7/14/2017

Rozdział 6

                 Wysiadłam z auta Toma, omiatając wzrokiem cały parking, znajdujący się przy kościele. Ślub nie wygląda na kameralną imprezę, sadząc po tak dużej ilości zaproszonych gości. Rozejrzałam się po zgromadzonych ludziach. Chyba tylko ja mam sukienkę w odcieniu niebieskiego, co jest dla mnie dużym zaskoczeniem. Kiedy byłam na ślubie mojej kuzynki,  dużo pań miało na sobie ten kolor. Dobrze, że nie kupiłam żadnej w kolorze różu i kremu, ponieważ tym razem to te kolory przeważają. Chociaż czuję się trochę głupio, ponieważ jestem jedną z nielicznych, która ma na sobie ciemny kolor. Zerknęłam na dwie dziewczyny mierzące się srogim wzrokiem, przepełnionym zdenerwowaniem i złością (wręcz nienawiścią). Szybko zrozumiałam, że założyły te same sukienki, a nawet szpilki. Sądząc po takiej ilości gości, sala na wesele musi być ogromna, by nas wszystkich pomieścić. Jestem wdzięczna lekarzowi, że pozwolił mi tu dzisiaj przyjść. Stan kostki naprawdę się poprawił. Mogę normalnie chodzić, co już jest sukcesem. Niestety o „podbijaniu” parkietów mogę pomarzyć. Mam jej zbyt nie przemęczać, więc odpadają żywsze tańce. Sama z siebie nie dałabym rady, zbyt dużo i gwałtownie tańczyć. Jeżeli przesadzam ze spacerami, czuję w niej okropne pulsowanie i ból. Chcąc nie chcąc bandaż na ręce również trudno ukryć. Eliza zaproponowała, bym ubrała (jej) sweter, jednakże jest bardzo ciepło i dusznie. Wyglądałabym, jak przybysz z Afryki. Tom powiedział, że mój bandaż nie robi mu różnicy, ponieważ wyglądam równie pięknie, jak bez niego. Zdaje sobie sprawę, że podkolorował swoją wypowiedź, żeby nie było mi przykro. Spojrzałam na uśmiechniętego chłopaka, który podał mi dłoń. Chwyciwszy go pod rękę, udaliśmy się w stronę kościoła. Spojrzałam jeszcze raz na jego uśmiechniętą twarz. Zastanawiam się, o czym teraz myśli. Dawno nie widziałam go tak szczęśliwego. Co prawda nie rozmawialiśmy ze sobą na korytarzu, ale obserwowałam go. Mógł sprawiać pozory zadowolonego ze swoje życia, ale taki nie był. Miał wciąż smutne oczy. Patrząc wtedy na niego żałowałam, że nie potrafiłam mu tego wybaczyć. Teraz to nieważne. Zaczynamy wszystko od nowa. Tom przepuścił mnie, bym usiadła pierwsza w ławce. Rozejrzałam się po kościele, szukając Jamesa, ale nigdzie go nie dostrzegłam. No cóż. Wyszło chyba nawet tak, że mamy dzisiaj podobnego koloru stroje. Wpadłam na to, jadąc tu. Odwzajemniłam uśmiech Toma, który mocniej ścisnął moją dłoń.
 - Widzisz jak się na ciebie gapią? – zapytał szeptem, na co zachichotałam.

