9/22/2017

Rozdział 13 - Lily (Bonus)


Nienawidzę jej. Zniszczyła mi życie. Nie mogę uwierzyć, że kiedyś uważałam ją za swoją przyjaciółkę. Pf… Przyjaciółki nie kradną chłopaków. Byłam wtedy za młoda i głupia, żeby to zrozumieć. Przyjaźniłam się z Tomem od dziecka. Niestety kiedy miał pięć lat musiał się przeprowadzić ze względu na mamę. Pamiętam, że przepłakałam wtedy dużo nocy. Ojciec w pewnym momencie, chciał iść ze mną nawet do psychologa dziecięcego. Prawda jest taka, że już kochałam Hudsona. Najpierw była to zwykła dziecinna miłość. Bronił mnie przed wszystkimi chłopakami, którzy chcieli zrobić mi krzywdę. Bardzo go za to kochałam. Mówił, że już zawsze będzie moim rycerzem i nic tego nie zmieni. Uwierzyłam mu, jak głupia. W podstawówce zaczęła się moja przyjaźń z Nel. Uważałam ją za siostrę. Zawsze wymieniałyśmy się ubraniami i pluszakami. Wspólnie odnalazłyśmy wspólną pasję. Naprawdę się cieszyłam z tego, że poznam ją z miłością mojego życia. Jakże się wtedy myliłam. Nie mówiłam Nel o moich uczuciach względem Toma, nie chcąc niczego zapeszyć. Dobrze zrobiłam, bo to podstępna franca. Nim się zorientowałam, szatyn sam zdążył poznać blondynkę. Był tak zaobserwowany nią, że zapomniał o mnie i o swojej obietnicy. Słyszałam kiedyś, jak rozmawia ze swoim kolegą o tym, że dziewczyna bardzo mu się podoba. Od tamtego dnia, zaczęli mnie odstawiać na bok. Patrzyłam, jak moja własna przyjaciółka, odbiera mi chłopaka, w którym był sam szaleńczo zakochana. Nigdy jej tego nie zapomnę. Dlatego postanowiłam mścić się na niej tak długo, dopóki nie pozna bólu jaki musiałam sama przez nią przejść. Widząc, że Tom zaczyna patrzeć na nią inaczej (niż powinien), zaczęłam wcielać w życie swój plan. Doskonale potrafiłam podrobić jej pismo. Ćwiczyłam to całymi dniami. W końcu się to na coś przydało. Na początku postanowiłam zrobić coś małego, by wypadło to wiarygodnie. Zaczęłam się przyjaźnić z Mary i Rose. Następnie poćwiartowałam nożyczkami swoje ulubione słuchawki, które chowałam zawsze w torbie. Po za mną i tym dwojga, nikt nie wiedział o specjalnej kieszonce, poznaczonej tylko dla nich. Kiedy udałam przedrażnienie i pokazałam to chłopakowi, od razu zaczął coś podejrzewać. Jednak, gdy ujrzał zdezorientowaną i zła minę Nel, zapomniał o swoich podejrzeniach. Dziewczyna zaproponowała, że wspólnie odnajdziemy sprawcę. Zbyłam ją, mówiąc, że nie chce kłopotów. Po zniszczeniu kilku moich następnych rzeczy, przyszedł czas na kolejną fazę zemsty. Tom zaczął się bardzo o mnie niepokoić do tego stopnia, że ograniczył kontakt z tą francą o połowę, a zajął się mnie. Widział lekki ból w oczach Nel, co napawało mnie dumą. W końcu to ona cierpiała, a nie ja. Postanowiłam wysyłać sobie groźby, napisane jej pismem. Ta pusta blondyna niczego nie podejrzewała, zresztą szatyn również. Chcieli zgłosić tę sprawę, ale wspomniałam o ich wcześniejszym pomyśle, by działać na własna rękę. Po około trzydziestej wiadomości, mieszających moją osobę z błotem, Tom zaczął kojarzyć pismo swojej przyjaciółeczki. Wtedy odkryłam, że brunet jest tak samo winny i mu również należy się nauczka. Byłam wściekła, gdy uświadomiłam sobie, że to on dawał mi złudną nadzieję. Obrałam, więc inny cel. Nowy plan miał na celu zrobić z szatyna damskiego boksera, a Nel upokorzyć przed całą szkołą, tak by czuła palący wstyd, musząc przychodzić tam przez następne trzy lata. Tom niemal od razu, wpadł w pierwsza pułapkę. Zaczął zasypywać france różnymi podejrzliwymi pytaniami. Widziałam ile bólu sprawiały jej, jego podejrzenia. To nie wystarczało. Ona zawsze miała lepiej. Nigdy nie miałam matki. A Nel? PRZYTULAŁA SIĘ DO SWOJEJ NA MOICH OCZACH! NIGDY nie pomyślała o tym, jak bardzo ciężko może mi być. Zawsze chciałam się zwierzać swojej rodzicielce. Płakał po nocach, odcinając w ten sam sposób od siebie ojca. Jakoś tam go kochałam, ale on był winny śmierci mamy. Nie zrobił nic, by wygrała z rakiem. Zamiast przekupić lekarza pieniędzmi, stał bezczynnie. Wiedziałam, że muszę być cierpliwa. W końcu Tom zaczął obarczać Adkins o całe zło, które sobie sama wyrządziłam. Żądał by mnie przeprosiła. Kiedy dziewczyna chciała ze mną porozmawiać, upozorowałam całą sytuacje tak, by wyglądała, jakby się nade mną znęcała. Udało się. Wściekły szatyn rozdzielił nas obie. Pamiętam, jak wybałuszyłam oczy, kiedy po raz pierwszy ją spoliczkował. Zdezorientowana dziewczyna próbowała do mnie dotrzeć, ale za każdym razem Hudson stawał jej na drodze. Szarpał, popychał i po raz kolejny spoliczkował (zdarzyło się to dwa razy, nie żebym to liczyła). W końcu odcięła się ode mnie. Wygrałam pierwszą bitwę w naszej wojnie, którą sama rozpętała. Tom rzecz jasna stał się bezużyteczny, więc i z niego zrezygnowałam. Biedak z początku nie wiedział o co chodzi. W końcu (trochę mu to zajęło) zorientował się co jest grane. Najpierw nie pojawiał się w szkole, tak samo, jak ta podstępna zołza. Z tego co pamiętam, chciał desperacko do niej dotrzeć. Nie spodziewałabym się, że ten bachor, którego nazywała bratem, skutecznie będzie go odstraszał. Przyzwyczaiłam się już do nienawistnego wzroku Hudsona. Cały czas czekałam na moment, który całkowicie złamie tą frajerkę. No i nadszedł. Nawet nie wiedziała, że ją obserwuje. Widząc, jak patrzy na Scotta, postanowiłam to wykorzystać. Rozpoczynając ostatnią bitwę, która miała skończyć wszystko. Na samym początku, odegrałam przed nim teatrzyk. Ogromnym plusem okazał się jego wygląd, który mi tylko pomógł. Mógł się schować przy moim niedoszłym ex przyjacielu. Oczywiście musiałam ją jakoś podpuścić, żeby wzniecić iskrę, która miała doprowadzić do pożaru. Kolejnym krokiem była rozmowa z Jamesem. Udawałam, że płaczę, a on naiwny chciał mi pomóc. Opowiedziałam mu cała historię, z mojej perspektywy. Dziewięćdziesiąt procent było prawdą. Dodałam tylko to, że znęcała się nade mną psychicznie i fizycznie. Rzecz jasna zrobiłam to na oczach Toma. Zdawałam sobie sprawę, że się jej poskarży. Wiedziałam, że to pierwszy niewielki pożar, który tymczasowo ugasili, ponieważ mała iskierka wciąż się tliła. Nie sądziłam, że tak szybko zapomni o tym, jak się powinno oceniać stan poszkodowanych. Specjalnie w nią wtedy wjechałam. Sama wcześniej rozsypałam tam szkło. Pf… Żałuje tylko, że nie stało się jej nic poważniejszego. Skutecznie (swoją grą aktorską) odciągnęłam jego myśli od niej. Płakałam i krzyczałam. Zostawił ją! HA! To było świetne. Niestety nie trwało to długo, ponieważ idiota napisał do niej SMS’a. Miałam nadzieję, że pojedzie z nami, kiedy ojciec mu to zaproponował, ale cóż… Chociaż coś.
Pewnego dnia, gdy zaprosiłam go do siebie, postanowiła zadać jej kolejny cios. Kiedy James oznajmił, że za poł godziny musi wracać, wykorzystałam chwilę, gdy korzystał z toalety i wysłałam z jego telefonu wiadomość do tej idiotki, by zjawiła się u mnie za pół godziny. Specjalnie przedłużałam nasze pożegnanie, dopóki nie zauważyłam taksówki. Zaatakowałam wtedy znienacka jego usta. Zaskoczony początkowo nie zareagował. Byłam pewna, że to zobaczyła. Kiedy się ode mnie odsunął, zerknęłam na odjeżdżającą taksówkę. Podczas wojny Nel zaczęła być coraz bardziej poturbowana.
Ślub ojczulka z matką Toma, okazał się świetnym pretekstem, by zadać kolejny cios. Widziałam, że mój partner ciągle się na nią patrzył. Denerwowało mnie to, ale musiałam to znosić. Brunet niespecjalnie lubił towarzystwo moich znajomych. Moje plany pokrzyżował trochę durny taniec z Hudsonem, ale nie była to duża strata. Tak naprawdę, nigdy nie chciałam się z nim pogodzić. W ogóle nie interesował mnie związek mojego ojca. Cieszyłam się, że nie będę musiała patrzeć na podstępną żmiję, która chciała zastąpić mi matkę, tym samym sprawiając, że ojciec całkowicie zapomni o mamie. Wkrótce miałam wyjechać na studia. Kiedy brunet poszedł porozmawiać z kimś przez telefon, poszłam go podsłuchać. Okazało się, że przenoszą go do Nowego Jorku. Musiałam to wykorzystać. Starałam się, jak tylko mogłam, by nie powiedział jej tego podczas wesela, a miał to w zamiarze. Cieszyłam się, że zdążyłam w porę, gdy rozmawiali na tarasie. Nic sobie nie robiłam z naburmuszonej miny bruneta.
W końcu wykorzystałam tą wiadomość. Nie wiem co wywołało to pomiędzy nimi, ale James był na mnie wściekły. Wmówiłam mu, że to wina Toma, ponieważ zabrał mi telefon i sam napisał tę wiadomość. Idiota uwierzył. Bawiło mnie to, jak bardzo był łatwo wierny. Nie wiedział, że już niedługo miał nastąpić punkt kulminacyjny, przez który miał stracić osobę, którą szczerze kochał.
Jej omdlenie w szkole (na, które w pełni zasługiwała), było zupełnie przypadkowe, ale i tak zapulsowało dla mnie. Szkoda tylko, że nie stało się jej coś poważniejszego. Ze swoich źródeł dowiedziałam się, że Tom zaprosił ją wtedy na rankę, a ona się zgodziła. Naiwna. W dniu randki napotkałam rozpromienionego Jamesa. Nie powiedział mi o co chodziło, ale skoro mówił, że mu się udała bardzo ważna rzecz, zaprosiłam go na zwycięskiego Donuta. Zgodził się od razu. Żeby rozwścieczyć Nel, wstawiłam nasze zdjęcie na facebook’a. Zaproponowałam również, by wyłączył telefon. To również wykonał.
Na szczęście jej chora przyjaciółeczka zginęła. W sumie to ona, zawsze mnie o wszystko podejrzewała. Bałam się, że mnie zdemaskuje, ale jej nie wyszło. Ups…
Śledziłam tą wariatkę pod samą przystań. Napisałam Jamesowi, żeby się tam zjawił. Kiedy w końcu rozliczyłam się z nią, zauważyłam bruneta. Oczywiście, chwyciła mnie za rękę, więc to wykorzystałam. Wpadłam do wody, ciągnąc ją za sobą. Z jego perspektywy wyglądało to, jakby próbowała mnie skrzywdzić. Podpłynęłam pod wodą, do sąsiedniego pomostu, gdzie zacumowywano łodzie. Brunet od razu ruszył mi na ratunek. Widząc, jak Nel na nas patrzy, pocałował go. Debil to odwzajemnił, wpadając w moje sidła. Oczywiście nie był on szczery z jego strony, co swoją drogą było czuć, ale udało się. Niedługo po tym zdarzeniu, powiedział, że mam się do niego i jego bliskich nie zbliżać (co wykonałam z wielką chęcią).
Całość przypieczętowało ich nędzne pożegnanie na balu, gdzie brunet był ochroniarzem. Z satysfakcją stwierdziłam, że wygrałam nasza wojnę, niszcząc ją. Po tym wszystkim zaczęłam nowy rozdział. Oznajmiłam ojcu, że wyjeżdżam na studia do Francji. Próbował mnie przekonywać, żebym została. Ciąża tej idiotki była nędznym argumentem. Oczywiście powiedziałam mu wszystko, aż w końcu się go wyparłam. Nigdy nie był dla mnie wystarczająco dobrym ojcem. Zostawiłam go w ciężkim szoku. Bardzo dobrze, niech stworzy sobie idealną rodzinę z tą jędzą. Zaczynam nowy rozdział w życiu.
****
Cześć i czołem!
To w sumie ostatni rozdział.
Nie chce robić żadnych pożegnań, bo to nie w moim stylu. 
Bardzo dziękuję wszystkim, którzy komentowali i czytali <3.
Z Lily wyszła taka MarySu, ale tak miało być. Ona na początku była normalna xD.
Jej życie tak się potoczyło, że stało się, jak się stało
Pozdrawiam!
Do zobaczenia!

