8/25/2016

Zwiastun

Chciałbym wam przedstawić zwiastun bloga! Mi osobiście się bardzo podoba i nie mogę przestać go oglądać. Dziekuję Aya! :D


8/19/2016

Informacja

Cześć i czołem!
Z racji, że niedługo zacznie się rok szkolny, chciałam poinformować, że rozdział pojawi się dopiero w pierwszy piatek września. :D
Do zobaczenia!

8/12/2016

Rozdział 3

***

Poprawiłam się, słysząc dźwięk przychodzącej wiadomości. Tom. Chce się spotkać. Dlaczego nie przestanie? Dałam mu jasno do zrozumienia, że nie zaufam mu po raz drugi. Jego wiadomości mogę spokojnie uznać za dręczenie. James jak się o tym dowiedział był zły. Zły? Był wściekły. Chciał z nim porozmawiać na ten temat. Z trudem udało mi się go powstrzymać. Lea uważa, że Tom jest zazdrosny o James’a. Ostrzegałam Hudsona przed Lily, ale nie posłuchał. To był jego wybór.
Zdyszana Lea, dopadła mnie na korytarzu. W oczach miała iskierki, a szeroki uśmiech, zdradzał jej podekscytowanie. Lea - szczęściara, dołączyła do Elizy. Rok temu skończyła liceum. Eliza jest ode mnie starsza o dwa lata, a Lea o rok. Jestem najmłodsza. Tak właściwie, to ostatnia dołączyłam do naszej paczki. Dziewczynie ewidentnie chodzi o Jack’a. Nigdy nie przychodzi do mnie w środku lekcji, jeżeli powodem nie jest chłopak.
 - Zapytał się! – podskoczyła z radości. – Jestem jego dziewczyną! – zapiszczała.
 - Też się cieszę, że cię widzę – zaśmiałam się.
 - Przepraszam – dosiadła się. – Gdzie wasz nauczyciel?
 - Spóźnia się dwadzieścia minut – westchnęłam. – A twoje zajęcia?
 - Odwołali nam dwie ostatnie godziny. Muszę iść, powiedzieć Elizie! Cześć – przytuliwszy mnie, bezzwłocznie udała w stronę wyjścia
Nigdy nie wiedziałam jej tak szczęśliwej. Mam nadzieję, że Jack nie zorganizuje randki w dniu wystawy. Bardzo mi zależy, żeby przyszły. To pierwsza tak duża wystawa, na której będą moje prace. Poniekąd od niej zależy moja przyszłość.
 - Przepraszam was, zatrzymano mnie w spawie wystawy – uśmiechnęła się do nas, podchodząca nauczycielka, wchodząc jako pierwsza do klasy.
Gdy chciałam wejść, zostałam popchnięta przez Brown. Na szczęście Sam zdążył mnie złapać. Lily cały czas, próbuje się mnie pozbyć. Parę miesięcy temu złamała mi nos. Graliśmy w kosza i akurat przez przypadek, trafiła mnie piłką w twarz. Mówiąc o tym James’owi, dałam mu tylko kolejny podwód by się zdenerwował.
 – Nie siadajcie. Pomożecie nosić obrazy, tylko proszę… ostrożnie – spojrzała błagalnie na chłopaków.
 - Nel – podeszła do mnie Lily. - Może pomogę ci z twoimi dziełami? – wysiliła się na miły uśmiech.
 - Poradzę sobie – chwyciłam jeden z nich. – Zajmij się swoimi – wyminęłam ją.
Po kilku minutach przenoszenia obrazów, wszystkie zostały przeniesione do auli.
 - Dziękuje, jesteście wolni. Możecie iść do domu – nauczycielka uśmiechnąwszy się do nas, wyszła.
Nie widzę powodu, by zostawać tutaj dłużej. Im szybciej stad wyjdę, tym lepiej dla mnie. Nie chce żadnej konfrontacji z „Królową szkoły”. Uśmiechnęłam się, wychodząc przed budynek.
 - Nel – chwyciła mnie za rękę Lily. Zaskoczona, wyrwałam ją. – Chciałabym cię przeprosić za twój złamany nos. Powinnam bardziej uważać – spojrzała na mnie wyczekująco.
Co? Jak… Przecież, jeszcze kilka minut temu, sama mnie popchnęła. To pewnie jeden z jej punktów, który ma na celu odciągnięcie ode mnie James’a. Na szczęście Scott nie chodzi z nami do szkoły. Nawet jeżeli ma z nim kontakt, jest on ograniczony.
 - Odwal się – warknęłam, odchodząc.
Jak powiem o tym brunetowi, nie uwierzy. Nie po tym, o czym mu opowiedziałam. Ruszyłam w stronę domu, chcąc jak najszybciej uwolnić się od blondynki.
 - Nel! –złapał mnie za rękę Tom.
Dlaczego wszystkie debile tej szkoły, uwzięły się dzisiaj na mnie! To nie sprawiedliwe! Ugh… A zapowiadało się tak przyjemnie.
 – Proszę porozmawiajmy. Muszę ci o czymś powiedzieć – spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem. – To naprawdę ważne.
 - Zostaw mnie! – warknęłam, wyrywając rękę.
 - James…
 - Nie słyszałeś? – zza moich pleców wyłonił się brunet. – Powiedziała, że masz ją zostawić – spiorunował go wzrokiem.
Tom wpatrywał się we mnie wyczekująco. Myślałam, że dałam mu jasno do zrozumienia, by w końcu dał sobie spokój. Jeszcze trochę… Jeszcze trochę i odetnę się od tego wszystkiego. Zostawię Brown i Tom’a za zamkniętymi drzewami.
 - Jak chcesz. Pamiętaj, że możesz na mnie liczyć – odszedł naburmuszony.
Liczyć?! Na niego?! Po tym wszystkim?! Kiedy w końcu do niego dotrze! Mam go dość! Zła, ruszyłam w drogę powrotną. Nikt mnie jeszcze nie zranił, tak bardzo jak on to zrobił. Uspokój się… On nie jest tego wart. Powstrzymywałam cisnące się do oczy łzy, zagryzając dolną wargę. Nie jest wart.
 - Nel! Poczekaj –przyciągnął mnie do siebie James, przytulając mnie do siebie mocno. – Odwiozę cię, choć.
 - Co robiłeś pod szkołą? – zapytałam, gdy siedzieliśmy już w aucie. – Dyrektor…
 - Nie, nie dyrektor – przerwał mi, uśmiechając się. – Miałem do załatwienia… jedną bardzo ważna sprawę.
 - Dzięki, za to… Za to, że go spławiłeś – spojrzałam za okno. – Przyjdziesz na wystawę? – zmieniłam temat.
 - Oczywiście – uśmiechnął się ponownie. – To twoja pierwsza wystawa. Jak mógłbym, się na niej nie pojawić? – szturchnął mnie w ramie. – Rozchmurz się. Nie jest tego wart. W razie kolejnych niespodzianek, zawsze będę obok – nie przestawał się uśmiechać.
Brunet kolejny raz uratował mnie przed społeczną porażką. Zawsze jest przy mnie. Jeszcze nigdy mnie nie zostawił. Mogę liczyć na niego w każdej chwili.
 – Wiesz… - zaczął niepewnie. – Może byśmy wybrali się na spacer… po wystawie? – spojrzał na mnie niepewnie.
 - Z wielką chęcią – szturchnęłam go w ramie. Zaczął się śmiać. Wariat. – Nie zgadniesz co się dzisiaj wydarzyło… Lily mnie przeprosiła. Nie wiem, co w nią wstąpiło, ale wcale mi się to nie podoba. Ostatnim razem, kiedy mnie przepraszała… Tom jej we wszystko wierzył, mnie zostawił na lodzie… - Scott spoważniał. – Coś się stało? James?
 - Nie, nic – wysilił się na uśmiech. – Wszystko dobrze. Jesteśmy – zaparkował na podjeździe.
 - Powiesz po co byłeś w szkole? – zapytałam wyciągając karteczkę, reklamującą wystawę. – Trzymaj – podałam mu ją.
 - Po nic ważnego – uśmiechnął się. – Nel…
 - James! - krzyknął Matt.
 - Wybacz, ale muszę iść sprawdzić co chce– uśmiechnął się. – Do zobaczenia.
 - Hej – odwzajemniłam uśmiech.
 - Odezwę się później! – krzyknął zza płotu, na co się zaśmiałam.
Weszłam do domu, odkładając klucze na stolik. Roześmiałam się, kiedy mój telefon zawibrował. Znowu pewnie zapomniał mi czegoś powiedzieć. Wyjąwszy urządzenie z kieszeni, odblokowałam ekran. To nie James… Przecież to numer Tom’a. Mam serdecznie dość jego uporczywych prób rozmowy ze mną! Usunę te wiadomość. Nawet nie będę czytać. A jeśli… Ugh… Zdecyduj się. Odczytam, ale nie odpisze.

Od Nieznany:
Do Ja:

Nie chce, żebyś cierpiała, dlatego Ci to powiem. James za twoimi plecami spotyka się z Lily. Poprosił ją, żeby cię przeprosiła. Uważaj na siebie – Tom

To by wiele wyjaśniało. Dlaczego mi nie powiedział? To zaczyna coraz bardziej przypominać historie z Tom’em. Zatrzymaj się Nel! James, by mnie nie zranił. Jest moim przyjacielem. Wie o wszystkim, nie dałby się złapać w sidła dziewczyny. Jest detektywem. Porozmawiam z nim i wszystko się wyjaśni. Na pewno to nie jest długotrwałe. Usiadłam na łóżku, odkładając urządzenie. Może uporczywe wiadomości Tom’a coś znaczą. Co, jeżeli powinnam dać mu jednak szansę? Nie zaufam mu tak jak kiedyś, ale w końcu mogę chyba powiedzieć nic nie znaczące ‘cześć’. Podczas wystawy, nasze prace będą wisiały bok siebie. Wystawa! Miałam kupić sukienkę. Szybko się obudziłam, sama przecież nie pójdę. Eliza… Kurcze, pojechała z Matt’em nad jezioro od razu po zajęciach. Lea… Zadzwoniłam do brunetki, ale nie odbierała. Super. Kto mi teraz pomoże? James. Raczej nie będzie zainteresowany, ale zawsze mogę spróbować.

Od Ja:
Do James:
Pójdziesz ze mną do sklepu? :)
Od James:
Do Ja:
Mam cztery godziny do zmiany :)
Czekam przy aucie.

Spakowawszy z pośpiechem portfel do torebki, wybiegłam z domu. James czekał na mnie przy aucie. Uśmiechnąwszy się do niego, bez słowa zajęłam miejsce pasażera. Myślę, że to odpowiednia chwila, by wyjaśnić tamtą sprawę. Jestem pewna, że jest jakieś wytłumaczenie. Może poprosił ją, by mnie przeprosiła, nic po za tym. Tom prawdopodobnie, chciał się na nim zemścić za zajście przed szkołą. A po za tym, nie mogę mu niczego zabronić. Wie co robi, jest dorosły. Mam nadzieje. Nie wiem czy byłabym w stanie, podnieść się z tego samego dołu.
 - Co tak myślisz? – uśmiechnął się do mnie, po chwili ciszy. – Coś się stało?
 - Poprosiłeś Lily, żeby mnie przeprosiła, prawda? – zapytałam bez ogródek.
Spojrzał na mnie zaskoczony. Czyli jednak to prawda. Ma minę jakbym, go właśnie na czymś przyłapała. Na czymś, o czym wcale nie powinnam wiedzieć.
 - Nel, eh… - westchnął. – Dowiedziałem się, że przyjaźniłyście się kiedyś…
 - Założę, że od niej – przerwałam mu. – Nie tłumacz się. Nie musisz.
 - Chce ci to wytłumaczyć – spojrzał na mnie błagalnie. – Proszę, wysłuchaj mnie – w jego oczach czaiła się nadzieja i strach. Skinęłam głową, zgadzając się. – Przedstawiła mi swój bieg wydarzeń. Nawet nie chciałem jej słuchać. Historia, którą mi opowiedziała, różniła się od twojej. Bardzo się różniła – urwał. Czy on właśnie, próbuje mi powiedzieć, że jej uwierzył? – Coś w niej nie grało. Znam cię dłużej niż ją i wiem, że nie posunęłabyś się do skłócenia jej z chłopakiem. Dlatego miesiąc temu, postanowiłem wszystko przebadać i ją poznać – skończył.
Czyli tak samo jak z Tom’em. On również postanowił bliżej ją poznać. I jak się to skończyło? Muszę tę znajomość skończyć, jak najwcześniej. Zanim będzie za późno. Co ja robię! Pozwalam jej władać moim życiem. Obiecałam sobie, że nie pozwolę jej na to drugi raz. Wysiadłam, gdy zaparkował pod centrum.
 – Nel, chce ją tylko zdemaskować. Nic po za tym.
 - Po co mi to mówisz? – zapytałam zaciekawiona.
 - Widzę twój wzrok. Znam cię – przytulił mnie. – Nie skrzywdzę cię, obiecuje.
 - Wiem – westchnęłam, odrywając się. – Tylko po prostu…
 - Kończymy ten temat – uśmiechnął się. – Chodź, musimy kupić jakąś sukienkę na wystawę, w której powalisz wszystkich na kolana.
Przez godzinę przymierzania, niczego nie znalazłam. Scott podawał mi ciągle sukienki, po czym odsyłał do przymierzalni. Niektóre miały tak kosmiczne ceny, że nawet ich nie przymierzałam. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony ufam mu i wiem, że by mnie nie zranił. Z drugiej strony Lily jest przebiegła, bogata i ma przewagę nad ludźmi. Łatwo nimi manipuluje. Wystarczy, że zapłaci jakiejś dziewczynie, która będzie stała po jej stronie. James nie będzie mógł się zdecydować, komu powinien uwierzyć. Muszę czekać na dalszy przebieg wydarzeń. Chyba nie pozostaje mi nic innego. Nie potrafiłabym skończyć tej znajomości. James podał mi kolejną sukienkę. Jest oliwkowa i bardzo ładna. Tylko… Trzysta dolarów? To jakieś żarty! Na pewno jej nie kupie. Nie ma mowy, nie stać mnie na nią. Gdybym miała taką ilość pieniędzy, kupiłabym jakąś za pięćdziesiąt lub sześćdziesiąt, a resztę wydała na płótna.
 - James, nie przymierze jej – powiedziałam twardo.
 - Nie marudź, przymierzaj – zbeształ mnie.
Niechętnie wykonałam jego polecenie. Jestem pewna, że jej nie kupię, ale jeśli on chce mnie w niej zobaczyć, mogę to zrobić. Wygładziłam ją, wychodząc z przymierzalni. James, odwróciwszy się, stanął jakby w szoku.
 - Tak źle? – westchnęłam. – Wracam…
 - Nie, wręcz przeciwnie. Wyglądasz jak księżniczka. Bierzemy ją – okręcił mnie w około.
 - James, nie stać mnie na nią. Wezmę jedną z wcześniejszych – podparłam się o boki.
 - Ale mnie stać – uśmiechnął się. O nie… Nie może wydawać na mnie pieniędzy. – Nie ma dyskusji. Idź się przebrać – zgromił mnie wzrokiem.
Rozumiem, że jest moim przyjacielem, ale nie może kupować mi tak drogich prezentów. Musiał na nie ciężko zapracować. Zamiast sprawić sobie przyjemność, wydaje je na mnie.
 – Weźmiemy ją – Scott podał sukienkę ekspedientce, gdy już wyszłam.
 - Mieć takiego faceta, to skarb – szepnęła do mnie ekspedientka, mrugając na odchodnym.
Moje policzki poróżowiały.
 - Coś się stało? – zapytał zdezorientowany chłopak.
 - Nie nic – uśmiechnęłam się. – Stawiam lody i bez dyskusji – uprzedziłam jego zamiar. – Kupiłeś mi sukienkę za trzysta dolarów. Nie wykręcisz się Scott.
 - Nie zamierzałem – pokazał mi język.

***

Tak długo czekałam na tę wystawę. A teraz co? Najzwyczajniej w świecie, tchórze. A co jeśli im się nie spodobają? Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie od nas lepszy. Jaki to wstyd będzie, jeżeli nikt nie podejdzie do moich obrazów. Panikuje. Musze się jak najszybciej uspokoić. Na pewno komuś się spodobają. Chociaż jednej osobie. Nie ma się o co martwić, chyba.
 - Hej – James ścisnął moja rękę – wszystko będzie dobrze. Jesteś świetna w tym co robisz – uśmiechnął się do mnie. Co ja bym bez niego zrobiła? – A teraz, pokaż klasę i uśmiechnij się. Mój szef tu dzisiaj będzie – zaśmiał się, widząc moją minę.
Po raz kolejny muszę mu przyznać racje, nie mogę się tak przejmować. Trudniej to wykonać. Nel, jesteś świetna w tym co robisz. Odwzajemniłam uśmiech, rozluźniając się.
 – Tak zdecydowanie lepiej – szepnął do mojego ucha, pokazując na wchodzących gości.
 - Dziękuję, że przy mnie jesteś. To dla mnie bardzo ważne – spojrzałam na ludzi, wchodzących przez drzwi. Zaczyna się. Nie będzie źle. Wszystko będzie dobrze.
 - Wiem – chciał mi podać kubek z sokiem. – Nel…
 - Córcia! – przerwała mu moja mama. – One są świetne – przytuliła mnie.
 - Dopracowałaś szczegóły – zaśmiała się babcia. Tak, jej tu nie mogło zabraknąć. Cieszę się, że jednak mogła przyjść z dziadkiem. – Nie zgadniesz kto przyszedł! Ashley! Jak się dowiedziała o wystawie, sama zaproponowała, że przełożymy spotkanie – uściskała mnie.
Ta gderliwa staruszka, przeniosła spotkanie? Nie wiedziałam, że sąsiadka babci jest do tego zdolna. Czego się nie robi dla przyjaciół.
Po wystawie udałam się z James’em na obiecany spacer po plaży. Moje obrazy, podobały się wszystkim, a ja jak zwykle panikowałam. Mam otwarte drzwi na najlepsze studia. Kto by pomyślał, że jeden wieczór może zapewnić mi przyszłość. W dodatku Eliza  z Leą przyprowadziły swoje rodziny! Przyszedł nawet brat Elizy, który jest zatwardziałym marudą. To najlepszy wieczór w moim życiu. Od dnia, w którym Brown mnie przeprosiła, nie widziałam jej na oczy. Moje życie w końcu się uspokoiło. Spojrzałam na niebo usypane gwiazdami. Ten wieczór jest piękny.
 - To co - zaczął James, przystając z uśmiechem – udało się. Teraz musisz tylko wybrać.
 - Tak – odwzajemniłam uśmiech.
Chłopak objął mnie w pasie. Niepewnie zbliżył się do mnie. Moje serce przyspieszyło, jakby miało natychmiast wyskoczyć z piersi. Czułam jego ciepły oddech na policzku. Objął moją twarz dłońmi. Położyłam ręce na jego ramiona. Czując jego usta na swoich, przymknęłam oczy. Kocham go. Czasem zdawało mi się, że odwzajemnia moje uczucia, ale… wszystko mijało. Odwzajemniłam pocałunek. Nie pozostał mi dłużny. Oparł swoje czoło o moje.
 - Przepraszam – szepnął. Co? To jakiś żart. Za co on mnie przeprasza? – Musimy wracać. Rodzice pewnie się o ciebie martwią – odszedł.
Stałam w szoku z otwartymi ustami. Pocałował mnie, a teraz przeprasza? Skradł mi pierwszy pocałunek! I co?! Teraz mnie tak po prostu, odwiedzie do domu?! Nie potrafię udawać, że nic się nie stało. Odwzajemniałam go! To coś znaczy.

*

Usiadłem załamany na łóżku. Dlaczego jej tego nie powiedziałem?! Jak mogłem jej tego nie powiedzieć! W dodatku przeprosiłem ją za niego! Przecież, ja go w cale nie żałuje! Kocham ją… Teraz mnie pewnie nienawidzi. Zachowałem się jak ostatni dupek. Znienawidzę się, jeśli przestanie się do mnie odzywać. Zresztą, zasłużyłem na to. Jak jej to teraz wytłumaczę? Nawet nie wiem czy mnie kocha.
 - James! Potrzebuje koszule! – do pokoju wszedł Matt. Widząc mój tępy wzrok, usiadł przy stoliku. Świetnie, teraz jeszcze on będzie mi prawił morały. – Co jest młody?
 - Pocałowałem Nel…
 - To raczej dobrze – przerwał mi, nie rozumiejąc.
 - Nie powiedziałem jej, że ją kocham. Zamiast tego, przeprosiłem ją – prychnąłem. – Jestem dupkiem. Nie odezwie się do mnie.
 - Może nie wszystko stracone. Porozmawiaj z nią.
 - A co jeśli mnie przeniosą? Co w tedy? Będę musiał wyjechać. Zostawię ją.
 - Przemyśl to – poklepał mnie po plecach, zostawiając z kłębkiem myśli w głowie.