.
 – Śniadanie masz w lodówce! – krzyknął za mną.
O dziewiątej siedziałam na tylnym siedzeniu czarnego BMW. Samochód w końcu ruszył, gdy Max wsiadł do niego zdyszany. On kiedyś zapomni własnej głowy. Mam nadzieje, że podczas ćwiczeń nie będę musiała być w parze z Tom’em, tym bardziej z Lily. Nadal nie mogę uwierzyć, że tak po prostu dał się złapać w jej pułapkę. To do niego nie podobne. Sam mówił, że to żmija, więc dlaczego wierzył jej za każdym razem? Może coś pomiędzy nimi zaiskrzyło, a ona tylko na to czekała. Jeszcze trochę i się od niej uwolnię. Muszę jakoś wytrzymać ostatnie półtora roku w liceum. Tak właściwie to nawet mniej. Za miesiąc jest koniec roku. Spojrzałam we wsteczne lusterko, w którym napotkałam wzrok James’a. Przyglądał mi się. Natychmiast wrócił do obserwowania drogi. W oddali spostrzegłam zarys mojej szkoły. Witaj psychiatryku. Ciekawe co mnie dzisiaj czeka. Zerknęłam na Max’a. To on pomógł mi wrócić do szkoły po przygodzie z Tom’em. Scott przegadał z nim całą drogę. Może naprawdę warto mu dać szansę. Zazwyczaj starsi ignorują mojego brata. Strasznie mnie to jątrzy. Nie jest w niczym od nich gorszy. Mimo, że często mnie denerwuje. Zachowanie James’a dobrze o nim świadczy. Samochód zatrzymał się w końcu.
 - Dzięki – rzuciłam wychodząc.
 - Nel! Zaczekaj! – zamknąwszy szybko auto, Scott podbiegł do mnie. – Zaprowadziłabyś mnie do gabinetu dyrektora? Mam dzisiaj z Matt’em poprowadzić zajęcia z bezpieczeństwa.
 - Jasne – ruszyliśmy w stronę szkoły. – Tylko – zatrzymałam go – jeśli jakaś blondynka się do mnie przyczepi albo będzie coś mówiła… to zignoruj to, proszę. Dobrze?
 - Bez problemu – uśmiechnął się.
Zaraz jak tylko przekroczyłam próg szkoły, poczułam wlepione we mnie spojrzenia. No tak, dawno nie weszłam do szkoły z chłopakiem. Kątem oka zauważyłam Tom’a, który z zazdrością przyglądał się brunetowi. Chłopak spojrzał na mnie niepewnie.
 – Chyba już zdążyłem kogoś zdenerwować – szepnął.
 - Nie zwracaj na niego uwagi – odparłam beznamiętnie.
 - Jak sobie życzysz – uśmiechnął się.
Lily przed gabinetem dyrektora. Świetnie. Myślałam, że pan Brown po ostatnim wybryku córki zapłacił i dali jej spokój. Może w końcu odpowie za swoje czyny. Niestety to jeszcze nie dziś. W tej szkole pieniądze zapewniają jej ochronę. Pf… Oczywiście, dopóki jej ojciec, nie przestanie na nią łożyć.
 - Nel, przedstawisz mnie może koledze? – zapytała z uśmiechem, gdy już zatrzymaliśmy się przed gabinetem. Zignorowałam ją, siadając. – Przepraszam – posmutniała. – Przepraszam cię za to, co ostatnio ci zrobiłam. Nie wiedziałam, że to cię tak bardzo zrani – przysiadła się do mnie, łapiąc za dłoń. Jeszcze tego brakuje, żeby mnie dotykała. James spojrzał na mnie pytająco. – Dobrze – powiedziała zrezygnowana. – Jeżeli wybaczysz mi kiedyś, odezwij się – odeszła.
Scott przysiadł się do mnie.
 - Zrobiła teatrzyk – spojrzałam na Tom’a, obserwującego całą sytuacje.
Westchnęłam cicho, odwracając wzrok.
 - W porządku? – spojrzał w stronę chłopaka. Kiedy miałam odpowiedzieć, otworzyły się drzwi od gabinetu. – Dokończymy późnej – uśmiechnął się, ściskając moją dłoń.
Spojrzałam na nasze splecione ręce. Lily go nie zna, więc może naprawdę warto byłoby, zaprzyjaźnić się z nim. Odwzajemniłam uśmiech.
 - O dzień dobry – podszedł do nas dyrektor.
Speszony James natychmiast zabrał rękę. Zarumieniona spuściłam wzrok. Kolejny plus tego dnia, świetnie. Nie chcę plotek. Dopiero się z nimi uporałam.
 - Dzień dobry – uśmiechnęłam się do dyrektora. - Do zobaczenia, James – odeszłam.
Weszłam powoli na aule. No tak wpół do dziesiątej. Zawsze przed czasem. Uśmiechnęłam się pod nosem, zajmując jedno z miejsce na materacu. Wyjąwszy szkicownik, zaczęłam rysować portret James’a. Od ogółu do szczegółu. Nim zorientowałam się, miejsca zostały zajęte przez uczniów. Przez pół godziny zdążyłam zrobić ogólny zarys, który wygląda przyzwoicie. Schowałam szkicownik do torby, widząc jak wchodzi dyrektor z braćmi. Pewnie będzie trzeba dobrać się w pary. Świetnie. Odkąd dziewczyny skończyły liceum, nie mam być z kim w parze. Kiedyś nawet spróbowałam być z przypadkową dziewczyną. Niestety zostałam wypytana o cała sytuację, którą zapoczątkowała Lily. Dyrektor uśmiechnąwszy się do nich, wyszedł z auli.