Epilog


***

Przepchnęłam się przez kolejkę jednej z lodziarni, która zawsze wychodziła na chodnik. Oczywiście lokal, jak najbardziej na taką zasługiwał. Podawali tutaj najlepsze lody w okolicy. Kiedy zaczynał się sezon zimowy, chlubili się w znakomitej gorącej czekoladzie. Ich menu było zaskakująco obszerne. Sama nie uwierzyłam, dopóki go nie przetestowałam. Szłam do domu z ostatniego na wykładu. Byłam wykończona. Nawet nie chce myśleć ile dzisiaj zapisałam kartek. Akurat dzisiaj wykładowcy postanowili się na nas mścić, kiedy prawie nie przespałam nocy. Wetchnęłam ciężko przeczesując palcami włosy. Wczorajszego wieczoru dotarło do mnie zaproszenie na ślub Lei i Jacka. Kiedy je przeczytałam, skakałam z radości. Bardzo się cieszę ich szczęściem. Żałuje, że nie mogę przy niej być i pomóc przy przygotowaniach. Niedługo, jednak kończy się drugi semestr kończący rok akademicki i będę mogła udać się do słonecznej Kalifornii. Czasami tęsknie za ciepłem, jednakże odkąd pamiętam, nigdy tam nie padał śnieg. A tu? W tym roku było go zaskakująco dużo. Zastanawiam się co powinnam im kupić. Nie chce, by prezent był oklepany, ale jedyny w swoim rodzaju i zaskakujący. Kolejnym problemem okazała się osoba towarzysząca. Oczywiście miałam kandydatów i to nie dwóch. Tylko, że to nie było to. Minął dokładnie rok, odkąd po raz ostatni widziałam Jamesa. Wiedziałam, że również został zaproszony (trudno, by było inaczej, skoro to brat Jacka). Osoba bruneta nie pozwoliła mi przespać nocy, ponieważ zastanawiałam się, czy już o mnie zapomniał. Codziennie powtarzam sobie, że jest mu lepiej beze mnie i odnalazł swoje szczęscie. Niejednokrotnie wyobrażałam go sobie z jakąś kobietą, będącą jego dziewczyną, narzeczoną. Za każdym razem czułam nieprzyjemne ukłucie zazdrości o to, że ona go całuje lub przytula z czułością. Oczywiście nigdy nie miałam pewności, czy na pewno mężczyzna się z kimś związał. Nie byłam pewna, dopóki długonoga brunetka nie oznaczyła go oraz Jacka na zdjęciu. Przyjaciel (a raczej już były) obejmował ją w pasie, przyciągając do siebie. Muszę przyznać, że jestem szczęśliwa wiedząc, że on jest (nie ładnie jest kłamać, Nel). A może to sobie wmówiłam, by stłumić moją głupią miłość, której nie potrafiłam się wyzbyć? Jestem niewdzięczna. Powinnam czuć satysfakcje z tego, że dostałam się do New York Academy of Art, ale tak nie jest. Myślałam, że podjęłam dobrą decyzję, zrywając z nim kontakt. Może powinniśmy dać sobie ostatnią szansę, ale teraz na to zdecydowanie za późno, wtedy to wydawało się nierealne. Z resztą on pewnie o mnie zapomniał, czego oczywiście nie potrafię zrobić. Niejednokrotnie odtwarzałam w głowie scenę naszego pierwszego pocałunku na plaży, tuż po wernisażu.
Chłopak objął mnie w pasie. Niepewnie zbliżył się do mnie. Moje serce przyspieszyło, jakby miało natychmiast wyskoczyć z piersi. Czułam jego ciepły oddech na policzku. Objął moją twarz dłońmi. Położyłam ręce na jego ramiona. Czując jego usta na swoich, przymknęłam oczy. Kocham go. Czasem zdawało mi się, że odwzajemnia moje uczucia, ale… wszystko mijało. Odwzajemniłam pocałunek. Nie pozostał mi dłużny. Oparł swoje czoło o moje.
 - Przepraszam – szepnął. Co? To jakiś żart. Za co on mnie przeprasza? – Musimy wracać. Rodzice pewnie się o ciebie martwią – odszedł.
Miałam do niego głęboki żal o to, że ukradł mi go, mimo, że (jak mi się zdawało) nic do mnie nie czuł. Może, gdybym nie pozwoliła mu prowadzić się w drogę powrotną, wszystko potoczyłoby się inaczej. Chociaż mogłam się domyślić, przecież dawał mi znaki, które czasami mówiły same za siebie.

 - Wyglądasz przepięknie – szepnął do mojego ucha, co wywołał u mnie przyjemny dreszcz.
 - Ty też niczego sobie – odwzajemniłam uśmiech.
 - Lubię trzymać cię w objęciach – stwierdził, nie odrywając ode mnie oczu.
 - A ja kiedy mnie obejmujesz – przyznałam szczerze.
Zawsze, kiedy to robi czuję się bezpieczna, a moje ciało wypełnia przyjemne ciepło. Zupełnie, jakby ktoś otulił mnie kocem. Wiem, że to kiedyś się skończy. Nie wyobrażam sobie tego, że mogę go kiedyś stracić. Nie chce.
 - Nel, muszę ci powiedzieć coś ważnego – zaczął zakłopotany, poważniejąc. – Ja…
 - Mogę prosić? – przerwał mu Tom, wyciągając w moja stronę dłoń.

Tak wmawiałam sobie to, że nic dla niego nie znaczę, aż w końcu zaczęłam w to głupio wierzyć. Oczywiście wolałam snuć głupie domysły, zamiast z nim porozmawiać.

Zerknęłam na telefon, czując jego wibracje. Max.


Siema siora, jestem pod mieszkaniem. Za ile będziesz?


Za chwilę.


No tak, całkiem o nim zapomniałam. Rok szkolny skończył się w tym roku wcześniej. Obiecałam bratu, że przygarnę go na dwa tygodnie, a potem wspólnie wrócimy do domu. Jestem dumna z tego, że chłopak osiąga podium w zawodach pływackich. Sam bardzo chce zostać pływakiem (jest nawet w klasie sportowej). Rodzice przepisali go z poprzedniej szkoły, ponieważ okazało się, że dyrektor bierze ogromna ilość łapówek. Sam Max na to nie narzekał, ponieważ dzięki temu był w stanie rozwinąć swoje umiejętności. Czekam tylko na to, kiedy zobaczę go w akcji na najbliższych zawodach w Los Angeles. Muszę przyznać, że przez ostatni rok podrósł i bardzo wyprzystojniał. Zapewne wszystkie dziewczyny w klasie za nim szaleją. Rozejrzałam się na boki, chcąc przejść przez pasy. Ruszyłam w znanym przeze mnie kierunku.
 - Nel! – odezwał się za moimi plecami niski baryton.
Odwróciłam się zdezorientowana, w stronę znajomego głosu. James. Wypuściłam z siebie powietrze ze świstem, nie kryjąc swojego zdziwienia. James Scott, stoi przede mną, jak gdyby nic. James. JAMES…
 - Uważaj!
Odwróciłam się zdezorientowana w prawo, prosto stronę rozpędzonego w moja stronę pojazdu, otwierając szeroko usta.

Rozdział 12


***

Od naszego ostatniego spotkania wylałam z siebie wiele łez. Mimo, że rozum kazał mi odsunąć od siebie bruneta, w głębi serca wiedziałam, że może tym razem będzie inaczej. Jakże się myliłam. Nigdy nie zaponę jego wściekłości, kiedy wypowiadał moje imię. Niczego jej nie zrobiłam, nie potrafiłabym. Najbardziej boli mnie jednak to, że uwierzyłam w to, że mógłby mnie pokochać. Jak mogłam tak pomyśleć? Powinnam widzieć, że nigdy nie byłam dla niego kimś więcej niż „siostrą”. Gdy trzymał mnie za rękę, świat zwalniał swoje tępo. Czułam wyraźnie jak moje serce przyspiesza i bije głośniej. Uwielbiałam, jak mnie obejmował. Czułam się bezpieczne i kochana. Kocham jego pocałunek, choć dla niego to był zwykły impuls, o którym powinnam zapomnieć. Oczywiście nie mogę. Mimo, że to złe, kocham go. Byłam gotowa rzucić dla niego studia w Los Angeles i wyjechać razem z nim. Teraz wiem to, co powinnam wiedzieć od dawna. Żałuję, że musiałam dowiedzieć się tego w ten sposób. Nie musiał kłamać na temat ich poprzedniego pocałunku. James Scott jest zakochany w Lily Brown. To było do przewidzenia. Myślałam, że znam go choć trochę, a jego gesty o czymś jednak świadczą. No bo co niby mógł we mnie widzieć dorosły mężczyzna? Z reszta do kogo ja się porównuję. Lily jest dużo ładniejsza i zgrabniejsza. Zawsze tak było. Cieszyłam się, że przyciąga uwagę chłopaków, ponieważ uważałam, że zasługuje na najlepsze. Ona jednak z żadnym z nich nigdy się nie umówiła. Jakby miała ku temu ważny powód. Nigdy nie powiedziała mi, w którym chłopaku jest zadłużona, chociaż doskonale wiedziałam, że jakiś jest.

Zdaje sobie sprawę, że część winy leży po mojej stronie. Powinnam wyjaśnić z nim nasz pierwszy i zarazem ostatni pocałunek. Po ostatniej sytuacji też powinniśmy sobie wiele wyjaśnić, ale nie ma już siły tłumaczyć mojej niewinności. Sam powiedział, że mi ufa. Najwyraźniej się pomylił. Każdy popełnia błędy, ale trzeba się też na nich uczyć. On chyba najlepiej powinien to rozumieć. Westchnęłam słysząc dźwięk przychodzącej wiadomości. Zerknęłam niepewnie na wyświetlacz. James.

Nel, proszę porozmawiajmy. Zaczniemy wszystko od nowa i będzie jak dawniej. Nie kończ naszej znajomości. Proszę, odezwij się Nel. Błagam.

Nie odpuszcza, a powinien. Może i mogłabym mu wybaczyć, ale nie mogę. Powinnam zamknąć raz na zawsze ten rozdział, tak, jak zrobiłam to z Tomem wcześniej. Nie chce znów cierpieć, tylko dlatego, że mu ponownie zaufałam, a nie powinnam. Jeśli będzie nam dane, spotkamy się jeszcze. Wtedy spróbujemy jeszcze raz. Najwyraźniej to nie jest nasz czas.