Klepnęłam go w ramię, nie wiedząc jak zareagować. Wyglądam bardzo ładniej, ale zdecydowanie to nie ja przekłuwam wzrok gości. Wszyscy czekają w zniecierpliwieniu na dzisiejszą pannę młodą. Pani Hudson, odkąd pamiętam traktowała mnie jak córkę. Kiedy straciłam kontakt z jej synem, samoistnie straciłam również z nią. Kiedyś nawet zapytała mnie, co się stało pomiędzy mną a nim. Nie powiedział jej o tej całej historii. Bardzo mnie to zdziwiło, ponieważ Tom, zawsze wszystko jej mówił. Była dla niego jak przyjaciółka. W końcu, dowiedziała się prawdy od moich rodziców. „Niezapowiedzianie" wpadła na kawę. Dobrze wiem, że chciała się wszystkiego dowiedzieć. Wiedziała, że moi rodzice będą znali prawdę. W ten sposób widziałam ją po raz ostatni. Długo mnie przepraszała za swojego syna, jakby była w tym jej wina. Nie rozumiałam tego, jednak przyjęłam przeprosiny. W tamtej chwili o wiele bardziej wolałam, by Tom znalazł się jej miejscu. Czy bym mu wybaczyła? Prawdopodobnie nie chciałabym go widzieć na oczy za wszystkie zniewagi, jakie mi wyrządził.
W świątyni rozbrzmiał donośny dźwięk, Pachabel Canon. Wstawszy, odwróciłam się w stronę czerwonego dywanu, znajdującego się na samym środku. Po drugiej stronie stał James, wpatrując się w mnie uparcie. Spojrzałam na jasnoniebieską sukienkę jego partnerki. No tak, mogłam się tego spodziewać. Za wszelka cenę chce mi dopiec. Poniekąd zazdroszczę jej tego, że może go obejmować i przytulać się do niego. Oczywiście nie żałuję, że przyłam tu z Tomem. Po prostu jestem zazdrosna o mojego przyjaciela, w którym jak ostatnia kretynka podkochuję się i boję się wyznać, co tak naprawdę do niego czuję. Przygryzłam wargę, czując jak brunet skanuje mnie wzrokiem. Zignorowałam to, patrząc  na wchodzącą do środka, parę młodą. Pani Hudson wygląda nadzwyczaj pięknie. Miała długą do ziemi suknie z tiulem od pasa w dół, której gorset był z koronki. Koniec jej welonu niosły dwie małe dziewczynki (zapewne z rodziny). Razem wyglądali zjawiskowo. Panna młoda odłożyła swój bukiet z czerwonych róż, po czym klękli na wcześniej przygotowanym miejscu. Często się zastanawiam, jak będzie wyglądała moja ceremonia ślubna. Czy będę tego dnia szczęśliwa, wychodząc za mężczyznę, z którym będzie mi dane spędzić resztę życia? Kto spije się na naszym weselu i nie będzie go pamiętał? I najważniejsze… Kto będzie moim wybrankiem?


               Tom pomógł wysiąść mi z auta. Jak na miliardera przystało, pan Brown chciał, by wesele odbyło się w sali zamkowej. To trochę zabawne. On jest zupełnie innym człowiekiem, niż jego własna córka. Często słyszałam jak rozmawia z rodzicami o tym, że chciałby, bym znów zaprzyjaźniła się z jego córką. Oczywiście to jest nie możliwe. Ona nie przestanie dopóki nie zniszczy mi życia, a być może dopóki go nie stracę. Nie wiem, czy będzie miała z tego coś więcej niż chorą satysfakcje, która nie będzie trwała wiecznie. Pan Brown płaci dyrektorowi za każdy jej wybryk, mając nadzieję, że pewnego dnia jego córka zmieni swoje postępowanie. Odkąd przestałyśmy się przyjaźnić, dziewczyna zmieniła się do poznania. Naprawdę nie wiem, co ją tak zmieniło. Nagle zaczęła mnie upokarzać i rzucać wyzwiskami w moją stronę. Na początku chciałam z nią o tym porozmawiać oraz wszystko wyjaśnić. Nie dałby mi nawet dojść do słowa. Cieszę się, że mam dziewczyny i, że nie jestem sama.
Chłopak podawszy mi bukiet kwiatów, sam wziął duże pudło z prezentem. Stwierdził, że kupi im zegar do sypialni, który kiedyś oglądał z matką (oficjalnie panią Brown). To miłe, że pamięta, co podoba się jego rodzicielce. Uśmiechnęłam się, widząc przekrzywioną muszkę chłopaka. Nigdy nie zwracał szczególnej uwagi na to jak wygląda i co na siebie włoży. Mimo to, zawsze wyglądał świetnie. Poprawiwszy ją, ruszyliśmy w stronę młodej pary. Głupio było mi ignorować spojrzenia Jamesa, ale jestem tu z Tomem i to jemu powinnam poświęcać najwięcej uwagi. Widząc szeroki uśmiech panny młodej, skierowany w moja stronę, odwzajemniłam go. Odebrawszy kwiaty, uścisnęła mnie mocno. Cieszę się, widząc ją szczęśliwą. Mam nadzieję, że to szczęście będzie miała już na zawsze.
 - Jestem ci bardzo wdzięczna, że przyszłaś. Wyglądasz zjawiskowo – uśmiechnęła się ciepło.
 - Nie tak jak pani – odwzajemniłam uśmiech. – Cieszę, że znaleźli państwo swoje szczęście – skierowałam swoje słowa do obojga, podając ręke panu Brown.
 - Ja również – uśmiechnął się szeroko. – Mam nadzieję, że kiedyś pogodzisz się z moją córką, nie wiem co się z nią stało – westchnął. – Dziękuję za to, że przyszliście.
Złożywszy życzenia, udaliśmy się do środka. Stanęłam oniemiała, patrząc na ogromną zamkową salę. Na samym środku sufitu, został namalowany obraz przedstawiający niebo, na którego chmurach zasiadali aniołowie wraz z chórami. Przyobleczone w białe szaty z zaciekawieniem wpatrywały się w gości. Granice misternie zdobionego pułapu stanowiły złote półkole. Pod nimi znajdował się biały gzyms ze złotym pasem na środku, który dzielił go na dwie części. Białe ściany sali były ozdobione marmurowymi kolumnami w kolorze miodu. W środku dało się również zauważyć figury, przedstawiające między innymi kobiety. Sama podłoga została ułożona w szachownice z kremowo białych i brązowych kafli. Tom poprowadził mnie do stolika, przy którym mieliśmy siedzieć. Chłopak wyjaśnił mi, że będziemy siedzieli z jego przyjaciółmi. Odkąd pamiętam zawsze przyjaźnił się z Ericiem. Oni są jak bracia, mimo, że nie mają wspólnej matki.
 - Nel! – zawołał blondyn. – Nie spodziewałem się, że zgodzisz się z nim pójść – zaśmiał się, podając mi rękę. – Naprawdę, obstawiałem, że kopniesz go w tyłek.
 - Przymknij się Carter – Tom zgromił go wzrokiem, na co parsknęłam śmiechem. – Mam nadzieję, że jego docinki nie zepsują ci wieczoru – szepnął mi na ucho, a ja zachichotałam.
 - Nie musisz się tego obawiać – poklepałam go po ramieniu.
 - Jeżeli chcice pobyć sami, ulotnimy się z Susan na chwilę – zerknął na dziewczynę.
Wiedziałam, że w końcu będą razem. Eric zawsze się jej podobał. Za każdym razem, gdy wspominał o innej siedziała naburmuszona i docinała mu. Po części ją rozumiem. W pewnym momencie jednak przesadziła. Kiedy chłopak zauroczył się na poważnie (o ile tak to można nazwać) wystraszyła ją mówiąc, że ma chorobę weneryczną i założył się z chłopakami, że zarazi połowę dziewczyn ze szkoły. Oczywiście nikt przy zdrowych zmysłach nie uwierzyłby w to bez wyjaśnienia sprawy. Nie odzywał się do niej przez bardzo długi czas, mimo, że przepraszała go przy każdej możliwej okazji. Pewnego dnia (kiedy nie zjawiła się w szkole), gdy siedzieliśmy na stołówce przy stole, Tom oznajmił, że dziewczyna się przeprowadza. Owszem była to prawda, ale Eric miał się o tym nie dowiedzieć. Z niewiadomego powodu, nie chciała mu o tym mówić. Hudson nie mógł się wykręcić, więc wyznał, że powinna być już w drodze do Nowego Jorku, na co chłopak bezzwłocznie zerwał się z krzesełka i pojechał na wskazane przez nas lotnisko. Jego zachowanie było tak nagłe, że zainteresowała się nim cała publiczność, siedząca na stołówce. Z tego co widzę, to się im udało. Bardzo się z tego cieszę. Od zawsze ich do siebie ciągnęło.
Oczy wszystkich gości, zwróciły się na pierwszy taniec młodej pary. Suknia matki Toma wirowała za nią, gdy tańczyli walca angielskiego do znanego utworu Elvisa Presleya, Can’t help falling in love. Uśmiechnęłam się, widząc jak pani Brwon patrzy na swego męża. Jest szczęśliwa. Zaśmiałam się, kiedy jej obecny maż, zaśpiewał wraz z piosenkarzem jeden z wersów. Chciałabym w przyszłości patrzeć tak na swojego męża. Z taką miłością.
 - A teraz powiedz mi kim jest ten brunet, który ciągle się na ciebie patrzy – zachichotała Susan, wyrywając mnie z zamyślenia.
Zmarszczyłam brwi nie wiedząc, o co chodzi. Przecież nie znam tu nikogo oprócz ich i… Głupia. Chodzi jej pewnie o Jamesa. No tak obiecałam mu, że z nim zatańczę. To dlatego, czuję się dziwnie obserwowana.
 - Mówisz o facecie, który przyszedł z Lily? – zapytałam, nie odwracając się.
 - No tak. Oni są razem? – zapytała nagle, przyglądając się blondynce. – Łasi się do niego gorzej niż kot. No popatrz tylko. Ona coś do niego mówi, a ten jej tylko przytakuję, nawet na nią nie patrząc. 
 - Nie, nie są – roześmiałam się. – Ona liczy na coś więcej – przygryzłam wargę, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
 - Mogę panią prosić do tańca? – podskoczyłam, czując czyjąś dłoń na ramieniu.
Przeniosłam wzrok na wpatrującego się w moje oczy Jamesa. Przyszłam tu z Tomem i to z nim powinnam zatańczyć pierwszy taniec, jednakże on będzie w tym czasie zajęty Lily. Państwo Brown stwierdziło wspólnie, że to będzie bardzo dobry pomysł, by zatańczyli swój pierwszy taniec jako brat i siostra. Sądzę, że chcieli w ten sposób załagodzić spór, który jest pomiędzy nimi dość mocno wyczuwalny. Uśmiechnąwszy się, dałam się poprowadzić na parkiet. Brunet przyciągnął mnie do siebie, całkowicie zmniejszając dzielącą nas odległość. Wolną dłoń, która nie była trzymana przez bruneta, położyłam na jego ramieniu. Zaczęliśmy poruszać się w rytm muzyki, patrząc sobie w oczy. Mogłabym to robić godzinami. Zawsze lubiłam piwno-zielone oczy. Nic dziwnego, że zakochałam się w jego. Brunet pochylił się nad moją twarzą.
 - Wyglądasz przepięknie – szepnął do mojego ucha, co wywołał u mnie przyjemny dreszcz.
 - Ty też niczego sobie – odwzajemniłam uśmiech.
 - Lubię trzymać cię w objęciach – stwierdził, nie odrywając ode mnie oczu.
 - A ja kiedy mnie obejmujesz – przyznałam szczerze.
Zawsze, kiedy to robi czuję się bezpieczna, a moje ciało wypełnia przyjemne ciepło. Zupełnie, jakby ktoś otulił mnie kocem. Wiem, że to kiedyś się skończy. Nie wyobrażam sobie tego, że mogę go kiedyś stracić. Nie chce.
 - Nel, muszę ci powiedzieć coś ważnego – zaczął zakłopotany, poważniejąc. – Ja…
 - Mogę prosić? – przerwał mu Tom, wyciągając w moja stronę dłoń.
James odsunął się ode mnie, przez co poczułam dotkliwe zimno. Pragnęłam znów znaleźć się w jego objęciach, otulona silnymi ramionami. Ukłoniwszy się delikatnie, pocałował wierzchnią część mojej dłoni. Przygryzłam wargę, rumieniąc się. Nim się zorientowałam, zostałam obejmowana przez Toma. Zarzuciłam obie dłonie na jego kark, kołysząc się w rytm melodii. Mam nadzieje, że nie zrezygnuje z powiedzenia mi tej rzeczy, o której wspominał. Skoro ona jest ważna, chciałbym wiedzieć. Po za tym już zaczął, więc wypadałoby skończyć. Widziałam jego zakłopotanie, a więc naprawdę to musi być ważne. Błagam, niech to tylko nie dotyczy Lily. Mam jej dość. Nie chce, żeby mieszała pomiędzy nami jeszcze bardziej. Rozumiem, że chce mi dopiec, ale już wystarczająco namieszała w moim życiu.
Uśmiechnęłam się do partnera, czując jego wzrok na sobie. Odwzajemnił go niemalże od razu. Kapela zaczęła grać naszą ulubioną piosenkę, więc chłopak okręcił mnie wokół własnej osi. Mimo tego, że pokłóciliśmy się na długi czas, nadal mam sentyment do tej piosenki. Byliśmy wtedy z rodzicami nad morzem. Ta piosenka zawsze leciała w radiu, kiedy byliśmy na plaży. Tom postanowił, że będę próbowała po kolei każdego smak lodów, dopóki, któryś z nich nie stanie się moim ulubionym. W ten sposób znalazł lody jagodowe.

               Nie sądziłam, że będę się tu tak świetnie bawiła. Mimo, że zbliża się godzina druga w nocy, czuję, jakbym dopiero tu przyszła. Chociaż nie pogardziłabym chwilą odpoczynku dla moich obolałych stup i kostki. Pan Brown jest świetnym tancerzem. Nawet jeśli kobieta nie potrafi tańczyć, on ją zakręci tak, że będzie wiedziała co robić. Cieszę się, że mogłam znowu spotkać się z Susan i Ericiem. To było urocze, kiedy oświadczył się jej podczas walca. Dziewczyna musiała doprowadzić się w łazience do porządku, co nie było łatwe. Gdy patrzyła na pierścionek znajdujący się palcu, ponownie zanosiła się płaczem. Zazdroszczę jej takiego szczęścia. Co prawda jest starsza o rok, ale to niewielka różnica.
Udałam się w stronę tarasu, chcąc odsapnąć, ponieważ zrobiło się duszno. Przystanęłam w progu, widząc sylwetkę Jamesa, opierającego się o balustradę. Stanęłam koło niego, podziwiając widoki. Przed nami roztaczało się jezioro, w którym odbijało się rozgwieżdżone niebo oraz las, znajdujący się na równoległym brzegu. Mimo tego, że nasz pocałunek był tylko impulsem (oczywiście z jego strony), nie żałuje tego. Gdybym mogła, powtórzyłabym go jeszcze raz, lecz tym razem wyznała moje uczucia. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie.
 - Nel – odezwał się po kilku minutach. – Jest coś, o czym powinnaś wiedzieć – zaczął. – Pamiętaj – odwrócił się w moją stronę – mimo to, nadal jest dla mnie bardzo ważna – nie przestawał patrzeć w moje oczy. – Nie ważne co się stanie – wtuliłam się w niego.
Zaskoczony, zacisnął w około mnie swoje duże ramiona. Słuchałam bicia jego serca, chcąc się uspokoić. Boje się tego, co ma mi powiedzieć. A co jeśli jest chory na nowotwór? Albo grozi mu niebezpieczeństwo? Nie chce, żeby coś mu się stało. Nel, nie panikuj. Nic jeszcze nie powiedział, a ty już wymyślasz najgorsze scenariusze. Może to wcale nie będzie takie złe? Tylko dlaczego mam złe przeczucia? Wtuliłam się w niego bardziej, nie mogąc powstrzymać cisnących się do moich oczu łez. Nie mogę się teraz rozpłakać. Nie dał mi nawet jeszcze  powodu ku temu. Opanuj się Nel.
Odsunął się ode mnie, z czego nie byłam zadowolona. Objął moja twarz dłońmi, pocierając policzki kciukami. Patrzyłam mu w oczy, próbują cokolwiek z nich wyczytać. Moje starania, poszły jednak na marne. W jego oczach była pustka.
 - Nel, ja…
 - James – przerwała mu Lily – tu jesteś. Wszędzie cię szukałam – chwyciwszy go za rękę, pociągnęła w stronę wyjścia. Brunet posłał mi przepraszające spojrzenie, a blondynkę zgromił wzrokiem. Nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy. Już miał coś powiedzieć, ale dziewczyna krzyknęła do swoich znajomych, że koniecznie musi im kogoś przedstawić.
Odwróciłam się z powrotem w stronę jeziora. Dlaczego ona zawsze pojawia się wtedy, kiedy nie powinna. Mam tego dosyć. Nie mogę spędzić z nim nawet chwili sam na sam. Rozumiem, że przyszedł tu z nią, ale ona go zamyka w złotej klatce, jak ptaszka na wystawę. Jest moim przyjacielem i chyba mam prawo z nim porozmawiać, bez niej i otoczenia innych.

**

Położyłam się z powrotem na łóżku, otulając się szczelnie kołdrą. Świetnie. Muszę zostać dzisiaj cały dzień w łóżku. Oczywiście, nie byłam sobą, gdyby się nie rozchorowała. Nie wiem, kiedy ostatni raz się przeziębiłam. Może to przez to, że stałam na tym tarasie przez dobrą godzinę, a za ciepło nie było. Zawsze muszę się w coś wpakować. Chwyciłam się za „pękającą” mi głowę. Mam gorączkę i nie jest kolorowo. No, ale w końcu to moja wina, nawet nie pomyślałam o czymś na wierzch. Chociaż i tak wolę gorączkę niż katar. Gorączka w końcu minie, a z katarem musiałam się kiedyś męczyć przez dwa i pół tygodnia. Zwinęłam się w kłębek, patrząc na wyświetlacz telefonu, który wskazywał godzinę czternastą. Uśmiechnęłam się widząc zdjęcie z przyjaciółmi. Cała szóstka znajdowała się na wygaszaczu mojego ekranu. Fotografia została zrobiona na plaży w dzień, w który James źle odbił piłkę. Brunet nie powiedział mi tego, co zamierzał zrobić dwa razy. Boję się, że to może bardzo wpłynąć na naszą relację, którą i tak musimy ratować. Może to wszystko to test, a jego zaliczenie pozwoli przetrwać naszej przyjaźni. Co jeśli go oblejemy? Zapomnimy o swoim istnieniu i zerwiemy kontakt? Czy da się zerwać od tak kontakt z osobą, na której nam zależy? Jeśli odczuwamy jej brak, pragniemy jej bliskości bardziej niż zwykle i za wszelką cenę, chcemy ją zdobyć. To jednak błędne koło. Kiedy powiemy „nie”, przyjdzie moment, kiedy zamienimy „nie” na „tak”, brnąc ciągle w to samo. Więc czy warto podjąć to ryzyko? Niektóre osoby po prostu muszą odejść z naszego życia. Czy relacja pomiędzy mną a Scottem do niego należy? Zastanawiam się kogo, by wybrał, gdyby musiał wybierać pomiędzy mną a blondynką. Zamknęłam oczy, kiedy po pokoju rozległ się dźwięk, przychodzącej wiadomości. Otworzyłam niechętnie wiadomość. James.

Jesteś wolna? ;D
Wyskoczymy gdzieś razem? Co Ty na to?

Mimowolnie uśmiechnęłam się, patrząc na wiadomość.

Sorki, ale jestem chora -,-

Czekałam na odpowiedzieć, ale nie odpisał. Cóż. Zamknęłam z powrotem oczy, czekając na sen. O niczym innym w tej chwili nie marzę. Jestem wykończona. Sen to lekarstwo na wszystko. Przynajmniej w moim przypadku. Lubię spać. Zwinęłam, zasypiając, kiedy za mną ugiął się materac. Odwróciłam się, chcąc upewnić się, czy to na pewno brunet. Nie myliłam się. Uśmiechnął się, zakładając kosmyk moich włosów za ucho. Objął mnie ramieniem, więc wtuliłam się w niego, okrywając kołdrą. Co ja robię, będzie chory. Głupia.
 - Będziesz chory – chciałam się odsunąć, ale nie pozwolił mi na to.
 - Nie ważne. Chce być z tobą, kiedy męczysz się z tym choróbskiem – pocałował mnie w głowę, zamykając oczy. – Lily zaprosiła mnie na randkę – oznajmił po chwili. – Nie zgodziłem się.
Przytaknęłam cichym „Yhum”, zasypiając, słuchając jego bicia serca. Naprawdę nic do niej nie czuje. Szkoda, że ona mu tak łatwo nie odpuści. Już myśli, że jest cały jej. Mogę tylko patrzeć, jak znowu odbiera mi osobę, którą kocham. Może właśnie tak miało być. Nie zmienię tego.
 - Musimy porozmawiać, Nel – ziewnął, ściskając mnie bardziej. - To naprawdę ważne.


4 komentarze:

  1. Muszą w końcu porozmawiać :/
    Ughh jak ja nie lubię lilli
    Fajny i czekam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy wspomniałaś o bandażu na ręce, zaczęłam się zastanawiać, czy Nel owinęła sobie bandaż szeroką tasiemką. Pamiętam, że robiłyśmy tak za wczesnych czasów szkolnych. Po prostu szłyśmy do pasmanterii i kupowałyśmy wstążkę pod kolor ubrania. Nie ważne, gdzie trzeba było zakryć. Na łokciu, dłoni, czy kolanie. I tak wyglądało fajnie.
    Marsz weselny? Myślałam, że w Stanach mają Pachabel Canon. Z resztą nie ważne... Chyba tylko ja zwariowałam na punkcie techno klasyki i teraz kojarzę kilka melodyjek. Chyba sobie znajdę i włączę tego Mozarta. Tylko nie pamiętam, gdzie trzymam tę płytę.
    W zamku? Trochę mi się przypomniało przyjęcie zaręczynowe Lexa Luthora. Goś stopniowo stawał się coraz bardziej zły. Chociaż z czasem robiło mi się go trochę żal. Dobra, nieistotne!
    A może... Nel powinna trochę to podążyć. Dowiedzieć się, dlaczego Lili tak się zmieniła. Może coś się stało, ale Nel nie do końca zdaje sobie z tego sprawę. Czasami wystarczy jedna szczera rozmowa, żeby sobie coś wyjaśnić. Przynajmniej jedna taka nasza nauczycielka tak sądzi. Ale ona skończyła psychologię i socjologię jako drugi fakultet, to może coś w tym jest.
    Wydawało się, że na ślubie Nel nie czuła się tak bardzo niezręcznie, jak przeczuwałam. Były takie momenty, ale wygląda na to, że dzięki jej partnerowi udało się tego uniknąć. Poza tym... zaczęłam uważać, że Nel i Lili znów mogłyby być przyjaciółkami, gdyby tylko tego chciały i powyjaśniały sobie kilka rzeczy. Obie włożyły niebieskie sukienki, a to chyba już może wyciągnąć jakiś wniosek.
    Czy to normalne, że na „kopniesz go w tyłek” zaczęłam się głośno śmiać. Poza tym to „Wesele Figaro” z Adya Classic jest super. Musisz sobie kiedyś posłuchać.
    A może to chodzi o Jamesa? Wygląda na to, że zarówno Jamesem, jak i Nel doskwiera nieśmiałość, ale Lili... widzi w niej rywalkę? Nie wiem, może to po prostu jeden z czynników? I teraz już chyba przestanę myśleć o innych rzeczach z tego opowiadania, tylko ciągle będę wałkować temat Nel i Lili. Cała ja.
    Wiesz co... ten incydent z Jemesem i Nel jednak był na swój sposób słodki. Chociaż lekko niezręczny, ale to nic. Zanim to zakwitnie musi być trochę tych niezręczności.
    Po ostatniej scence czuję coś na kształt satysfakcji. Tak, wiem... to było do przewidzenia, ale sądziłam, że potrwa to nieco dłużej.
    Rozdział super! Czekam na nn! Pozdrawiam.
    Wyjaśnienia: http://youre-my-oxygen.blogspot.com/2017/07/krotkie-wyjasnienia-i-info.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze to szukałam co oni tam mają, ale nie mogłam znaleźć xD
    Dlatego James zaczął weszyc.
    Jasne, zaglądam

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzień dobry!
    Chcesz poćwiczyć swoje pisarskie umiejętności i przy okazji wygrać książki, upominki, reklamę bloga i grafikę? Tak? W takim razie zapraszam Cię serdecznie do konkursu literackiego „Już nie zapomnisz mnie”
    www.przedwojenny-konkurs.blogspot.com
    Wystarczy napisać opowiadanie o dowolnej tematyce do 5 stron i… co dalej? Dowiedz się szczegółów, czytając regulamin na blogu.
    Niech pamięć o naszych artystach nadal trwa, a osoby lubiące pisać – doskonalą swe pióro!
    Pozdrawiam ciepło!

    Ps. Przepraszam za spam, ale wiadomo, jak trudno jest się zareklamować. A może akurat Cię zainteresuje konkurs?

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest motywujący!