 - Witamy – zaczął James. – Jesteśmy tutaj, żeby poprowadzić dzisiejsze zajęcia z bezpieczeństwa.
 - Na dzisiaj – podjął Matt – mamy przewidziane zajęcia praktyczno-teoretyczne. Teoretyka zajmie się wyjaśnianiem oraz zastosowaniem praktyki. Głownie będzie chodziło o zachowanie się podczas możliwych ataków lub wypadków, które mogą zdarzyć się na co dzień.
 - Na sam początek, najczęstsza sytuacja, do której wzywają pomoc – James przełączył slajd. – Wchodzicie do ogrodu, widząc jak wasz kolega, spada z drabiny.
 - Musicie mu pomóc – Matt rozłożył drabinę na scenie. – Może poproszę na sam początek dwie osoby. Nel – spojrzał na mnie. – twoją parą dzisiaj będzie chłopak w bordowej bluzie – zwrócił się do Tom’a.
Nie! To przesada! Zabije go za to. James spojrzał na mnie uważnie. W jego wzroku mogłam dostrzec niepewność i współczucie. Z udawanym uśmiechem, weszłam na scenę. Chłopacy poinstruowali nas, co mamy robić. Świetnie! Będę ofiarą. Chociaż, raz tak na prawdę nią będę. Za każdym razem wierzyli Lily.
Prze kolejne trzy godziny pracowałam z Tom’em, który próbował nawiązać ze mną jakikolwiek kontakt. Nie pozwolę, by znów się do mnie zbliżył. Rana, którą po sobie zostawił, zabliźniła się, ale blizna nigdy nie zniknie. Dobrze o tym wie. Oparłam się o szkolny mur. James powiedział, że nas odwiezie, a rodzice moją się nie kłopotać.
 - Już jestem – uśmiechnął się do mnie Scott. – Max zaraz przyjdzie, zapomniał czegoś… znowu – parsknęłam śmiechem. – Słuchaj – zaczął, gdy ruszyliśmy w stronę auta. - przepraszam za Matt’a…
 - Nie wiedział – przerwałam mu. – Nic się nie stało. Kiedyś będę musiała odciąć się od przeszłości. Mogłam odmówić. Na przyszłość będę pamiętała – uśmiechnęłam się. – Jeszcze raz dzięki, że robisz dzisiaj za naszego szofera – położyłam plecak na siedzeniu.
 - Cała przyjemność po mojej stronie – uśmiechnął się szeroko. – Słuchaj – zaczął niepewnie – może spotkamy się dzisiaj w parku? – spojrzałam na niego uważnie.
To jest moja szansa. Muszę się jej chwycić. Może okazać się ostatnią. Odwzajemniłam uśmiech. Lubię jak się uśmiecha, to dodaje mu uroku.
 - Przy fontannie, o siedemnastej? – zaproponowałam. Skinął głową. – Nie przyniosę rolek – uprzedziłam go.
 - Skąd wiedziałaś? – uniósł jedną brew.
 - Ostatnio powiedziałeś, że skoro umiem już jeździć…
 - …nie odpuszczę ci – dokończył, przerywając mi z uśmiechem. – Dobrze, ale w takim razie stawiam lody – postawił warunek.
 - Nie ma sprawy – podaliśmy sobie ręce. Oboje wybuchliśmy śmiechem. Powinnam go przeprosić za tą lemoniadę. - James – spoważniałam – przepraszam za to, że wylałam na ciebie lemoniadę…
 - Nie przepraszaj – przerwał mi ze śmiechem. – Zasłużyłem – puścił mi oczko.
Moje policzki stały się delikatnie różowe. Świetnie! Dlaczego akurat teraz? Naprawę? Swoją drogą, ciekawe ile razy użyłam dzisiaj słowo „świetnie”.
 - Jestem! – krzyknął wyczerpany Max. – Zapomniałem książek.
Leżałam na łóżku, szkicując portret James’a. To zabawne, w jaki sposób się poznaliśmy. Jeszcze nigdy nie wylałam na nikogo… czegokolwiek. Najwyraźniej musi być ten pierwszy raz. Może nasza znajomość będzie się tym wyróżniać. Jeżeli będzie tylko chciał… Jestem pewna, że pozwolę mu się do mnie zbliżyć. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Chociaż pod pewnymi względami jest podobny do Tom’a. Oboje są przystojni, zabawni, troskliwi. Mam nadzieje, że historia się nie powtórzy. Nie wiem, jak to drugi raz przeżyje. Nie chce znów grać w grę Lily. Nigdy nie zniżę się do jej poziomu. Zawsze będę wyżej niż ona. Zastanawia mnie, co jej takiego zrobiłam… Przecież… Sama nie wiem. Odebrała mi prawie wszystko. Cieszę się, że godności nigdy mi nie zabierze. Może o tym pomarzyć. Nie pozwolę tej żmii, zawładnąć moim życiem. Jak się ono potoczy, zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Mój telefon zabrzęczał. Wiadomość na grupie. Nadal nie wierzę, że Eliza nazwała ją "Nieposkromione Tygrysy mrrrrr :*xo".

Eliza:   Spotkamy się dzisiaj?:D
Lea:     Nie mam żadnych planów ^^
Ja:       Jestem zajęta :P
Eliza:   Uuuu… Widzę, że James działa ^^
Lea:     To gdzie się z nim spotykasz? :D
Ja:       To tylko kolega :P
W parku ;)
Lea:     Jasne, wmawiaj sobie ;P
Eliza:   Lea, dajmy wyszykować się jej na randkę ^^
Lea:     Masz racje :D
Ja:       To nie randka -,-
Eliza:   Ale chciałabyś :P
Ja:       Lecę :P
Lea:     Czyżby nasza mała Nel się zauroczyła? ^.^

Dokończyłam portret ostatnimi kreskami. Teraz wygląda idealnie. Ma orginalny kolor oczu. Trudno było mi je odzwierciedlić, ale mam nadzieję, że się udało. Hm… Mam jeszcze dwie godziny do naszego spotkania. Mogę się spokojnie zdrzemnąć, jestem wykończona. Położyłam głowę obok szkicownika. I tak pewnie obudzę się zaraz.


*

Kurczę, spóźnia się dwadzieścia minut. W dodatku nie odbiera telefonu. Zacząłem chodzić w te i z powrotem. Może coś się stało. Nie… Eliza by mi pewnie powiedziała. Scott nie możesz podejrzewać od razu najgorszego. Pewnie coś ją zatrzymało i zapomniała wziąć telefon. Nic. Kupie lody i pójdę do niej. Może spotkam ją po drodze. Hm… Tylko jakie. Wybiorę coś, ważne, żeby była cała. Po kilku minutach stałem pod drzwi jej domu, trzymając w ręce pudełko z jagodowymi lodami. Zadzwoniłem po raz kolejny dzwonkiem. Teraz, zaczynam się o nią martwić. Spróbowałem dodzwonić do niej, jednak nie odbierała. Może coś się stało. Co jeśli ktoś jej coś zrobił? Ostatnio miałem… Scott! Zrezygnowany chciałem wrócić do domu, ale drzwi się otworzyły. Max spojrzał na mnie zaspanym wzrokiem.
 - Cześć stary – przeczesał ręką włosy. – Coś się stało? – zdziwiony spojrzał na pudełko lodów.
 - Przepraszam, nie chciałem cię budzić – podrapałem się po karku. - Umówiłem się z Nel i jest dużo po czasie. Myślałem, że coś się stało.
 - Nawet nie wychodziła z domu. Pewnie wyciszyła telefon i poszła spać - ziewnął. - Schodami do góry, ostatnie drzwi po prawej – uśmiechnął się, co odwzajemniłem.
Powędrowałem na górę, według jego wskazówek. Uśmiechnąłem się, widząc na drzwiach jej imię. Zapukałem, jednak nikt nie odpowiedział. Wszedłem niepewnie do środka. Dziewczyna spała na łóżku, a pod ręką miała szkicownik. Uroczo wygląda kiedy śpi. Wyjąłem go delikatnie spod jej dłoni. Uniosłem zaskoczony brwi. Naszkicowała… mój portret. Co najlepsze, wygląda bardzo realistycznie. Uśmiechnąłem się mimowolnie, spoglądając na dziewczynę.

7/15/2016

Rozdział 1


Już niedługo koniec roku. Nie mogę się doczekać. Chociaż z drugiej strony… Te studia… Jedno gorsze od drugiego. No, ale będę musiała jakoś przetrwać te kilka lat. Na szczęście został mi jeszcze jeden rok w liceum.
Poprawiłam poduszkę na kanapo-parapecie. To chyba najlepsze miejsce w całym domu. Wystarczy, że zasłonie zasłonę. Chwyciwszy materiał, przesunęłam go do przodu. Jeszcze jedna… O, tak dobrze. To mnie wycisza. Mogę pobyć sama ze sobą. Bez złośliwego brata i skwaru Los Angeles. Przymknęłam oczy, by rozkoszować się tą chwilą. Niestety spokój nie był mi dany, przez cofającą ciężarówkę z meblami, która wydawała z siebie charakterystyczne pikanie. No tak, zapomniałam. Dzisiaj mieli wprowadzić się nowy sąsiedzi. I to pewnie ich auto. Westchnęłam na widok czarnego BMW. Wysiadła z niego trójka chłopaków z uśmiechami od ucha do ucha. Przecież to Matt, chłopak Elizy. Rzeczywiście, ostatnio coś wspominała. Musiałam jej za bardzo nie słuchać. I tak za dużo o nim mówi. Zaśmiałam się cicho. Niech to. Jeden z nich mnie zauważył. A już myślałam…
 - Nel! – usłyszałam głos mojej rodzicielki. – Dziewczyny przyszły! Idą do ciebie!
 - Ok! – odkrzyknęłam, patrząc na niego. Za dłu… Ugh! Podskoczyłam przestraszona. Dziewczyny mnie szturchnęły. Nienawidzę jak tak robią! A ja cały czas się na to nabieram. Odsłoniwszy zasłonę, dosiadły się do mnie. Brunet od razu odwrócił wzrok.
 - Uuu… - zaśmiała się Eliza. - Widzę, że poznałaś już James’a. To młodszy brat Matt’a.
 - Yhym – westchnęła, poprawiając się.
 - Nie mów, że ci się nie podoba – zaśmiała się Lea. Spiorunowałam ją wzrokiem, rumieniąc się, co jeszcze bardziej ją rozśmieszyło. – Nel… Nel… Nel… Nie zaprzeczyłaś.
 - No bo jest przystojny - spojrzałam na niego – ale…
 - Przesłyszałam się?! –ożywiła się nagle Eliza. – Powiedziała, że jest przystojny.
No tak, od czasu Tom’a nikogo tak nie nazwałam. No cóż… Czas się otrząsnąć. Było, minęło. Drugi raz mu tak nie zaufam.
 – No weź – przytuliła mnie. – Zapomnij o tym idiocie. Musisz zacząć żyć. Najwyraźniej nie był ciebie wart. Jesteś śliczna, mądra…
 - Dobra, dobra – przerwałam jej ze śmiechem. – Zrozumiałam. To co idziemy do ogrodu? – zaproponowałam. – Szkoda marnować czas. Będę pierwsza! – zerwałam się do biegu.
 - Ej! To nie fair! – krzyczał za mną, roześmiana Lea. Ściągnąwszy w biegu sukienkę, bez namysłu wskoczyłam do basenu. Zaraz za mną była Eliza, która wskoczyła w ciuchach. – Nie bawię się z wami – wystawiła nam język brunetka. Spokojnie zrzuciła z siebie rzeczy i zeszła po schodach. – Masz nadzieje, że Matt pożyczy ci rzeczy? – zaśmiała się, patrząc na Elizę.
 - Zazdrościsz – ochlapała ją wodą.
Zaczęła się niemała wojna. To może usunę się w cień. Stanęłam przy wejściu do domu, obserwując jak dziewczyny toczą zaciętą walkę.
 - Kochanie – podeszła do mnie mama. – Tu macie coś do przegryzienia i picia – podała mi tacę. – Jakbyście czegoś jeszcze potrzebowały, to krzyczcie.
 - Dzięki, kocham cię – pocałowałam ją w policzek.
Kiedy mama zniknęła, odłożyłam tace. Pogłośniłam grające radio, spoglądając na nie. O! Nie wierzę, że ogłaszają rozejm. Żadnego rozejmu nie będzie! Wskoczyłam do basenu na bombę, pryskając je.
 - Wiesz co – chlapnęła mnie Eliza. – Jak śmiesz! – zaczęłyśmy się podtapiać. – Dobra, dobra! – podniosła ręce w geście poddania się. – Rozstrzygniemy to na parkiecie. Leci nasza piosenka.
 - Będę lepsza – wystawiła język Lea.
To nie fair. Ona chodzi na zajęcia z tańca. Zaczęłyśmy wygłupiać się na trawie. Ał! W moja głowę trafiła piłka od koszykówki. Ten dzień zaczyna się wprost idealnie! Jestem ciekawa, co to za kretyn.
 - James! – krzyknął męski głos. Drzewo u sąsiadów zaczęło szeleścić. Wiem, że nie powinnam, ale nie mogę się oprzeć. Zostawiłam piłkę i popędziłam po lemoniadę. Nim chłopak zeskoczył do naszego ogródka, znalazłam się koło dziewczyn.
 - Przepraszam za wtargnięcie – spojrzał na nas uważnie. – O, cześć Eli - przerwałam mu, wylewając na niego lemoniadę – za. Widzę, że cię trafiłem. Nie chciałem – zmrużył oczy.
 - Bolało – mruknęłam, na co dziewczyny parsknęły śmiechem.
 - To moje porąbane przyjaciółki – podjęła Eliza. – Lea i Nel. Musisz im wybaczyć, dopiero je wypuścili z psychiatryka – szepnęła, zasłaniać bokiem dłoni usta.
 -  Słyszymy! – szturchnęła ją Lea. – A psychiatryk, tobie by się przydał – wystawiła jej język. Co ja z nimi mam. Spuściłam głowę, powstrzymując kolejny napad śmiechu.
 - One tak zawsze – parsknęłam śmiechem. – Trzymaj – podałam mu piłkę. Uśmiechnął się do mnie szeroko. – Jakbyś czegoś potrzebował, nie pytaj ich. Zgubią cię – mrugnęłam do niego.
 - Ej! – krzyknęły oburzone.
 - Potrzeba jej chłopka – zaśmiała się Eliza. James spojrzał na mnie zdziwiony. No nie! Moje policzki poczerwieniały. – Jak coś, bierz – popchnęłam ją w stronę basenu. Nie mogąc złapać równowagi, wylądowała w basenie.
 - Widzę, że się nieźle bawicie – na drzewie pojawił się kolejny sąsiad. – Kochanie – spojrzał na swoją dziewczynę, uśmiechając się szeroko. Eliza spiorunowała go wzrokiem. – No co? – zaśmiał się.
 - Może byś tak z łaski swojej mi pomógł? – zapytała z błyskiem w oku. Ona coś kombinuje. Spojrzałam na nią rozbawiona. – Nie patrz tak. Noga mnie boli – pokręciłam przecząco głową. Chłopak zeskoczył z drzewa i podszedł do niej. Za trzy… dwa… jeden… Matt wylądował razem z nią w wodzie. Wiedziałam. Zawsze coś kombinuje, jak ma ten swój tajemniczy błysk. Matt najwyraźniej jeszcze go nie zauważył. Podczas prima aprilis ma niemały problem, bo wiemy kiedy coś kombinuje. Najzwyczajniej w świecie, burzy się z tego powodu. Chłopak spojrzał na nią zły. – Też cię kocham – cmoknęła go w policzek.
 - Eliza musimy się zbierać – przerażona Lea spojrzała na zegarek. – Zostało nam dwadzieścia minut – zaczęła w pośpiechu zbierać swoje rzeczy.
 - Co?! – Eliza jak oparzona wyskoczyła z wody, zakładając mokrą sukienkę. – Tia…
 - Gdybyś mnie nie wrzuciła, pożyczyłbym ci bluzę – zadowolony Matt, wyszedł z basenu. – A te… - przerwał mu klakson samochodu. Pewnie brat Elizy.
 - Zbieramy się – Matt poklepał Jamesa po plecach. – Chodź Romeo – zaśmiał się.
Chłopak przewrócił oczami. Kiwnąwszy nam na dowiedzenia, zniknął za płotem.
 - To co? Odprowadzę was – zaśmiałam się.
Kiedy odjeżdżały spod mojego domu, poczułam jak telefon wibruje mi w ręce, pokręciłam przecząco głową.

Od Eliza:
Do Ja:

Jutro o 17 w parku na rolkach :P

Dobrze wie, że nie jeżdżę. Jestem ciekawa, kiedy znudzi się jej to. Od kilku lat próbuje mnie przekonać do rolek. Łyżwy wystarczają mi w zupełności, chociaż i tak pozostanę wierna swojej desce do końca. W zeszłym roku nauczyłam jeździć na niej Leę. Uśmiechając się pod nosem na to wspomnienie, wzięłam się do odrabiania lekcji. Zajęcia z bezpieczeństwa, które organizują nam w przyszłym tygodniu, to prawdziwa manna z nieba! Ominie mnie test z kultury. Szkoda tylko ośmiu godzin sztuki. No cóż, coś za coś. W zeszył roku przyjechała do nas Birdy z Orlando Bloom’em. Rysowaliśmy ich portrety. Oboje wyróżnili mój, co było dla mnie naprawdę dużym zaszczytem. W takich chwilach nie żałuje, że wybrałam profil artystyczny.

*

W końcu poznałem dziewczynę Matt’a. Pasują do siebie. Przynajmniej rozerwie trochę tego sztywniaka. Nigdy nie widziałem, żeby był tak szczęśliwy i beztroski. To jego pierwsza dziewczyna. Wcześniej, mimo, że miał powodzenie u kobiet, każdej odmawiał. Miały bardzo podobny charakter do charakteru Elizy. A może wydaje mi się, przecież jeszcze jej nie poznałem. Muszę się jej zapytać co takiego zrobiła, że pozwolił się jej tak do siebie zbliżyć. Przynajmniej wie, że już go nie przeniosą z Los Angeles. Szef mi już zapowiedział, że z moim miejscem pobytu nic nie jest pewne. W każdej chwili mogą mnie przenieś do innego miasta, chociażby na drugi koniec państwa. Chciałbym się już ustatkować. Znaleźć kogoś, kupić dom, założyć rodzinę… Niestety, na razie to jest nie możliwe. Skoro przenieśli mnie już pięć razy, mogą to zrobić jeszcze raz.
 - James – do salonu wszedł Matt. O wilku mowa. – Pamiętasz, że w przyszłym tygodniu mamy zajęcia w liceum – zaczął.
 - Pamiętam. I co? – przełączyłem kanał.
 - Pamiętasz Nel? – uśmiechnął się tajemniczo.
 - Jest naszą sąsiadką – westchnąłem, czując jego zamiary. – Czego chcesz?
 - Nie chciałbyś może… umówić się z nią? – zaproponował. – Jest mądra, zabawna…
 - Wylała na mnie sok – przypomniałem mu. – Dlaczego miałbym się z nią umawiać? – spojrzałem na niego podejrzliwie. – Jaki masz w tym interes Scott? – uniosłem jedną brew.
 - Zapomnij – wyszedł, zanim zdążyłem o cokolwiek powiedzieć. Dlaczego zgodziłem się z nimi zamieszkać? Ach tak… Jestem z nich wszystkich najrozsądniejszy.
 - Nie zapomnij o zbiórce! – krzyknąłem za nim
 - Pamiętam!

**
*

Poderwałam się z łóżka, gdy mój nowo poznany sąsiad chciał mnie pocałować. To… Było… dziwne… Nie znam go, a już śnią mi się takie rzeczy? Taniec był jeszcze ok, ale dlaczego piosenka z Tytanica! Błagam. Ten sen mogę zdecydowanie wrzucić do tych najdziwniejszych. Takich snów zazwyczaj nie miewam. Nie mam pojęcia co na niego wpłynęło. Zeszłam z łóżka, ociągając się. Ostatni taki sen miałam z Tom’em… I jak się to skończyło… Wspominając o Tom’ie. Ten liścik, który mi dał. Wyjęłam z szuflady żółtą karteczkę.

Proszę, spotkajmy się. Proszę…
Czekam na odpowiedź…
                        ~Tom

Nie będę rozdrapywać przeszłości. To nie ma sensu. Było minęło. Nie powtórzę drugi raz tego błędu. Nie jestem głupia. Dobrze wie, jak bardzo mnie zranił. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Z drugiej strony, każdy zasługuje na drugą szanse… Nie! Wiedział, ostrzegałam go. Nie chciał mnie słuchać. Wolał słuchać Lilii. Bardzo proszę, ale ode mnie, niech trzyma się z daleka. Dobra, koniec rozpamiętywania.
 - Nel! Pospiesz się! – usłyszałam głos taty. – Nie możemy spóźnić się do dziadków!
 - Tak, już idę! Dajcie mi pięć minut! – odkrzyknęłam, zbierając swoje rzeczy z pufy.
Po trzydziestu minutach, siedziałam w babcinym salonie. Czuje się u niej jak u siebie. Zawsze podziwiałam obrazy, które sama namalowała. Mam ten talent po niej. Tata niestety go nie odziedziczył, ale jakoś nie wyobrażam go sobie, z pędzlem w ręce. Zawsze uwielbiał swoja pracę. W roli detektywa czuje się, jak ryba w wodzie. Babcia w wakacje zawsze uczyła mnie tego co potrafi zrobić z pędzlem, ołówkiem a nawet mąką. Ma do mnie ogromną cierpliwość. Często wywalałam swoje obrazy, za co mnie wyzywała. Uważała, że każdy był piękny i wyjątkowy.
 - No wnusiu – położyła herbatę na ławie. – Opowiadaj jak ci tam idzie. Co ostatnio namalowałaś? – uśmiechnięta, dosiadła się do mnie.
 - Portret naszej rodziny – pokazałam jej zdjęcie. - Trochę nad nim spędziłam, ale jestem zadowolona z efektów – odwzajemniłam uśmiech.
 - Masz racje, jest świetny– klasnęła w dłonie. – Spróbuj ciastek.
 - Kiedy w końcu podasz mi na nie przepis? – zapytałam biorąc jedno do ręki. Zaczęłam je jeść. One są takie dobre. – Więcej orzechów? – zapytałam.
 - Tak, zdecydowanie lepsze co? – zaśmiała się. – Przed tobą nic się nie ukryje. Jak się pytałam dziadka, to nic nie wyczuł – zaśmiała się. – Dobrze, choć na górę. Mam dla ciebie niespodziankę – uśmiechnęła się tajemniczo. Spojrzałam na nią podejrzliwe. Oby tylko nie okazał się nią Tom. To by była lekka przesada. Powędrowałam za nią na poddasze.
 – I jak, podoba się? – otworzyła drzwi. Na środku stała sztaluga w kolorze miętowym. – Uznaliśmy z dziadkiem, że przyda się tobie. W kącie stoją płótna.
 - To musiało być drogie – przytuliłam ją. – Dziękuję.
 - A ja? – oburzył się dziadek.
Z uśmiechem na twarzy, przytuliłam go. Nie wierzę, mam własną sztalugę. Rodzice powiedzieli, że jest zbyt droga i mi jej nie kupią. Sama chciałam na nią zarobić, nawet mam połowę.
 – Kocham was – oderwałam się od dziadka.
 - Max ostatnio dostał ten skuter, którego rodzice nie chcieli mu kupić – zaczął dziadek. – Dalej się gniewają? – zapytał.
 - Nie, teraz wszędzie po wszystko jeździ – zaśmiałam się.
 - Ja nie wiem, dzieci nam rozpuszczacie – na poddaszu pojawili się rodzice. – Ale skuter jest przydatny – zaśmiała się mama.
 - Przynajmniej, sama wcześniej uzbierała połowę – zauważył tata. – Teraz nam z poddasza już całkowicie nie będzie schodzić – zaśmiał się.
 - Trzeba było nie robić mi tam pracowni – uśmiechnęłam się niewinnie.
Całkiem zasiedzieliśmy się u dziadków. Nie żałuje tego, uwielbiam z nimi przebywać. Ugh… Mam dziesięć minut, żeby się uszykować i dojechać do parku. Ciekawe jak to zrobię. Spóźniona podjechałam pod fontannę.
 - Nel! – gorączkowała się Eliza. – Spóźniłaś się.
 - Wiem, przepraszam. Zasiedziałam się u dziadków – usiadłam zdyszana na brzegu fontanny.
Ona coś kombinuje. Ostatnio tak maiła z Tom'em. Ugh… Znowu on. Miałam o nim zapomnieć, a jak na razie, na to się nie zanosi. – To co? Ścigamy się jak zawsze? Która pierwsza wygrywa? – zaproponowałam.
 - Przegrana stawia lody? – zaśmiała się Lea, uprzedzając mnie. – To raczej nie pomoże jej schudnąć – parsknęłam śmiechem.
 - Ej! Sugerujesz coś? – chlapnęła ją wodą, śmiejąc się.
 - A i owszem – od chlapnęła ją.
Jak ja z nimi wytrzymuje.
 - I bez tego cię kocham – za Elizą pojawił się Matt. Wiedziałam. Pewnie przyszedł z braćmi. Za bardzo się gorączkowała jak na moje kolejne spóźnienie. – Mamy rolki dla Nel – uśmiechnął się.
 - Nie ma mowy! – cofnęłam się o krok, wpadając na kogoś. – Przepraszam – odwróciłam się. James… Zabije ją.
 - Nie ufasz mi? – zrobiła niewinną minę Eliza.
 - Nie – pokazałam jej język.
 - Ale James’owi nie odmówisz – wyszczerzyła się.
Oboje spojrzeliśmy na nią zdziwieni. To o to jej chodziło! Mieli to zaplanowane! Nie wierzę… Ona próbuje mnie zeswatać. Ugh… James zgromił Matta wzrokiem.
 - Wiesz Lea – zaczął Jack. – To może my przejdziemy się na lody, a ich zostawimy w spokoju – zaproponował.
 - Świetna propozycja – wymigawszy się, poszła z Jack’iem.
 - I ty przeciwko mnie! – oskarżyłam ją.
No pięknie, kolejna. Wprost idealnie. Ich plan się nie powiedzie! Nie ma mowy. Mam zaufać mężczyźnie, którego nie znam? Niedoczekanie.
 - Też cię kocham – odkrzyknęła.
 - Deski nie odzyskasz, dopóki się nie nauczysz – Eliza zabrała moją deskorolkę.
 - A ty kluczyków od auta, dopóki jej nie nauczysz – Matt pomachał jego kluczami w powietrzu. – To cześć – chwyciwszy Elizę za rękę, odeszli.
Usiadłam zrezygnowana na brzegu fontanny. Już po mnie. Ona na pewno mi jej nie odda. Jest uparta jak osioł, kiedy sobie coś uroi.
 - Nie ma innego wyjścia – westchnął, biorąc rolki do ręki. – Im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy. Włóż – podał mi je.
 - Nie ma mowy! One są jak figurówki! – nie wzięłam ich. Nie ma nawet takiej opcji. Już raz włożyłam do nich nogę, nie skończyło się to dobrze – westchnęłam.
 - Hokejówki – poprawił mnie.
 - Figurówki. Próbowałam już na tym jeździć. Nie popełnię tego błędu drugi raz.
 - Proszę – spojrzał na mnie błagalnie.
Ugh… Eliza wie, że nie potrafię odmówić, jeśli ktoś potrzebuje pomocy. Mogę żyć bez deskorolki. Scott ma gorzej. Zabrał mu auto. Nie mam wyjścia. Zemszczę się jeszcze za to.
 - Dobra – westchnęłam, zakładając je. – Lubisz łyżwy? – skoro ma jakieś tam pojęcie, musiał próbować.
 - Gram czasami w hokej na lodzie – zaśmiał się. - Ciekawska jesteś – poprawił po mnie zapięcie. – Chodź – wyciągnął dłonie. Niepewnie chwyciłam je. Nie mogąc złapać równowagi, wywróciłabym się, ale zdążył mnie złapać.

7/11/2016

Cześć i czołem!

Witam was na moim już 7 blogu z opowiadaniami. Napisałam tę historię w szóstej klasie, po czym ją wyrzuciłam i żałuje, bo po trzech latach musiałam napisać ją od nowa, ale przerobioną.
Historia będzie opowiadała o Nel – licealistce na ostatnim roku, i Jamesie – policjancie.
Tyle z tytułu wstępu.
Zapraszam do zakładki z bohaterami!

Do zobaczenia!