 - Proszę, proszę. Kogo nam tu przywiało?

Dobrze wiedziałam do kogo należy ten drwiący głos. Miałam nadzieję, że chociaż przez chwilę pobędę sama. Najwyraźniej nie mogę. Może to dobry moment, żeby zakończyć temat związany z blondynką. Jesteśmy same, więc nie będzie przed nikim udawać pokrzywdzonej i niewinnej.

 - Czego chcesz? – warknęłam, nie odwracając się.

 - Tego co ostatnio, zniszczyć ci życie – zarechotała złośliwie, stając naprzeciw mnie.

 - Jaki masz w tym cel Brown? Dlaczego mnie tak nienawidzisz?! – zmarszczyłam barwi, na co roześmiała się szaleńczo.

 - Nie udawaj niewiniątka Adkins. Jesteś wszystkiemu winna. Gdyby nie ty moje życie byłoby idealne. Oczywiście musisz wszystko psuć – warknęła ze złością.

 - Psuć? – wybałuszyłam oczy. – To TY jesteś toksyczna żmiją. To TY rujnujesz mi życie! – zacisnęłam zęby, próbując nie wybuchnąć.

 - Oh… Wiesz co? Jesteś naiwna i głupiutka – zacmokała. – Odbiorę ci go, tak jak TY mi odebrałaś kogoś na kim zależało mi najbardziej! – złapała pukiel moich rozpuszczonych włosów. – I wiesz co? Idzie mi to szybciej niż myślałam – znów zarechotała. – Przegrałaś – uśmiechnęła się kpiąco, ściskając moje ramię.

 - Puszczaj! – wysyczałam, strącając jej rękę.

Blondynka zrobiła krok do tyły i łapiąc moją rękę. Wciągnęła mnie razem z sobą do lodowatej wody. Nie docierało do mnie nic, prócz pulsującego bólu mojej kostki. Syknęłam, czując jak moja noga utknęła w szczelinie, znajdującej się w pomoście. W końcu po paru minutach podwodnej walki, udało mi się uwolnić i wypłynąć na powierzchnię. Rozejrzałam się za miejscem, w którym mogłabym swobodnie wyjść z oceanu, podciągając nosem.

 - Nel!

Odwróciłam się w stronę zdenerwowanego głosu. Zdenerwowanego? Wściekłego! Spojrzałam na przyjaciela, obejmującego zapłakaną Lily. Czyli o to jej chodziło! Przygryzłam wargę, próbując powstrzymać cisnące się do oczu łzy.

 - Coś ty narobiła! – wskazał na ranę zdobiącą jej czoło. – Porozmawiamy sobie o tym – warknął.

 - J-ja…

Niewiele myśląc, podciągnęłam się na rękach, by wyjść z wody. Stanęłam przemoczona, patrząc, jak brunet na sąsiednim pomoście, oddalonym o trzy metry od mojego, pomaga jej wyjść z wody. To koniec. Definitywny koniec. Wciągnęłam z sykiem powietrze patrząc na tą dwójkę. Pocałowała go. On to odwzajemnił. Odwzajemnił! Oblizałam słone od łez, usta. Muszę uciec. Muszę… Nie zważając na ból w kostce, zaczęłam biec w stronę domu. Odtrąciłam od siebie po raz kolejny obraz sytuacji z przed chwili. Wsiadłam rozgoryczona do autobusu, który właśnie miał odjeżdżać. Zajęłam miejsce na samym końcu, dając upust moim płynącym już łzą. Nie kocham jej. Kłamał. Kłamał za każdym razem, kiedy mówił, że nic go z nią nie łączy. Wciągnęłam powietrze z drążąc warga. Kłamał. Odwzajemnił pocałunek. Wolał to ukrywać. Nienawidzę go. Brown dopięła swego. W jednym jednak się nie pomyliła. Jestem głupia i naiwna. Jak mogłam pomyśleć, że mogłam się choć trochę my podobać.

Otarłam łzy, które płynęły po moich policzkach. Nawet nie zauważyłam, kiedy znów zaczęłam płakać. Schowałam twarz w dłoniach, próbując skupić się na nadchodzącym balu. Chcę wyglądać perfekcyjnie. Zasłużyłam na to. Ciężko pracowałam, by dostać się tam, gdzie mam szansę się udać. Opadłam na poduszkę. Obiecałam Tomowi, że pójdę z nim na ten bal. Nie chce go zawieść i wyglądać jak zmokła kura. Co to, to nie. Będę wyglądać tak, jak na kobietę przystało. Chcę, by rodzice byli ze mnie dumni, chociaż pewnie i tak są. Podniosłam się zirytowana, słysząc kolejne wibracje telefonu. James.

Jesteś jedynym powodem, dla którego ja jestem. Jesteś moimi wszystkimi powodami2

Przeniosłam mimowolnie spojrzenie na napis, znajdujący się nad moim łóżkiem. On nie wie, kiedy powinien się poddać.

Cytat jednak posiada głęboki sens. Możemy go porównać nie tylko do miłości dwóch kochanków, ale również do miłości braterskiej, przyjacielskiej, matczynej czy siostrzanej. Słowo miłość nie oznacza koniecznie cielesnych pocałunków, nie odnosi się tylko do życia małżeńskiego, chociaż tak często kojarzymy to słowo. Przenosimy się oczyma wyobraźni do sceny, w której młody chłopak obejmuję swoją dziewczynę. Dlaczego nie kojarzymy jej ze swoją mamą, babcią, ciocią, tatą czy dziadkiem? Warknęłam zirytowana słysząc ponowne wibracje telefonu. James. Znowu. Nie ma mowy, nie odbiorę. Kiedy połączenie dobiegło końca, sprawdziłam pocztę głosową. Nagrał się. Zaciekawiona, odtworzyłam ją.

Nel, proszę odezwij się. Nie zrezygnuje z ciebie. Pamiętasz nasz pocałunek? Kłamałem. Ja… Bardzo go chciałem, ale stchórzyłem. Znaczył dla mnie więcej niż możesz sobie wyobrazić.

Zachłysnęłam się powietrzem, słysząc jego słowa. Jak to nie był zwykły impuls? To znaczy, że jestem dla niego kimś więcej niż przyjaciółką? A raczej byłam… Dlaczego powiedział to tak późno? Przecież odwzajemniłam jego pocałunek. Chciałam tego. Miałam nadzieję, że odwzajemnia moje uczucia, potwierdzając to swoim uczynkiem. Jaki sens mają teraz jego słowa? Nawrzeszczał mnie. Przecież to nie ja ją wepchnęłam! Znowu dałam się podejść. Miała racje, jestem naiwna i głupia. Uwierzyłam, że tym razem blondynka, ponownie nie zasieje fermentu w moim życiu. Jakże się myliłam… Gdyby brunet znał prawdę, nie postąpiłby tak. Wiem to. Sama nie wiem co mam myśleć. Z jednej strony chce porozmawiać z przyjacielem (a raczej już byłym), jednakże z drugiej wiem, że Lily ponownie wmiesza się w naszą relacje. Nie mam na to siły. Nie mam siły. Podciągnęłam nosem, odkładając telefon. Chciałbym zniknąć, chociaż na chwilę, żeby zapomnieć o swoich problemach. Gierki blondynki nie robią na mnie większego wrażenia, lecz to, że mój (były) przyjaciel bardziej wierzył jej, jakby mnie nigdy nie poznał - tak. James dobrze zna moje zalety i wady, lecz mimo to postanowił uwierzyć obcej osobie. Muszę w przestać powtarzać to samo w kółko.

 - Jestem! – do pokoju wtargnęła rozweselona Lea. – Mam wszystko, co jest nam potrzebne – spojrzała na mnie. – Neli… - westchnęła, dosiadając się.

 - On go nie żałował, rozumiesz? – prychnęłam zirytowana.

 - Wiem o tym – przyznała, drapiąc się po nosie. – Wiem co do ciebie czuje. – Spojrzałam na nią zaskoczona. Ona o wszystkim wiedziała. – Nie mogłam ci tego powiedzieć, choć bardzo chciałam, ponieważ takie sprawy, powinniście załatwiać pomiędzy sobą.

 - Wiem, dziękuje, że przyłaś – uśmiechnęłam się słabo.

 - James mnie prosił, a właściwie to błagał, bym przekonała cię do rozmowy. Jak nie jest po za domem, cały swój czas przesiaduje w swojej sypialni. Nie dopuszcza do siebie nikogo. Jack…

 - Zranił mnie! – warknęłam poirytowana, wstając. – Ostrzegałam go! Odpuściłam mu wiele rzeczy, ale tym razem przesadził! Nie mam siły na to, by znów przechodzić przez to samo. A wszystko idzie właśnie w tym kierunku – przeczesałam ręką rozpuszczone włosy.

 - Wiem, chce tylko powiedzieć, że cierpi z powodu twojej decyzji.

 - Dlaczego mi nie powiedział? Miał setki, jak nie tysiące okazji, by to zrobić!

 - Wiedział, że prędzej, czy później zostanie przeniesiony. Nie chciał, żebyś cierpiała. Wiesz, że związek na odległość jest bardzo trudny.

 - Przecież mogłabym studiować w Nowym Jorku, dostałam propozycje z tamtych uczelni – przygryzłam wargę. – Poradzilibyśmy sobie.

 - Wiem Nel, nie chce cię do niczego zmuszać. Nie ważne co zdecydujesz, zawsze pomogę – uśmiechnęła się.

Usidłam na kanapo-parapecie, mając kompletny mentlik w głowie. Dlaczego ta sprawa, aż tak bardzo musiała się skomplikować. Może gdybym spojrzała na nią, jak należy, nie doszłoby do tego. Tylko, że… Bałam się tego, co mogłoby się stać, gdybym do niego podeszła. W tamtej chwili, widząc jego reakcje… pomyślałam, że byłby zdolny, by mnie uderzyć. No cóż, nie cofne czasu. Dla na obojga będzie lepiej, jeśli skończymy naszą znajomość. Może to, że nie potrafiliśmy rozmawiać, było sygnałem, który miał oznaczać koniec naszej relacji. Chociaż trudno mi się z tym pogodzić, uważam to za najlepszą decyzje. Każde z nas pójdzie własna drogą, a jeśli one się kiedykolwiek znów skrzyżują, będzie to znak, że powinniśmy zacząć od nowa.

 - Koniec załamywania się!

Nim zorientowałam się, co brunetka zamierza zrobić, zostałam pociągnięta w stronę łóżka, na którym dziewczyna porozkładała fotografie fryzur i makijażu. Byłam pod wrażeniem stopnia, w jakim się przygotowała. Nie spodziewałam się, że potraktuje to, aż tak bardzo poważnie. Przyznam, że nawet tego tak nie traktowałam. Zerknęłam na bordową sukienkę wiszącą na wieszaku.

 - Użyłabym odcieni szarości i brązu – zmarszczyła brwi brunetka, przekładając kartki. – Jeśli koniecznie chcesz, mogę wybrać złoto, jednak uważam, że szarość będzie się lepiej komponować. No i oczywiście fryzura…

 - Co powiesz na to? – wskazałam jedno ze zdjęć.

 - Nie, proponowałabym coś pośredniego, spójrz – podsunęła mi kartkę.

 - Nie podoba mi się.

 - Tobie się nie spodoba, czy Tomowi? – uniosła brew.

 - Idziemy z Tomem tylko i wyłącznie jako przyjaciele. Nawet na randce porównywałam chłopaka do Scotta – parsknęłam, nie zdając sobie sprawy ze swoich słów.

 -Oj Nel, Nel… Jesteś zadłużona po uszy – westchnęła.

 - A ty niby nie? Widzę, jak patrzysz na Jacka. Z reszta on tak samo patrzy na ciebie.

 - Wybierzmy coś w końcu, bo nie zostało dużo czasu – zawstydzona, przełożyła nerwowo kartki.



***

Patrzyłam na swoje odbicie gotowa do wyjścia. Podziwiałam przyjaciółkę za tak misterną fryzurę. Po lewej stronie biegł pokaźny warkocz moich jasnych włosów, który swoje miejsce kończył w arcymistrzowskim koku. Całość sprawiała wrażenie trochę niedbałego i nieskończonego dzieła. Pamiętam, gdy byłam jeszcze dziesięcioletnim dzieckiem, poprosiłam Lily, by obcięła mi włosy do ramion. Widziałam, jak blondynka bardzo chętnie pomogła mi wykonać tę czynność oraz długie pukle włosów, które opadały na ziemię. Początkowo żałowałam, że to zrobiłam, jednak kiedy zobaczyłam swoje odbicie, byłam zachwycona. Brown bardzo się starała, by wszystko wypadło równo. Użyła do tego nawet linijki. Byłam podekscytowana, kiedy rodzice mieli po mnie przyjść. Oczyma wyobraźni widziałam ich zachwycone miny, które z podziwem patrzą na pracę mojej przyjaciółki. Tak się jednak nie stało. Zamiast zachwycenia na ich twarzach widniało przerażenie. Dokładnie pamiętam słowa swojej reprymendy, której się zupełnie nie spodziewali: „Liluś się tak bardzo starała, a wy nie potraficie tego docenić! Przez was jest jej teraz smutno!”. Moje rozgoryczenie postawą rodziców, sięgało zenitu. Oczywiście na moje słowa zareagowali gardłowym śmiechem, który rozniósł się po całym domu. Mimo to, dostałam zakaz oglądania bajek na cały tydzień. Poszłabym wtedy za przyjaciółkę w ogień. A teraz? Pozostały mi same wspomnienia… Dziewczyna jako dziecko bardzo lubiła robić księżniczką w kolorowankach makijaż. Niektóre wyglądały przekomicznie, niczym klany z przesadną czerwienią na policzkach. Obiecała mi, że na bal umaluję mnie, jak prawdziwą królewnę. Nigdy nie sądziłam, że skończymy jako „wrogowie”. Muszę przestać o tym myśleć, to ma być mój wieczór. Dzisiaj nie liczy się nic oprócz tego, że mam się dobrze bawić. Zerknęłam jeszcze raz na swoje oczy, sprawdzając, czy mój cień do powiek, nadal się trzyma. Wszystko jest idealnie. A przynajmniej tak powinno być. Przymknęłam oczy, wzdychając. Powinnam zrobić to teraz, zanim całkowicie się rozmyśle. Otworzyłam ostatnią wiadomość od Jamesa.

Nel, nie odpuszczę. Musimy porozmawiać. Nie uciekniemy od tego.

Przełknęłam ślinę, analizując w głowie jego słowa. Może i nie ucieknę od tego, ale przynajmniej mam czas na to, by wszystko jeszcze raz przemyśleć. W końcu będziemy musieli się skonfrontować. Przygryzłam wargę wahając się. Ten jeden raz nie stchórzę.

Wierzyłam we wszystko co do mnie powiedziałeś. Zawsze powtarzałeś, że Lily nie będzie dla Ciebie tak ważna, jak ja. Pokazałeś jakie odzwierciedlenie mają te słowa w rzeczywistości. Nie rozumiem, dlaczego ukrywałeś przede mną swoje uczucia, którymi mnie darzyłeś. Lea mi wszystko opowiedziała (nie gniewaj się na nią). Chciałabym, żebyś wiedział, że to nie ja wepchnęłam blondynkę. Sama wpadła do wody, ciągnąc mnie za rękę. Wiesz co? W jednym miała rację, jestem naiwna i głupia. Wybaczałam Ci za każdym razem i wierzyłam w każde Twoje słowo. Pomimo ogromnej dziury, jaką we mnie po sobie zostawiłeś, nie żałuje naszej przyjaźni. Dzięki Tobie pogodziłam się z rodzicami, ponownie uwierzyłam, że jednak mogę odnaleźć swoje szczęście. Czas jednak zakończyć naszą znajomość na zawsze. Nie pisz, nie dzwoń.

**

Przymknęłam oczy, opierając się o pionową deskę altany. Wiatr delikatnie muskał moją zmęczoną twarz. Przeprosiłam Toma, chcąc pobyć przez chwilę sama. Stopy bolą mnie niemiłosiernie od szybkich kawałków, jakie zagwarantowała nam grająca kapela. Nie myślałam, że aż tak zatęsknię do początków liceum. Oficjalnie to jest dzień, w którym ostatni raz jestem w tej szkole. Doskonale pamiętam pierwsze rozpoczęcie roku w tej instytucji. Byłam bardzo poddenerwowana i nerwowo gniotłam skrawek sukni, siedząc na auli. Bardzo się cieszyłam, kiedy spostrzegłam, jak Tom zmierza w moim kierunku. Nie wiedziałam jednak, że to zapoczątkuje lawinę zdarzeń, które odebrały mi na nieokreślony czas wszelkie chęci do życia. Zresztą pojawienie się Jamesa w tej placówce, poskutkowało tym samym. Może jest coś w tych murach.

Samochód zatrzymał się w końcu.

 - Dzięki – rzuciłam wychodząc.

 - Nel! Zaczekaj! – zamknąwszy szybko auto, Scott podbiegł do mnie. – Zaprowadziłabyś mnie do gabinetu dyrektora? Mam dzisiaj z Mattem poprowadzić zajęcia z bezpieczeństwa.

 - Jasne – ruszyliśmy w stronę szkoły. – Tylko – zatrzymałam go – jeśli jakaś blondynka się do mnie przyczepi albo będzie coś mówiła… to zignoruj to, proszę. Dobrze?

 - Bez problemu – uśmiechnął się.

Zaraz jak tylko przekroczyłam próg szkoły, poczułam wlepione we mnie spojrzenia. No tak, dawno nie weszłam do szkoły z chłopakiem. Kątem oka zauważyłam Toma, który z zazdrością przyglądał się brunetowi. Chłopak spojrzał na mnie niepewnie.

 – Chyba już zdążyłem kogoś zdenerwować – szepnął.

 - Nie zwracaj na niego uwagi – odparłam beznamiętnie.

 - Jak sobie życzysz – uśmiechnął się.

Lily przed gabinetem dyrektora. Świetnie. Myślałam, że pan Brown po ostatnim wybryku córki zapłacił i dali jej spokój. Może w końcu odpowie za swoje czyny. Niestety to jeszcze nie dziś. W tej szkole pieniądze zapewniają jej ochronę. Pf… Oczywiście, dopóki jej ojciec, nie przestanie na nią łożyć.

 - Nel, przedstawisz mnie może koledze? – zapytała z uśmiechem, gdy już zatrzymaliśmy się przed gabinetem. Zignorowałam ją, siadając. – Przepraszam – posmutniała. – Przepraszam cię za to, co ostatnio ci zrobiłam. Nie wiedziałam, że to cię tak bardzo zrani – przysiadła się do mnie, łapiąc za dłoń. Jeszcze tego brakuje, żeby mnie dotykała. James spojrzał na mnie pytająco. – Dobrze – powiedziała zrezygnowana. – Jeżeli wybaczysz mi kiedyś, odezwij się – odeszła.

Wiedziałam, że to nie wróży nic dobrego. Mimo to, postanowiłam nie baczyć na przeszłość i zdolności blondynki, zaprzyjaźniając się z brunetem. Nie chce sobie wyobrażać, jakby wyglądało moje życie bez tej przyjaźni. To i tak nie miało, by sensu. Powinnam zostawić się za sobą wszystko to, co miało miejsce. W końcu zaczynam nowy rozdział życia i nie wiem, co mnie w nim spotka. To ode mnie w głównej mierze, zależy co się stanie z moim życiem i, jak je przeżyję. Mogę zapomnieć o studiach, poddając się tylko i wyłącznie hobby lub rozwijać się oraz dokształcać, poszerzając moją wiedzę. Jeżeli ten kierunek okaże się nie odpowiedni, mogę spróbować na innym. Nie warto wybiegać w zbyt daleką przyszłość, nie widząc co będziemy jeść nazajutrz na śniadanie. Równie ważne są rzeczy małe i należy nauczyć się z nich cieszyć, ponieważ tylko wtedy nauczymy doceniać się to, co mamy oraz cieszyć z tych dużych.

Czując czyjąś ręką na mojej tali, podskoczyłam przestraszona. Nim zorientowałam się, zostałam przyciągnięta do twardego torsu, czując, jak miękkie usta całują moje. Znam je. To James. Poczułam przyjemne mrowienie w brzuchu, które było bardzo znajome. Jedna z silnych dłoni bruneta, spoczęła na moich plecach, uniemożliwiając odsunięcie się, drugą natomiast obejmował mój policzek. Zarzuciłam dłonie na jego kark, oddając pocałunek, którego tak bardzo pragnęłam. Całował niepewnie, ale z największą czułością. Czas zwolnił, specjalnie dla nas. Wszystko wokół nas przestało mieć jakiekolwiek znaczenie. Jesteśmy tylko my i nasza miłość. Tak bardzo chciałabym, by ta chwila trwała już na zawsze. Życie to jednak nie bajka, a świat instytucja do spełniania życzeń. Mężczyzna oparł swoje czoło o moje, łapiąc oddech. Przygryzłam wargę, wpatrując się jego oczy.

 - Nel…

 - Wracaj do Lily – warknęłam po chwili lekko oszołomiona, nie mogąc pojąć, co się przed chwilą stało.

 - Jestem tu jako ochrona – westchnął. – Zerwałem z nią kontakt. Odwzajemniłem jej pocałunek tylko dlatego, że byłem wściekły i w ten sposób mogłem wyrzucić z siebie gniew. To…

 - Tym bardziej powinno cię tu nie być – spuściłam wzrok. – Wracaj do obowiązków, nic tu po tobie – ponownie spojrzałam mu w oczy, przełykając ślinę.

 - Kocham Cię Nel, na przekór losowi – szepnął, wpatrując się w moje oczy. – Nie mogę cię stracić. Potrzebuję cię, ponieważ cię kocham1. Jesteś częścią mnie, jeśli odejdziesz… - przerwał przestraszony. - Błagam, zostań. Zaczniemy od nowa. Bardzo żałuje, że nie powiedziałem ci wcześniej o tym, co do ciebie czuje. Pocałunek na plaży, był dla mnie bardzo ważny. Stchórzyłem, wiem. Nie zostawiaj mnie, błagam. Zobaczysz, będziemy jeszcze szczęśliwi – głaskał kciukiem mój policzek mokry od łez. – Kocham cię – nachylił się, by znów mnie pocałować. W żołądku znów poczułam przyjemną lekkość. Odwzajemniłam pocałunek, choć wiem, że nie powinnam. Byłam rozdarta pomiędzy rozumem i sercem. Pierwszy z nich ganił mnie za moje lekkomyślne postępowanie (jakby to było pierwszy raz), które mogło go bardzo zranić. Drugi natomiast pragnął wciąż więcej, chcąc czuć bliskość bruneta. Powinnam wybrać, którąś z tych opcji, ale postanowiłam, że nie wybiorę żadnej. Każda z nich mogła zaciągnąć mnie w skrajności, do których nigdy nie chciałam dojść. To nie byłoby dobre rozwiązanie.

 - James, kocham cię. Nawet nie wiesz ile razy marzyłam momencie, w którym mi to mówisz. Nigdy przy nikim nie czułam się tak bezpiecznie i dobrze, jak przy tobie. Uwielbiam, kiedy mnie obejmujesz i trzymasz moją dłoń, wypełnia mnie wtedy przyjemne ciepło i jednocześnie wiem, że wszystko będzie dobrze, inne sprawy przestaje mieć większe znaczenie – spuściłam wzrok – Jednakże lepiej będzie, jeśli skończymy naszą znajomość. Nie próbuj mnie przekonywać, że możemy wszystko odbudować, wiem o tym. Nie chce znów cierpieć, James. Najwyraźniej tak miało być. Możliwe, że nasze drogi znów się zetną i spotkamy się, być może w najmniej oczekiwanym przez nas momencie. Jednak teraz… - przygryzłam wargę, wpatrując się w jego zaszklone oczy – to nie jest nasz czas. To koniec. Żegnaj James.

Odsunęłam się od brunet, zmierzając w kierunku wyjścia. Przygryzłam wargę próbując się nie rozpłakać. To koniec. Żegnaj James.

1 Piękny Umysł
2 Niedojrzała miłość mówi: kocham cię, ponieważ cię potrzebuję. Dojrzała mówi: potrzebuję cię, ponieważ cię kocham. ~ Erich Fromm

**** 
Cześć i czołem!
Pisałam to zakończenie ze dwa razy, ale za każdym razem mi nie wychodziło. Powiedzmy sobie szczerze, nie najlepiej wyszło, a z Nel zrobiłam rozchwiana emocjonalnie dziewczynę. No cóż. Mam jednak nadzieję, że jesteście choć trochę utysfakcjonowani.
Jeśli się wyrobię, historia skończy się w niedzielę. Potraktujcie to jako taki mały maraton.
Pozdrawiam!
Do zobaczenia!

PS. Wybaczcie za przerwy, ale nie mogę ich poprawić.

9/20/2017

Rozdział 11


Od dwóch tygodni nie ma z nami Elizy i Matta, zupełnie jakby rozpłynęli się w powietrzu. Bardzo za nimi tęsknie. Nadal nie mogę uwierzyć, że już nigdy nie spojrzę na roześmianą twarz brunetki. Ona jest... A raczej była jak świetlik w ciemną i ponurą noc. Rozjaśniała drogi w smutku i dawała nadzieję na to, że będzie lepiej. Wystarczy spojrzeć na sprawę z perspektywy osoby trzeciej. Poniekąd to ona pomagała mi w sprawach sercowych. Lea nigdy nie chciała się w to bawić, czego nie miałam jej za złe. Bała się i nadal boi, że jej rada może pogorszyć sytuację.
Eliza już nigdy nie założy wymarzonej sukni ślubnej i nie przytuli do piersi swojego dziecka, którego pragnęła. Matt nic nie wiedział, ale dziewczyna wybrała już imiona dla swoich przyszłych dzieci. Tak bardzo cieszyła się na wspólną przyszłość z starszym Scottem. Chciałabym zamieszkać w dużym domu z ogródkiem, basenem i psem, który poprawiałby nam humor w złe i ponure dni. Dzieci goniłby się po drewnianej podłodze, a ja z Mattem organizowalibyśmy dla nas grille. Bylibyśmy bardzo szczęśliwi, pomimo naszych małych kłótni. Odebrał jej to wszystko naćpany nastolatek, który postanowił zabawić się po imprezie w domu swojej dziewczyny. On nawet nie miał prawa jazdy, a auto, którym wtedy jechał, zostało przez niego skradzione. Jego rodzice pojawili się na pogrzebie pary, który odbył się tydzień temu. Bardzo przepraszali, tłumacząc się, że syn urwał z nimi kontakt pół roku temu zostawiając swój dom dla kumpli. Powiedzieli coś co zaskoczyło nie tylko rodziców Elizy, ale również zebranych. Oddalibyśmy wszystko, by to nasz syn zginął w tamtym wypadku. To zdanie dało mi wiele do myślenia. Czy to oznacza, że już dawno zrezygnowali ze swojego syna? A może uważali, że tak byłoby lepiej dla niego? Zawsze myślałam, że matka, która kocha swojego syna, chce by żył pomimo popełnionych błędów i nie wyobraża sobie jego śmierci przed jej odejściem. Widziałam, jednak zmęczenie wymalowane na ich twarzach. Nie wyobrażam sobie, ile ta kobieta musiała przepłakać nocy, chociaż pewnie to niewiele dało. Niestety nie cofniemy czasu, pozostaje nam przyjąć trudną rzeczywistość. To co muszą czuć państwo Stevenson jest straszne. Śmierć kolejnego dziecka musi być starszym przeżyciem. Eliza miała małą siostrzyczkę, lecz ta umarła po trzech dniach od narodzin. Jej serduszko nie pracowało tak, jak powinno, co doprowadziło do zgonu pomimo starań lekarzy. Pani Stevenson, długo nie mogła się po tym pozbierać. Kiedyś słyszałam, jak powiedziała do mamy, że nie żałuje żadnej ze swoich decyzji odnośnie Rose, ponieważ od zawsze chciała trzymać ją w ramionach, chociażby przez chwilę. Mimo, że jej serduszko nie było sprawne podczas badań, nie traciła nadziei i nie usunęła ciąży, tak jak zalecał jej lekarz. Wręcz przeciwnie, zdenerwowała się na niego, ponieważ potraktował jej mała fasolkę małostkowo. Przecież może pani ponownie zajść w ciąże, ponieważ jest pani zdrową kobietą. Nie ma żadnych przeciwskazań. To dziecko urodzi się chore, a następne być może zdrowe. Z rozmów rodziców wiem, że już nigdy nie poszła do tego lekarza. Nie dziwię się. Pomimo śmierci dwójki dzieci, mają dla kogo żyć. Starszy brat Elizy wkrótce zostanie ojcem. Nie planuje na razie ślubu, ponieważ jego narzeczona nie chce, by wyglądało to na małżeństwo z przymusu. Ponadto, pragną dać jej imię po cioci, która żyła zbyt krótko na tym świecie, by umierać z powodu nieodpowiedzialnego nastolatka.
Zastanawiam się, co on musi teraz czuć. Zapewne powiedzieli mu o zaistniałej sytuacji, ponieważ wniesiono przeciwko niemu pozew do sądu o spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym, przez jego rodziców, którzy uważają, że tylko jeśli poniesie odpowiedzialność za swoje czyny, zrozumie w co brnie i w czym już jest. Podziwiam tych ludzi. Byli w stanie donieść na własnego i zarazem jedynego syna. To czyn godny podziwu, niejedna matka ślepo broniłaby swojego dziecka, mimo szkód jakie wywołał. Oni jednak zachwali trzeźwość i nie dali się zwieść rodzicielskiej opiece.
Westchnęłam patrząc na powieszony obraz przyjaciół. Od dnia randki nie słyszałam ani on Lily, ani o Tomie. Jestem wdzięczna Hudsonowi, że dał mi czas, by pobyć samemu z przyjaciółmi. Potrzebowałam tego. Ciężko będzie nam wrócić do rzeczywistości, a w szczególności braciom. Ich rodzice oraz dziadkowie nie żyją, więc mają tylko siebie. Wiem, że przyjacielowi nie w smak zbliżająca się przeprowadzka, więc prosił swojego przełożonego, by ten przeniósł ją na później. Nic jednak nie wskórał w tej sprawie. Obawiam się, że o mnie zapomni. Nie chce, by tak się stało. Zaczniemy nowy rozdział w swoim życiu, bez siebie. Co jeśli będziemy tak pochłonięci własnym życiem i zapomnimy nawet o jednej głupiej wiadomości? Bez względu na wszystko muszę iść dalej, by nie zatrzymać się w jednym miejscu. Mimo wielu przykrych wiadomości i panującej żałoby, pojawiła się te dobra wiadomość. Przyznano Jamesowi prawa rodzicielskie nad Emily. Parę dni temu odbyła się rozprawa, podczas której sędzia ogłosił wyrok. Mężczyzna ma ją odebrać dzisiaj po pracy. Prosił mnie, bym pojechała tam z nim, ale nie jestem co do tego pewna. Powinien pobyć z nią trochę sam na sam. Mała zapewne będzie miała ogrom pytań, na które będzie chciała znać odpowiedź. Jestem pewna, że Scott będzie dobrym ojcem. Obawiam się tylko, że może ją trochę za bardzo rozpieścić. Zastanawiam się, czy myślał o tym, że być może będzie sam. To przykre, ale dzieci zazwyczaj odstraszają potencjalnych partnerów. Nie wiem z czego to wynika. Prawdopodobnie duża odpowiedzialność ponoszą strach i panika. Chociaż, czy tak naprawdę da się przygotować do rodzicielstwa? Czy nie jest tak, że świeżo upieczeni rodzice uczą się dopiero wychowywać swoje dzieci? Z pewnością przy drugim i kolejnym dziecku ma się doświadczenie dużo większe. Zawsze można się poradzić rodziców, sąsiadek oraz poczytać w Internecie. Moi rodzice również bali się na początku. Tata powiedział kiedyś, że przewinął mnie pierwszy raz dopiero po pięciu miesiącach, ponieważ bał się, że coś mi zrobi. Zanim nakarmił mnie z butelki, zawsze dawał mamie mleko, by sprawdziła, czy nie jest za gorące. Uważam, że jeśli się czegoś bardzo chce, można to osiągnąć. Tak samo jest z moją relacją, którą tworzę z Brown. Może i bym mogła dać szansę Lily, ale ona tego nie chce. Nic na siłę. Jestem w stanie żyć bez dziewczyny. Dobrze wiem, że James, chciałby bym znów się z nią zaprzyjaźniła. Może myśli, że w ten sposób pozbył by się problemów i niepotrzebnych kłótni. Chce to już mieć za sobą.
Uśmiechnęłam się, patrząc na białego pluszowego króliczka. Mimo protestów Jamesa, kupiłam tego pluszaka. Mam zamiar wręczyć go jako prezent powitalny dla małej. Wiem od bruneta, że zawsze chciała mieć zwierzątko. Teraz będzie je miała. No przynajmniej w jakimś stopniu. Chociaż podejrzewam, że James kupi jej prawdziwego zwierzaka. Może nie będzie to pies, ale chociażby gryzoń. Westchnęłam widząc wibrujący telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. James.
 - Tak, słucham?
 - Mam nadzieję, że jesteś gotowa - usłyszałam jego podekscytowany głos w słuchawce telefonu.
 - Wolałabym, żebyś pojechał sam - westchnęłam.
 - Nie ma mowy, Emily nie może się doczekać, kiedy cię zobaczy - zaśmiał się. - Pośpiesz się, nie chce by dłużej tam siedziała.
 - Jesteś uparty - pokiwałam zrezygnowana. - Dobrze, już schodzę - rozłączyłam się, nie czekając na jego odpowiedź.
Wziąwszy zapakowanego w celofan królika, wyszłam przed dom. Zerknęłam na wpatrzonego w telefon mężczyznę, dopóki dźwięk klaksonu mnie nie obudził. Speszona, zajęłam miejsce pasażera, karcąc się za swoje zachowanie.
 - Mówiłem, żebyś nie musisz nic kupować - zmierzył mnie wzrokiem.
 - Uspokój się tatuśku - zaśmiałam się, widząc jego zdenerwowanie. - Mała zawsze chciała mieć zwierzątko, więc będzie miała chociaż pluszaka - zapięłam pas.
 - Boję się, że nie będę dobrym ojcem - westchnął ruszając z miejsca. - Oczywiście opiekowałem się już dziećmi, ale one nie były moje - przeczesał ręką włosy. - Co jeśli zrobię coś nie tak? Chce jej dać wszystko co najlepsze.
 - Nauczysz się - położyłam dłoń na jego, którą trzymał gałkę od skrzyni biegów. - Nie od razu Rzym zbudowano - uśmiechnęłam się, chcąc dodać mu otuchy.
 - Dziękuję, że jesteś - posłał mi delikatny uśmiech.
Czasami zastanawiam się, co by się stało, gdyby się ze mną związał. Emily nazywałaby mnie "mamą", czy pozostałabym dobra "ciocią"? Z pewnością pokochałabym ją, jak własna córkę. Najważniejsze... Do czego wtedy posunęłaby się Lily, by zniszczyć naszą relację? Kiedyś przez zupełny przypadek usłyszałam, jak rozmawia ze swoimi nowymi przyjaciółkami w damskiej toalecie (wcale ich nie podsłuchiwałam). Powiedziała, że nigdy nie związałaby się z mężczyzną, który ma dziecko. Chciałabym w to wierzyć, ponieważ może to choć na chwilę stopi jej zapał względem brunet. O czym ja myślę! Przecież nigdy jej nie zależało na bliższej relacji z Jamesem. Chce się mi tylko odpłacić, chociaż nie do końca wiem za co. Zawsze myślałam, że jesteśmy świetnym przykładem przyjaźni na zawsze. Oczywiście to było bardzo dziecinne myślenie, ale jakże realne w tamtej chwili. Planowałyśmy nawet wspólny ślub oraz miesiąc poślubny. Przeliczyłam się. Blondynka wiedziała, że Tom był dla mnie kimś więcej niż przyjacielem i wykorzystała to bez skrupułów. Zawsze wydawało mi się, że ma wszystko, czego tylko zapragnie, zwłaszcza, że pan Brown często pilnował, by niczego jej nie brakowało. Nie powinnam teraz o tym myśleć, kiedy jadę po córkę mojego przyjaciela. Uśmiechnęłam się, widząc przed oczami twarz rozbawionej dziewczynki, wpadającej w jego ramiona. Przymknęłam oczy, wciągając powietrze. Nagle zapragnęłam być częścią tego nie realnego obrazu. Trzymać bruneta za rękę, na której widniałaby obrączka. Patrzeć, jak Emily szybko rośnie i bawi się białym, pluszowym króliczkiem. Nie mogę uwierzyć, że wciąż robię sobie tą głupią nadzieję o sytuacje, w której mężczyzna może mi wyznać miłość.
 - Nel, mówię do ciebie. Słuchasz mnie w ogóle? - zmarszczył brwi, nie spuszczając oczu z drogi. - Coś się stało? - zapytał zaniepokojony, zerkając na mnie.
 - Nie nic, zamyśliłam się - wysiliłam się na uśmiech, który o dziwo wyglądał jak powinien.
 - Mówiłem, że moglibyśmy zabrać małą na lody, co ty na to?
 - Um… tak tak.
 - Na pewno wszystko w porządku? - zapytał podejrzliwie.
 - Tak - ucięłam krótko. - Moglibyśmy wybrać się na lody z maszyny - zaproponowałam, zmieniając temat. - Wiesz, którą lodziarnię mam namyśli.
 - Tą przy księgarni? Świetny pomysł - posłał mi szeroki uśmiech.
Chciałabym go zapytać o to, czy Lily wie o Emily. Jeśli nie wie, prawdopodobnie będzie dalej brnęła w swoją głupią gierkę uprzykrzenia mi życia. A co jeśli wie? Czy ona naprawdę zakochałaby się w mężczyźnie? Ona może mieć kogo zapragnie. Niewątpliwie większość chłopaków ze szkoły szaleje za nią i jej towarzystwem. Dlaczego w takim razie, musiała wybrać akurat niego? Nie znają się zbyt długo. Cóż... Jeśli się z nią zwiąże, będzie to fakt, z którym nigdy się nie pogodzę. Może to dziecinne, ale nie będę patrzeć jak Brown go przytula i całuje. Westchnęłam, w ciągając głośno powietrze do płuc.
 - Mogę o coś zapytać? - spojrzałam na niego niepewnie. Skinął głowa, zerkaj na mnie.
 - Czy Lily wie, że zostałeś ojcem? - zadałam nurtujące mnie od dłuższego czasu pytanie. Nim się zorientowałam, brunet zaparkował tuż pod docelowym budynkiem.
 - Neli - zaczął zrezygnowany - jestem zmęczony tematem Lily - spojrzał na mnie błagalnie. - Wiem, że za sobą nie przepadacie, rozumiem to. Po prostu odpuść - przeczesał ręką włosy. - Skup się na tym, co jest tu i teraz. Nie chce się kłócić.
 - Jak chcesz - mruknęłam wysiadając.
 - Nel - zamknął auto - nie bądź taka. Przyjechałem tu po Emily, chce by ten dzień był najlepszym w jej życiu. Napięcie między nami na pewno nie pomoże.
 - Masz rację - ruszyłam w stronę wejścia. - Przepraszam. Zapomnij, że pytałam - przygryzłam nerwowo dolną wargę.
 - Nie, nie wie – odpowiedział po chwili.
Odwróciłam się w stronę bruneta. Nie chciałam mu psuć humoru. Na drugi raz będę trzymała się cicho. Tak bardzo cieszył się z dzisiejszego dnia, a ja go zepsułam. Świetna ze mnie przyjaciółka.
Ruszył powolnym krokiem w moją stronę. Obserwowałam każdy jego ruch, starając się unikać jego wzroku, którym wiercił we mnie dziurę.
 - I nie musi - przystanął tuż przede mną.
Spojrzałam na niego zaskoczona, nie wiedząc co powiedzieć. Czy on właśnie zignorował osobę blondynki? Może nigdy nie mówił jej o tak ważnych sprawach, a ja tego nie widziałam zaślepiona zazdrością?
 - No już, idziemy - wskazał palcem na drzwi.
Wzdrygnęłam się, uświadamiając sobie, że ponownie muszę wejść do tego okropnego budynku. Nim się zorientowałam James splótł nasze dłonie. Lubię czuć jego dotyk. Nie protestując, dałam się prowadzić do głównego pokoju, w którym poznałam dziewczynkę. Schowałam trzymaną maskotkę za plecami, by nie psuć niespodzianki. Pomieszczenie nie uległo zmianie. Nadal było tu ponuro i nijako. Spojrzałam na dziewczynkę siedzącą na kanapie. Miała na sobie białą sukienkę z krótkim rękawem oraz czarne zniszczone buciki. Zdenerwowana bawiła się swoimi palcami. Pchnęłam bruneta do przodu, by dodać mu odwagi. Chrząknęłam rozbawiona, patrząc na bezradnego przyjaciela.
 - Jejms! - krzyknęła, wpadając mu w ramiona. - Myślałam, że juz nie przyjdziesz.
 - No co ty - zaśmiał się, całując ją w czoło. - Od teraz jesteś moja córeczką - postawił ją na ziemi. - Udało się.
 - Supel! – rozpromieniła się. - Nel! - przytuliła się do mojej nogi. - Jesteście z Jejmsem już parą? - zapytała, odsuwając się. Rozbawiona, dławiłam w sobie napad śmiechu.
 - Nie, nie jesteśmy - kucnęłam tuż przy niej. - Mam coś dla ciebie - wyjęłam zza pleców pluszaka. - Mam nadzieje, że się podoba.
 - Baldzo - przytuliła się do niej rozradowana, chwaszcząc celofanem. - To jedziemy juz do domu? - zapytała zniecierpliwiona.
 - Pójdziesz ładnie z Nel do samochodu, a ja do was zaraz dołączę, dobrze? - zapytał rozbawiony James.
Dziewczynka skinęła głową, łapiąc mnie za rękę. Nie mogąc się powstrzymać zerkała co chwilę na córkę przyjaciela, próbującą niezdarnie rozpakować swój prezent. Widząc widoczny na jej twarzy grymas, zaśmiałam się. Emily spojrzała na mnie nie rozumiejąc mojego rozbawienia. Pokręciłam głową, otwierając drzwi od samochodu. Pomogłam małej wdrapać się na fotelik.
 - Pomozes mi? – zapytała robią maślane oczka.
 - Nie ma sprawy – przypiąwszy ją pasem, rozpakowałam króliczka.

                Siedziałam na ławce wpatrzona w bruneta bawiącego się z córką. Mała przez całą drogę próbowała namówić go, by kupił jej jeszcze jednego loda. James się oczywiście na to nie zgodził, obiecując, że jeśli jutro będzie ciepło, kupi jej całe pudełko. Nieźle się dziwiłam widząc, jak ta mała istotka pochłonęłam dużego włoskiego w niecałe pięć minut. Razem wyglądają naprawdę uroczo. Zaśmiałam się widząc, jak blondynka próbuje go przewrócić. Zastanawiam się dlaczego Emily za każdym razem pyta, czy James jest moim chłopakiem. Czy to, by oznaczało, że mógł jej potencjalnie powiedzieć o swoich uczuciach względem mnie? Może po prostu chciałaby mieć też mamę. Życzę im tego. Z pewnością nie będę nią ja. Prawdopodobnie stracimy ze sobą kontakt, kiedy go przeniosą, a ja wyjadę na studia. Westchnęłam podnosząc się z ławki. Wybuchnąłem śmiechem, kiedy małej udało się go powalić. Pokręciłam głową, widząc jego minę.
 - Zamiast się śmiać, pomogłabyś mi – udał obrażonego.
Złapałam małą pod pachy, podnosząc ją z bruneta i okręciłam w powietrzu. W okól nas rozbrzmiał jej radosny śmiech. Postawiwszy ją na ziemi, poprawiłam sukienkę.
 - Będę już szła – oznajmiłam patrząc na bruneta.
 - Już? – zapytała z niezadowoleniem Emily.
 - Może podwieziemy cię chociaż do domu – zmarszczył brwi brunet.
 - Nie trzeba – posłałam im uśmiech. – Przejdę się – przytuliłam małą, obejmującą moje udo.
 - Jak coś to dzwoń – przytulił mnie.
Zaciągnęłam się zapachem jego perfum. Uwielbiam, kiedy to robi. Mogę ponownie poczuć jego bliskość i uwierzyć, że wszystko będzie dobrze, a Lily nie dosięgnie naszej relacji. Odsunąwszy się, ruszyłam w kierunku plaży. W końcu będziemy musieli porozmawiać na temat przyszłości. Jak nasza znajomość będzie wyglądała po jego przeprowadzce. Nie ma co odwlekać tego tematu, ponieważ w końcu i tak nas dopadnie. Lepiej zrobić to, kiedy mamy jeszcze czas. Ostatnio usłyszałam dziwną rozmowę rodziców. Szczerze to mnie ona zaniepokoiła. Nie rozumiem co miał tata na myśli mówiąc, że będę cierpieć. Mama również nie była z tego zadowolona, ale powiedziała, że musimy rozwiązać to sami. Tylko kogo miała namyśli mówiąc muszą. Może wiedząc o czymś, o czym powinnam wiedzieć, ale nie chcą się wtrącać w moje sprawy? Po części ich rozumiem, ale jeśli to ważne, chce wiedzieć.

Spacerowałam przez następne kilkanaście minut, starając się odpędzić od siebie wszystkie myśli. Nim się zorientowałam znalazłam się na końcu pomostu. Może oni wiedzą co do niego czuje i boją się, że będę cierpiała po jego przeprowadzce. Zresztą sama niedługo wybiorę się na studia. Jeszcze nie zdecydowałam, gdzie powinnam studiować. Wiem, że muszę się pospieszyć, ale nie potrafię zdecydować, mając nierozwiązaną sprawę na głowie. Od tej decyzji zależy moja przyszłość, nie chce jej podejmować z marszu. Ona musi być przemyślana, inaczej mogę jej pożałować, a tego bym nie chciała. Przymknęłam oczy, czując jak wiatr muska skórę mojej twarzy. Nie ważne co się stanie, będzie dobrze. Cierpliwości Nel, cierpliwości. Wszystko się ułoży. Podobno po burzy wychodzi słońce (a przynajmniej mam taką nadzieję). Tego się trzymajmy. Westchnęłam przywołując do siebie twarz Elizy. Tęsknie za nią. Ona by wiedziała, jak zaradzić tej sytuacji. No cóż, trzeba iść dalej.
 - Proszę, proszę. Kogo nam tu przywiało?
Dobrze wiedziałam do kogo należy ten drwiący głos. Miałam nadzieję, że chociaż przez chwilę pobędę sama. Najwyraźniej nie mogę. Może to dobry moment, żeby zakończyć temat związany z blondynką. Jesteśmy same, więc nie będzie przed nikim udawać pokrzywdzonej i niewinnej.
 - Czego chcesz? – warknęłam, nie odwracając się.
 - Tego co ostatnio, zniszczyć ci życie – zarechotała złośliwie, stając naprzeciw mnie.
 - Jaki masz w tym cel Brown? Dlaczego mnie tak nienawidzisz?! – zmarszczyłam barwi, na co roześmiała się szaleńczo.
 - Nie udawaj niewiniątka Adkins. Jesteś wszystkiemu winna. Gdyby nie ty moje życie byłoby idealne. Oczywiście musisz wszystko psuć – warknęła ze złością.
 - Psuć? – wybałuszyłam oczy. – To TY jesteś toksyczna żmiją. To TY rujnujesz mi życie! – zacisnęłam zęby, próbując nie wybuchnąć.
 - Oh… Wiesz co? Jesteś naiwna i głupiutka – zacmokała. – Odbiorę ci go, tak jak TY mi odebrałaś kogoś na kim zależało mi najbardziej! – złapała pukiel moich rozpuszczonych włosów. – I wiesz co? Idzie mi to szybciej niż myślałam – znów zarechotała. – Przegrałaś – uśmiechnęła się kpiąco, ściskając moje ramię.
 - Puszczaj! – wysyczałam, strącając jej rękę.
Blondynka zrobiła krok do tyły i łapiąc moją rękę. Wciągnęła mnie razem z sobą do lodowatej wody. Nie docierało do mnie nic, prócz pulsującego bólu mojej kostki. Syknęłam, czując jak moja noga utknęła w szczelinie, znajdującej się w pomoście. W końcu po paru minutach podwodnej walki, udało mi się uwolnić i wypłynąć na powierzchnię. Rozejrzałam się za miejscem, w którym mogłabym swobodnie wyjść z oceanu, podciągając nosem.
 - Nel!
Odwróciłam się w stronę zdenerwowanego głosu. Zdenerwowanego? Wściekłego! Spojrzałam na przyjaciela, obejmującego zapłakaną Lily. Czyli o to jej chodziło! Przygryzłam wargę, próbując powstrzymać cisnące się do oczu łzy.
 - Coś ty narobiła! – wskazał na ranę zdobiącą jej czoło. – Porozmawiamy sobie o tym – warknął.
 - J-ja…
Niewiele myśląc, podciągnęłam się na rękach, by wyjść z wody. Stanęłam przemoczona, patrząc, jak brunet na sąsiednim pomoście, oddalonym o trzy metry od mojego, pomaga jej wyjść z wody. To koniec. Definitywny koniec. Wciągnęłam z sykiem powietrze patrząc na tą dwójkę. Pocałowała go. On to odwzajemnił. Odwzajemnił! Oblizałam słone od łez, usta. Muszę uciec. Muszę… Nie zważając na ból w kostce, zaczęłam biec w stronę domu. Odtrąciłam od siebie po raz kolejny obraz sytuacji z przed chwili. Wsiadłam rozgoryczona do autobusu, który właśnie miał odjeżdżać. Zajęłam miejsce na samym końcu, dając upust moim płynącym już łzą. Nie kocham jej. Kłamał. Kłamał za każdym razem, kiedy mówił, że nic go z nią nie łączy. Wciągnęłam powietrze z drążąc warga. Kłamał. Odwzajemnił pocałunek. Wolał to ukrywać. Nienawidzę go. Brown dopięła swego. W jednym jednak się nie pomyliła. Jestem głupia i naiwna. Jak mogłam pomyśleć, że mogłam się choć trochę my podobać.
Przygryzłam wargę, przypominając sobie nasz pocałunek. On dla niego też nic nie znaczył. Nienawidzę go. Nienawidzę! Nienawidzę siebie… Nienawidzę!
Weszłam powoli do domu, zamykając za sobą drzwi. Spojrzałam na zaskoczoną mamę. Wyglądała, jakby zobaczyła ducha. Bez namysłu, wtuliłam się w nią. Trwałyśmy tak przez chwilę. Rodzicielka odgarnęła dłonią mokre włosy z mojego czoła. Wysiliłam się na uśmiech, udając się w stronę pokoju. To koniec. Nie chce go znać.
 - Nienawidzę cię – szepnęłam, spuszczając roletę od strony jego sypialni.
Otarłam łzy, czując wibrujący w kieszeni telefon. W tej chwili jestem wdzięczna tacie za to, że namówił mnie na wodoodporne urządzenie. James.

Zejdź na dół, musimy porozmawiać.

Nie odpisałam.

Nel, nie zachowuj się jak dziecko. Porozmawiajmy.

Przygryzłam wargę, szykując się, by odpowiedzieć.

Prędzej czy później zmuszę cię do tej rozmowy.

Nel, odpisz. Wiem, że to czytasz.

Nie uciekniesz od tego.


Przegięłaś z tą swoją zazdrością! Mogłaś zrobić jej krzywdę! Myślałem, że cię znam. Teraz widzę jak bardzo się myliłem.

Prychnęłam.

To koniec, James.
**** 
Zawaliłam sprawę. Nie ukrywam, że to drugi najważniejszy rozdział w tej historii. Nie jestem z tego zadowolona. Nie wiem, dlaczego tak wyszło, może to wynika z mojego dziecinnego stylu pisania. Przepraszam was. W ogóle ostatnie rozdziały są jakieś dziwne. Może bonusowy rozdział wyszedł mi chociaż trochę, jak powinien.
Pozdrawiam!
Do zobaczenia!

9/09/2017

Rozdział 10


***

Patrzyłam na swoje odbicie. Zawsze uważałam się za przeciętnie ładną, jednak ręce moich przyjaciółek, sprawiły, że stałam się jakby… Piękniejsza? Tak, zdecydowanie mogę tak to nazwać. Chociaż nigdy nie musiałam używać tuszu do rzęs, ponieważ od zawsze były gęste i długie, Eliza postanowiła zrobić je odżywką. Podobnie mam z brawami. Przyjaciółka bardzo często mi ich zazdrościła. Nigdy nie musiałam ich depilować, ani poprawić żadnymi kosmetykami. Czułam się trochę dziwnie, kiedy brunetka czesała mi je specjalną szczoteczką. Przeniosłam swój wzrok na średniej wielkości usta, pomalowane różowym błyszczykiem. Często mnie zastanawiało, jak ktoś mógł nałogowo oblizywać lub przygryzać wargi. Zawsze wydawało się to dla mnie niedorzeczne. No cóż, nigdy nie zabierałam ze sobą telefonu, kiedy szłam pojeździć lub pobiegać. Moją ujmą był nieznacznie zgarbiony nos (co było widać, kiedy nosiłam okulary przeciw słoneczne) oraz mało zaokrąglone biodra, które znacznie utrudniały mi wybór sukienki, ponieważ niektóre najzwyczajniej w świecie na mnie wiszą, co nie wygląda ani ładnie ani atrakcyjnie. Kolejna zaletą mojej twarzy były duże oczy, przez co nigdy nie musiałam ich nigdy nie musiałam ich podkreślać. Mimo tylu zalet, moja uroda pozostawała przeciętna.
Westchnęłam zawijając o palec kosmyk moich blond włosów, które Lea misternie upięła w pół koka, do którego wchodziły dwa warkoczyki zaplecione dokoła głowy i (mimo moich falowanych włosów) podkręciła delikatnie prostownicą końcówki. Nawet nie chce wiedzieć ile zużyła na nie lakieru. Czuję, że czeka mnie długie mycie włosów po powrocie. Wszystko dopełniała sukienka, którą miałam założoną na wernisażu oraz jasnobrązowe sandały na obcasie. Dziewczyny naprawdę się postarały o to bym wyglądała, jak księżniczka.
Oczywiście Eliza nie dawała mu spokoju w związku z tym, co chciał mi powiedzieć brunet. Sama byłam ciekawa, jednakże postanowiłam, że to on powinien wykonać pierwszy krok. Jeżeli faktycznie jestem dla niego kimś więcej niż tylko przyjaciółką, chcę by się postarał. Może niektórzy uznają to za staroświeckie (czego nie mam im za złe), jednak zostałam wychowana w przekonaniu, że to mężczyzna powinien starć się o swoja partnerkę, jeżeli mu na niej zależy. Schlebiała mi zazdrość bruneta. Bardzo. Zastanawiam się, jakby zagregował, gdyby zobaczył mnie taką (wystrojoną) z Tomem. Bawi mnie to (chociaż nie powinno) w jaki sposób okazuję swoją zazdrość i jednocześnie cieszy, że naprawdę nie jestem mu obojętna. Westchnęłam, słysząc samochód, zatrzymujący się przed domem. To pewnie Tom.


Rozejrzałam się po pokoju, poszukując telefonu. Zaczęłam się denerwować, nigdzie go nie spostrzegając. Akurat teraz musiałam go zgubić, kiedyś naprawdę zapomnę własnej głowy. Nie mogę pojechać bez niego. Słysząc jak mama zaprasza Toma do salonu, usiadłam zrezygnowana na łóżku.

 - Nel, kochanie – krzyknęła mama. – Tom przyszedł po ciebie.

Westchnęłam ponownie tego wieczoru. No nic… Muszę iść. Wzięłam zrezygnowana torebkę. Przejrzałam się ostatni raz w lustrze, sprawdzając, czy na pewno mogę się mu pokazać. Zeszłam ostrożnie po schodach, z zamiarem wejścia do salonu. Przystanęłam słysząc głos taty.
 - Jeżeli skrzywdzisz ja jeszcze raz, policzymy się. Zrozumiano? – powiedział stanowczym głosem. – To się cieszę – przyznał. – I pamiętaj, nigdy nie będzie dla Neli kimś więcej niż przyjacielem – ostrzegł.
 - Rozumiem – przytaknął nieco zawiedziony.
Weszłam niespiesznie do salonu. Stojąc w progu, zerknęłam na tatę, który obejmując mamę zmieniał kazał w telewizorze. Przeniosłam wzrok na Hudsona ubranego w granatową koszulę i ciemne jeansy. Uśmiechnęłam się do niego, gdy ten spojrzał na mnie oniemiały. Zarumieniłam się pod jego uporczywym spojrzeniem, czując rozpierające mnie od środka ciepło. Podobałam się mu. Podobałam. Nie wiem, dlaczego to jest dla mnie tak ważne. Przecież to zwykła randka, która o niczym nie świadczy, prawda? To TYLKO kolega, z którym chcę spędzić miło czas. Niemniej, to dziwne ciepło mnie nie opuszcza ani na moment. To nie fair, że mi go kiedyś odebrano. Wpatrywał się we mnie przez chwilę, dopóki tata nie chrząknął zbyt głośno, by wyglądało to na naturalnie.
 - Pięknie wyglądasz – podszedł do mnie, wręczając moje ulubione kwiaty, lilie.
 - Dziękuje, ty też niczego sobie – pocałowałam go w policzek, dziękując za kwiaty.
 - Kochanie wstawię je do wazonu – widząc minę taty, mama przerwała mu nim zdążył się odezwać.
 - Będziemy się już szli. Prawda, Tom? – zerknęłam na chłopaka.
 - Dowiedzenia, miłego wieczoru – powiedział, biorąc mnie pod ramię.
 - Wam również! – krzyknęła na odchodnym mama.
Jechaliśmy w ciszy, którą przerywało jedynie radio, grając naszą ulubioną piosenkę. Nie była ona, jednak nie przyjemna. Wręcz przeciwnie. Przybliżała nas do siebie jeszcze bardziej. Po prostu byliśmy razem, na randce, która kiedyś nie miała prawa bytu. To zabawne w jaki sposób życie z nami igra. Niektóre sprawy przyjmują nieoczekiwany obrót lub okazują się kompletną klapą, chociaż się na takie nie zapowiadały. Nie zmieniłaby żadnej podjętej decyzji, którą dotąd podjęłam. Może będę w przyszłości płakać (przed czym tata, tak usilnie próbuje mnie ochronić), ale tylko w ten sposób nauczę się podejmować właściwie decyzje. Nie ukrywam, że bawi mnie jego zachowanie (taty) i reakcja Toma, na jego postawę wobec niego (czemu się nie dziwię). Wiem, że on potrafi być zaborczy i czuły jednocześnie (zawsze był taki jeżeli chodziło o mamę), co zawsze mi się podobało. Kiedy byłam mała nie rozumiała, dlaczego był tak zazdrosny o swoją żonę. Zawsze mu mówiła, że należy tylko do niego i nie ma powodów do zazdrości. Z czasem jednak zrozumiałam. Bał się, że obcy mężczyzna może mu ją zabrać lub okazać się lepszym kandydatem na męża i ojca. Nigdy nie wyobrażałam sobie innego człowieka w jego roli. Mój tato jest świetny.
Uśmiechnęłam się, czując jak chłopak łapie moją dłoń w swoją, zamykając tym samym w szczelnym uścisku, jakby musiał się przekonać, czy to na pewno rzeczywistość, a nie sen, który z nim igra. Chłopak odwzajemnił mój śmiech. To jednak nie był ten, który sprawiał, że moje nogi miękły, jakby były zrobione z waty. Starałam się nie porównywać Hudsona do Scotta, jednakże to było silniejsze ode mnie. Nigdy nie byłam z tego dumna, jak z tego, że pragnęłam coraz więcej i więcej bliskości przyjaciela. Ciężko znoszę nasze rozstania, kiedy musi wyjechać do innego miasta, gdzie jest koniecznie potrzebny lub tam ma znaleźć koniec swojej sprawy. Zawsze wtedy kupował mi jednego misia lub kwiaty. To było uroczę. Nigdy nie sądziłam, że może to oznaczać coś więcej nic przyjaźń. Nadal nie jestem do końca o tym przekonana. Chociaż wszystko na to wskazuję, chce to usłyszeć od niego. Pragnę, by powiedział mi, jak bardzo mnie kocha i doprowadza go do szaleństwa nasza długa rozłąka. Dopóki takie słowa nie padną z jego ust, nie uwierzę, że jestem dla niego kimś więcej niż teraz i przedtem. Może nasz pocałunek coś, jednak dla niego znaczył i bał mi się powiedzieć, z obawy, że go odrzucę lub ograniczę naszą znajomość. Jestem okropna. Zgodziłam się na randkę z Tomem, a moje myśli, cały czas zajmuję osoba Jamesa.
 - Jesteśmy na miejscu – uśmiechnął się Tom, parkując blisko jeziora.
Pamiętam to miejsce. Uwielbiałam tu z nim przychodzić. Zawsze patrzyliśmy na gwiazdy i szukaliśmy ulubionej konstelacji, którą był Orion. Kiedy skończyłam naszą znajomość, nigdy więcej nie starałam się go szukać. Oboje leżeliśmy na kocu i jedliśmy kanapki z serem, szynką, sałatą i pomidorem. Chłopak zawsze mi oddawał sałatę, której wręcz nienawidził. Twierdził, że jest okropnie gorzka. Oczywiście miał racje, ale trochę przesadzał. Nie narzekałam na to. To rzecz jasna była przystawka. Potem danie główne – tortille. Były zimne, ale nigdy mi to nie przeszkadzało. Tom zawsze miał wtedy pretekst, by mnie przytulić, uważając, że to jedyny sposób, dzięki któremu było mi ciepło. Lubiłam ten nasz mały rytuał. Na sam koniec zawsze podawał truskawki, do których podawał słodką, gorzka i mleczna czekoladę. Uśmiechnęłam się.
Tom otworzył mi drzwi, pomagając wysiąść z samochodu. Spojrzałam na koszyk, który trzymał w dłoni. No tak, to było do przewidzenia. Z wielką chęcią powtórzę naszą tradycję. To są jedne z lepszych chwil, jakie z nim przeżyłam. Uśmiechnęłam się widząc jezioro. W jego tafli odbijał się las, znajdujący tuż nad brzegiem naprzeciwległej stronie oraz księżyc. Pociągnęłam chłopaka w stronę brzegu, podekscytowana dzisiejszym wieczorem. Dzisiaj musi być idealnie. Chce, by tak było. Pomogłam mu rozłożyć koc, na którym potem usiedliśmy. Spojrzałam na ruchy Hudsona. Grzebał w koszu piknikowym zawzięcie czegoś szukając. Zaśmiałam się, kiedy westchnął z zadowoleniem, wyciągając dwa papierowe talerzyki i kubki.
 - Mam nadzieję, że nadal lubisz jeść tą zieleninę – skrzywił się, wyciągając kanapki.
 - Tak, nadal lubię – zaśmiałam się, odwijając je z foli. – Powinieneś ją polubić – wyciągnęłam listek z jednej z kanapek.
 - Podziękuje – uśmiechnął się, biorąc połówkę.
 - Jak chcesz – wzruszyłam ramionami, zajadając się kanapka z podwójną sałatą. – Tak dawno tu nie byłam – westchnąłem, połykając. – Nic się tu nie zmieniło – rozejrzałam się w około.
 - To tylko pozory, kochanie – zaśmiał się.
Nazwał mnie kochaniem. Może jednak chce czegoś więcej. Chociaż mógł się po prostu przejęzyczyć. Najlepiej będzie jeśli to zignoruje, a jeśli sam zacznie temat, wyjaśnię, że nic do niego nie czuje.
 - No może wszystko… oprócz tego, że wciąż jesz w ekspresowym tempie – spojrzałam jak pochłania ostatni kęs. – Nie dziwie się, że jesteś w stanie zjeść więcej.
 - Co jak co, ale jest w tym dużo korzyści dla ciebie, żółwiku – zaśmiał.
 - Może i masz rację – wywróciłam oczami, udając obrażoną.
Bardzo się cieszę z tego, że jest jak dawniej. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo brakowało mi obecności i bliskości szatyna. Danie mu drugiej szansy, okazało się jedną z lepszych decyzji, jakie podjęłam w ostatnim czasie. Moje życie ruszyło w końcu do przodu, z czego jestem dumna. To moje największe osiągniecie, jak dotychczas. Spojrzałam na chłopaka, który wyciągał z koszyka tortille. Zajadaliśmy się zimnym ciastem, podziwiając widok, rozciągający się przed nami Mimo, że często tu przyjeżdżaliśmy, nadal nie znam drogi. Mam w końcu świetną orientację w terenie. Kiedyś, gdyby nie Tom, zgubiłabym się w Los Angeles (i co z tego, że tu mieszkam od… zawsze), ponieważ nie zauważyłam, że minęłam mój przystanek. Zresztą sama się sobie nie dziwię, to miasto nie jest małe.
 - Masz truskawki, prawda? – zapytałam z nadzieją. – Nie zapomniałeś? – zapytałam entuzjastycznie.
 - Gdzieżbym śmiał.
Patrzyłam jak rozkłada kolejno wszystkie pojemniczki z płynną czekoladą.
 - Zawsze się zastanawiałam, jak to robisz.
 - Moja tajemnica – zaśmiał. – Musimy je wszystkie zjeść – położył truskawki na kocu – zanim przejdziemy do małej niespodzianki.
 - Jest coś o wiele lepszego? – zapytałam zdziwiona, biorąc kęs truskawki.
 - Sama się przekonasz – wytarł kciukiem czekoladę z kącika moich ust.

Nie chciałam robić mu żadnych nadziei, więc nie zareagowałam na jego gest. Miał rację. Zmieniło się i to dużo. Kiedyś powiedziałby mi, że usmarowałam się czekoladą. Może go skrzywdzę, mówiąc, że pomiędzy nami nigdy nie będzie czegoś poważnego, jak związek. Uśmiechnęłam się, widząc ostatnią truskawkę. Zgarnęłam ją dla siebie, zamaczając w każdej z czekolad. Są takie pyszne. Jeżeli ktoś wymyślił lepszy deser niż to, nie uwierzę dopóki nie spróbuje. Tom zaśmiał się, pakując wszystko do koszyka. Spojrzałam z żalem na resztki czekolady, która wylądowała na dnie.
 - O nie, teraz czas na niespodziankę – zaśmiał się.
 - No dobrze – westchnęłam, pomagając składać mu koc.
Chwilę później, prowadził mnie w nieznanym mi kierunku. Gdyby nie to, że mu poniekąd ufam, nie odważyłabym się iść za nim w ciemno. Spojrzałam na nasze splecione dłonie. Jego dotyk był inny niż Jamesa. Scott trzymał mnie w sposób, jakbym była tylko jego – mocno, ale delikatnie. Tom natomiast, jakby bał się, że zaraz mu ucieknę, chociaż nie zamierzam. Zawsze się zastanawiałam, jakby wyglądał nasz związek. Przez pewien czas nawet tego chciałam. Wyobrażałam sobie wściekłe spojrzenie Lily, kiedy chłopak mnie obejmował z zamiarem pocałowania. Nasze role, jednak się odwróciły. To on obejmował ją z zamiarem pocałowania, kiedy ja przypatrywałam się im wściekła (nie na nich, lecz na siebie). Wtedy postanowiłam, że żaden mężczyzna, który zna blondynkę, nie zawróci mi w głowie. I prawie się tak stało, prawie. Nie przewidziałam tego, że to on może ją poznać.
 - Jesteśmy – poinformował, udając się w stronę pomostu. – Czeka nas mała wycieczka po jeziorze.
 - Naprawdę? – wybałuszyłam oczy, widząc, jak ciągnie mnie na koniec drewnianych desek.
Chłopak zaśmiał się w odpowiedzi, ukazując szereg białych zębów. Pomógł mi wejść ostrożnie do łódki. Bałam się, że zacznie się ona niespodziewanie kołysać i wpadniemy razem do lodowatej wody. Tak się jednak nie stało. Patrzyłam na Toma, który zajął się wiosłowaniem. Powoli oddalaliśmy się od pomostu, wypływając na środek jeziora. Zmieniło się tu i to bardzo dużo. Las powiększył swoją przestrzeń, a w naszym ulubionym miejscy rosła nowa wierzba. Trzcina porosła znaczą część brzegu. W świetle księżyca to wszystko, zapierało dech w piersiach. Rozglądałam się dokoła, ciesząc się chwilą, jak małe dziecko. Zerknęłam kątem oka na Toma, który przyglądał mi się z uśmiechem.
 - Coś nie tak? – uniosłam brwi.
 - Nel – zaczął – ja… zaprosiłem cię tu nie bez powodu. – Spięłam się na jego słowa. – Chcę czegoś więcej niż odbudowanej przyjaźni. Pragnę, byś nazywała mnie swoim kochaniem i patrzała na mnie z taką czułością, jaką dziewczyna patrzy na swojego chłopaka.
 - Tom, nie kocham cię – przełknęłam głośno ślinę. – Nie skłamię mówiąc, że byłam w tobie zauroczona, jednak to było kiedyś. Tamto uczucie nie wróci – spojrzałam na dłonie, bawiąc się nimi nerwowo.
Nie sądziłam, że będzie mi, aż tak niezręcznie, kiedy to powiem. Uciekanie przed prawdą niczego nam nie da. Może jestem w tej chwili bezduszna, ale nie chce dawać mu nadziei na coś, co nie ma prawa bytu. Kocham Jamesa. Zrobiłam błąd, zgadzając się na tą randkę, która i tak pomiędzy nami nic nie zmienia. Chęć zobaczenia reakcji Scotta, okazała się większa niż myślałam. Zachowałam się w sposób niedojrzały. Jest mi teraz głupio, kiedy muszę mu odmówić, ale inaczej nie mogę.
 - Rozumiem – westchnął. – Nel, spójrz na mnie.
Nie zareagowałam
 - Nel, proszę – uniósł palcami mój podbródek. – Nie mam ci tego za złe. Wiem, że kochasz Jamesa.

Patrzyłam na niego oniemiała, nie widząc jak zareagować. On wiedział i mimo to, spróbował. Zachłysnęłam się powietrzem, tracąc równowagę. Chłopak złapał mnie za rękę, ratując tym samym przed wpadnięciem do wody. Nie sądziłam, że to aż tak widać. W takim razie, czy rodzice wiedzą co do niego czuję? Nigdy nie poruszyli przy mnie takiego tematu. To jest jeszcze bardziej niepokojące, ponieważ jeżeli chodzi o Toma, przeprowadzili ze mną taką rozmowę. Tata zawsze powtarzał, że wie najlepiej co jest dobre dla jego córki. Chociaż wydaje mi się, że dużo bardziej wolałby mieć w rodzinie Jamesa niż… Nel, ten wieczór należy do Hudsona, zapominasz się.
 - