7/14/2017

Rozdział 6

Wysiadłam z auta Tom’a, rozglądając po parkingu. Jest tu strasznie dużo ludzi. Chyba tylko ja mam sukienkę w odcieniu niebieskiego. Dobrze, że nie kupiłam żadnej w kolorze różu i kremu. Strasznie dużo kobiet ma takie stroje na sobie. Zdecydowanie nie będzie to kameralne wesele, przynajmniej się na takie nie zapowiada. Jestem wdzięczna lekarzowi, że pozwolił mi tu dzisiaj przyjść. Stan kostki naprawdę mi się poprawił, mogę na nią deptać. Niestety o „podbijaniu” parkietów mogę pomarzyć. Mam jej zbyt nie przemęczać. Sama z siebie, pewnie nie dałabym rady dużo tańczyć. Gdy tylko przesadzam ze spacerami, czuję jak mi ona pulsuje. Chcąc nie chcąc bandaż na ręce również trudno ukryć. Tom powiedział, że z nim wyglądam równie pięknie, jak bez niego. Spojrzałam na uśmiechniętego chłopaka, który podał mi dłoń. Chwyciwszy go pod rękę, udaliśmy się w stronę kościoła. Spojrzałam jeszcze raz na jego uśmiechniętą twarz. Ciekawe co sobie teraz myśli. Dawno nie widziałam go tak szczęśliwego. Co prawda nie rozmawialiśmy ze sobą na korytarzu, ale obserwowałam go. Mógł sprawiać pozory szczęśliwego, ale taki nie był. Miał wciąż smutne oczy. Żałował, ale nie potrafiłam mu tego wybaczyć, a co dopiero zapomnieć. Teraz to nieważne. Zaczynamy wszystko od nowa, Tom przepuścił mnie, bym usiadła pierwsza w ławce. Rozejrzałam się po kościele, ale nigdzie nie dostrzegłam bruneta. No cóż. Wyszło chyba nawet tak, że mamy podobnego koloru stroje dzisiaj. Wpadłam na to, jadąc tu. Odwzajemniłam uśmiech Toma, który mocniej ścisnął moją dłoń.
 - Widzisz jak się na ciebie gapią? – zapytał szeptem, na co zachichotałam.
Klepnęłam go w ramię, nie wiedząc jak zareagować. Wyglądam bardzo ładniej, ale zdecydowanie to nie przekłuwam wzrok gości. Wszyscy czekają na pannę młodą. Pani Hudson, odkąd pamiętam traktowała mnie jak córkę. Kiedy straciłam kontakt z jej synem, samoistnie straciłam również z nią. Kiedyś nawet zapytała mnie co się stało, pomiędzy mną a nim. Nie powiedział jej co się stało. Bardzo mnie to zdziwiło, ponieważ Tom, zawsze wszystko jej mówił. Była dla niego jak przyjaciółka. W końcu, dowiedziała się prawdy od moich rodziców. „Niezapowiedzianie wpadła” na kawę. Dobrze wiem, że chciała się wszystkiego dowiedzieć. Wiedziała, że moi rodzice będą znali prawdę.
W świątyni rozbrzmiał Pachabel Canon. Wstawszy, odwróciłam się w stronę dywanu. James? Zerknęłam na ławkę przede mną. Tak, to on. Dlatego go nie zauważyłam. Spojrzałam na jasnoniebieską sukienkę Lilli. No tak, mogłam się tego spodziewać. Czyli nie tylko ja mam sukienkę w odcieniu niebieskiego. Przygryzłam wargę, czując na sobie wzrok bruneta. Zignorowałam to, patrząc na parę młodą. Pani Hudson wyglądała naprawdę pięknie. Miała długą do ziemi suknie z tiulem, której gorset był z koronki. Koniec jej welonu niosły dwie małe dziewczynki. Razem wyglądali zjawiskowo. Panna młoda odłożyła swój bukiet z czerwonych róż, po czym klękli.
               Tom pomógł wysiąść mi z auta. Jak na miliardera przystało pan Brown chciał, by wesele odbyło się w zamku. To trochę zabawne. On jest zupełnie innym człowiekiem. Nie jest jak Lilli. Często słyszałam jak rozmawia z rodzicami o tym, że chciałby, żebym się znów zaprzyjaźniła z jego córką. Cały czas płaci dyrektorowi, mając nadzieję, że pewnego dnia jego córka zmieni swoje postępowanie. Odkąd przestałyśmy się przyjaźnić, dziewczyna zmieniła się do poznania. Naprawdę nie wiem co ją tak zmieniło. Nagle zaczęła mnie upokarzać. Na początku chciałam z nią porozmawiać. Nie dałby mi nawet dojść do słowa. Cieszę się, że mam dziewczyny i, że nie jestem sama.
Chłopak podawszy mi bukiet kwiatów, sam wziął duże pudło z prezentem. Stwierdził, że kupi im zegar do sypialni, który kiedyś oglądał z matką, obecnie panią Brown. Uśmiechnęłam się, widząc przekrzywioną muszkę chłopaka. Poprawiwszy ją, ruszyliśmy w stronę młodej pary. Głupio mi było ignorować spojrzenia James’a, ale jestem tu z Tom’em i to jemu powinnam poświęcać najwięcej uwagi. Widząc szeroki uśmiech panny młodej, skierowany w moja stronę, odwzajemniłam go. Odebrawszy kwiaty, uścisnęła mnie mocno.
 - Bardzo się cieszę, że przyszłaś. Wyglądasz zjawiskowo – uśmiechnęła się.
 - Nie tak jak pani – odwzajemniłam uśmiech. – Cieszę, że znaleźli państwo swoje szczęście – skierowałam się do obojga, podając panu Brown rękę.
 - Ja również – uśmiechnął się szeroko. – Mam nadzieję, że kiedyś pogodzisz się z moją córką, nie wiem co się z nią stało – westchnął.
Pożegnawszy się, udaliśmy się do środka. Tom poprowadził mnie do stolika, przy którym mieliśmy siedzieć. Chłopak wyjaśnił mi, że będziemy siedzieli z jego przyjaciółmi. Odkąd pamiętam zawsze przyjaźnił się z Eric’iem. Oni są jak bracia, mimo, że nie mają wspólnej matki.
 - Nel! – zawołał blondyn. – Nie spodziewałem się, że zgodzisz się z nim pójść – zaśmiał się, podając mi rękę. – Naprawdę, obstawiałem, że kopniesz go w tyłek.
 - Przymknij się Carter – Tom zgromił go wzrokiem, na co parsknęłam śmiechem. – Mam nadzieję, że jego docinki nie zepsują ci wieczoru – szepnął mi na ucho, a ja zachichotałam.
 - Nie musisz się tego obawiać – poklepałam go po ramieniu.
 - Jeżeli chcice pobyć sami, ulotnimy się z Susan na chwilę – zerknął na dziewczynę.
Wiedziałam, że w końcu będą razem. Eric zawsze się jej podobał. Za każdym razem, gdy wspominał o innej siedziała naburmuszona i docinała mu. Po części ją rozumiem. W pewnym momencie jednak przesadziła. Kiedy chłopak zauroczył się na poważnie… O ile tak to można nazwać, wystraszyła  ją mówiąc, że ma chorobę weneryczna i założył się z chłopakami, że zarazi połowę dziewczyn ze szkoły. Nie odzywał się do niej przez długi czas, mimo, że przepraszała go przy każdej możliwej okazji. Pewnego dnia, gdy siedzieliśmy przy stole, Tom oznajmił, że dziewczyna się przeprowadza. Owszem była to prawda, ale Eric miał o tym nie wiedzieć. Nie chciała mu o tym mówić. Kiedy dowiedział się, że powinna być już w drodze do Nowego Jorku, bezzwłocznie pojechał pod jej dom. Jego zachowanie było tak nagłe, że zainteresowała się nim cała publiczność, siedząca na stołówce. Z tego co widzę, to udało się im.
Oczy wszystkich gości, zwróciły się na pierwszy taniec młodej pary. Suknia matki Toma, wirowała za nią, gdy tańczyli walca angielskiego. Naprawdę razem wyglądali uroczo.
 - A teraz powiedz mi kim jest ten brunet, który ciągle się na ciebie patrzy – zachichotała Susan.
Zmarszczyłam brwi nie wiedząc o co chodzi. Przecież nie znam tu nikogo oprócz ich i… Głupia. Chodzi jej pewnie o James’a. No tak obiecałam mu, że z nim zatańczę.
 - Mówisz o facecie, który przyszedł z Lilli? – zapytałam.
 - No tak. Oni są razem? – zapytała nagle, przyglądając się blondynce. – Łasi się do niego gorzej niż kot.
 - Nie, nie są – roześmiałam się. – Ona raczej liczy na coś więcej – przygryzłam wargę, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
 - Mogę panią prosić do tańca? – podskoczyłam, czując czyjąś rękę na ramieniu.
Mam nadzieje, że nie zrezygnuje z powiedzenia mi tej rzeczy. Skoro ona jest ważna, chciałbym wiedzieć. Po za tym już zaczął, więc wypadałoby skończyć. Widziałam jego zakłopotanie, a więc naprawdę to musi być ważne. Błagam, niech to tylko nie dotyczy Lilli. Mam jej dość. Nie chce, żeby mieszała pomiędzy nami jeszcze bardziej.
Uśmiechnęłam się do Tom’a, czując jego wzrok na sobie. Odwzajemnił go niemalże od razu. Kapela zaczęła grać naszą ulubioną piosenkę, więc chłopak okręcił mnie. Mimo tego, że pokłóciliśmy się na długi czas, nadal mam sentyment do tej piosenki. Byliśmy w tedy nad morzem z rodzicami. Za każdym razem ta piosenka leciała, kiedy leżeliśmy na plaży. To byłe niezapomniane wakacje.
Nie sądziłam, że będę się tu tak świetnie bawiła. Mimo, że zbliża się godzina druga w nocy, czuję, jakbym dopiero tu przyszła. Cieszę się, że mogłam znowu spotkać się z Susan i Eric’iem. To było urocze, kiedy oświadczył się jej podczas walca. Dziewczyna musiała doprowadzić się w łazience do porządku, co nie było łatwe. Gdy patrzyła na pierścionek na swoim palcu, zanosiła się płaczem. Udałam się w stronę tarasu, chcąc odsapnąć, ponieważ zrobiło się duszno. Przystanęłam w progu, widząc sylwetkę James’a, opierającego się o balustradę. Stanęłam koło niego, podziwiając widoki. Przed nami roztaczało się jezioro, w którym odbijało się rozgwieżdżone niebo. Mimo tego, że nasz pocałunek był tylko impulsem z jego strony, nie żałuje tego. Gdybym mogła, powtórzyłabym go jeszcze raz. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie.
 - Nel – odezwał się po kilku minutach. – Muszę ci coś powiedzieć – zaczął. – Pamiętaj – odwrócił się w moją stronę – mimo to, nadal jest dla mnie bardzo ważna – patrzył mi w oczy. – Nie ważne co się stanie – wtuliłam się w niego.
Zaskoczony, zacisnął w około mnie swoje ramiona. Słuchałam bicia jego serca, chcąc się uspokoić. Boje się tego, co ma mi powiedzieć. A co jeśli jest chory na nowotwór? Albo grozi mu niebezpieczeństwo? Nie chce, żeby coś mu się stało. Nel, nie panikuj. Nic jeszcze nie powiedział, a ty już wymyślasz najgorsze scenariusze. Może to w cale nie będzie takie złe? Tylko dlaczego mam złe przeczucia? Wtuliłam się w niego bardziej, nie mogąc powstrzymać cisnących się do moich oczu łez. Nie mogę się teraz rozpłakać. Nie dał mi nawet jeszcze powodu ku temu. Opanuj się Nel.
Odsunął się ode mnie, z czego nie byłam zadowolona. Objął moja twarz dłońmi, pocierając policzki kciukami. Patrzyłam mu w oczy, próbują cokolwiek z nich wyczytać. Moje staranie jednak poszły na marne. W jego oczach była pustka.
 - Nel, ja…
 - James – przerwała mu Lilli – tu jesteś. Szukałam cię wszędzie – chwyciwszy go za rękę, pociągnęła w stronę wyjścia. Brunet posłał mi przepraszające spojrzenie, a blondynkę zgromił wzrokiem. Nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy. Już miał coś powiedzieć, ale dziewczyna krzyknęła do swoich znajomych, że musi im kogoś przedstawić.
Odwróciłam się z powrotem w stronę jeziora. Dlaczego ona zawsze pojawia się w tedy, kiedy nie powinna. Mam tego dość. Nie mogę spędzić z nim nawet chwili sam na sam. Rozumiem, że przyszedł tu z nią, ale ona go zamyka w złotej klatce jak ptaszka. Jest moim przyjacielem i chyba mam prawo z nim porozmawiać, bez niej i otoczenia innych.

**

Położyłam się z powrotem na łóżku, otulając się szczelnie kołdrą. Świetnie. Muszę zostać dzisiaj cały dzień w łóżku. Musiałam rozchorować się akurat teraz. Nie wiem kiedy ostatni raz chorowałam. Może to przez to, że stałam na tym tarasie potem przed dobrą godzinę, a za ciepło nie było. Chwyciłam się za „pękającą” mi głowę. Mam gorączkę i nie jest kolorowo. No, ale w końcu to moja wina, nawet nie pomyślałam o czymś na wierzch. Chociaż i tak wolę gorączkę niż katar. Zwinęłam się w kłębek, patrząc na wyświetlacz telefonu, który wskazywał godzinę czternastą. Uśmiechnęłam się widząc zdjęcie z przyjaciółmi. Cała szóstka znajdowała się na wygaszaczu mojego ekranu. Zamknęłam oczy, kiedy po pokoju rozległ się dźwięk, przychodzącej wiadomości. Otworzyłam niechętnie wiadomość. James.

Jesteś wolna? ;D
Wyskoczymy gdzieś razem?

Mimowolnie się uśmiechnęłam.

Sorki, ale jestem chora -,-

Czekałam na odpowiedzieć, ale nie odpisał. Cóż. Zamknęłam z powrotem oczy, czekając na sen. O niczym innym w tej chwili nie marzę. Zwinęłam, zasypiając, kiedy za mną ugiął się materac. Odwróciłam się, chcąc upewnić się, czy to na pewno brunet. Nie myliłam się. Uśmiechnął się, zakładając kosmyk moich włosów za ucho. Objął mnie ramieniem, więc wtuliłam się w niego, okrywając kołdrą. Co ja robię, będzie chory. Głupia.
 - Będziesz chory – chciałam się odsunąć, ale nie pozwolił mi na to.
 - Nie ważne, chce być z tobą kiedy męczysz się z tym choróbskiem – pocałował mnie w głowę, zamykając oczy. – Lilli zaprosiła mnie na randkę – oznajmił po chwili. – Nie zgodziłem się.
Przytaknęłam cichym „Yhum”, zasypiając, słuchając jego bicia serca. Naprawdę nic do niej nie czuje. Szkoda, że ona mu tak łatwo nie odpuści. Już myśli, że jest cały jej. Mogę tylko patrzeć, jak znowu odbiera mi osobę, którą kocham. Cóż… Może właśnie tak miało być. Nie zmienię tego.

4 komentarze:

  1. Muszą w końcu porozmawiać :/
    Ughh jak ja nie lubię lilli
    Fajny i czekam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy wspomniałaś o bandażu na ręce, zaczęłam się zastanawiać, czy Nel owinęła sobie bandaż szeroką tasiemką. Pamiętam, że robiłyśmy tak za wczesnych czasów szkolnych. Po prostu szłyśmy do pasmanterii i kupowałyśmy wstążkę pod kolor ubrania. Nie ważne, gdzie trzeba było zakryć. Na łokciu, dłoni, czy kolanie. I tak wyglądało fajnie.
    Marsz weselny? Myślałam, że w Stanach mają Pachabel Canon. Z resztą nie ważne... Chyba tylko ja zwariowałam na punkcie techno klasyki i teraz kojarzę kilka melodyjek. Chyba sobie znajdę i włączę tego Mozarta. Tylko nie pamiętam, gdzie trzymam tę płytę.
    W zamku? Trochę mi się przypomniało przyjęcie zaręczynowe Lexa Luthora. Goś stopniowo stawał się coraz bardziej zły. Chociaż z czasem robiło mi się go trochę żal. Dobra, nieistotne!
    A może... Nel powinna trochę to podążyć. Dowiedzieć się, dlaczego Lili tak się zmieniła. Może coś się stało, ale Nel nie do końca zdaje sobie z tego sprawę. Czasami wystarczy jedna szczera rozmowa, żeby sobie coś wyjaśnić. Przynajmniej jedna taka nasza nauczycielka tak sądzi. Ale ona skończyła psychologię i socjologię jako drugi fakultet, to może coś w tym jest.
    Wydawało się, że na ślubie Nel nie czuła się tak bardzo niezręcznie, jak przeczuwałam. Były takie momenty, ale wygląda na to, że dzięki jej partnerowi udało się tego uniknąć. Poza tym... zaczęłam uważać, że Nel i Lili znów mogłyby być przyjaciółkami, gdyby tylko tego chciały i powyjaśniały sobie kilka rzeczy. Obie włożyły niebieskie sukienki, a to chyba już może wyciągnąć jakiś wniosek.
    Czy to normalne, że na „kopniesz go w tyłek” zaczęłam się głośno śmiać. Poza tym to „Wesele Figaro” z Adya Classic jest super. Musisz sobie kiedyś posłuchać.
    A może to chodzi o Jamesa? Wygląda na to, że zarówno Jamesem, jak i Nel doskwiera nieśmiałość, ale Lili... widzi w niej rywalkę? Nie wiem, może to po prostu jeden z czynników? I teraz już chyba przestanę myśleć o innych rzeczach z tego opowiadania, tylko ciągle będę wałkować temat Nel i Lili. Cała ja.
    Wiesz co... ten incydent z Jemesem i Nel jednak był na swój sposób słodki. Chociaż lekko niezręczny, ale to nic. Zanim to zakwitnie musi być trochę tych niezręczności.
    Po ostatniej scence czuję coś na kształt satysfakcji. Tak, wiem... to było do przewidzenia, ale sądziłam, że potrwa to nieco dłużej.
    Rozdział super! Czekam na nn! Pozdrawiam.
    Wyjaśnienia: http://youre-my-oxygen.blogspot.com/2017/07/krotkie-wyjasnienia-i-info.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze to szukałam co oni tam mają, ale nie mogłam znaleźć xD
    Dlatego James zaczął weszyc.
    Jasne, zaglądam

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzień dobry!
    Chcesz poćwiczyć swoje pisarskie umiejętności i przy okazji wygrać książki, upominki, reklamę bloga i grafikę? Tak? W takim razie zapraszam Cię serdecznie do konkursu literackiego „Już nie zapomnisz mnie”
    www.przedwojenny-konkurs.blogspot.com
    Wystarczy napisać opowiadanie o dowolnej tematyce do 5 stron i… co dalej? Dowiedz się szczegółów, czytając regulamin na blogu.
    Niech pamięć o naszych artystach nadal trwa, a osoby lubiące pisać – doskonalą swe pióro!
    Pozdrawiam ciepło!

    Ps. Przepraszam za spam, ale wiadomo, jak trudno jest się zareklamować. A może akurat Cię zainteresuje konkurs?

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest motywujący!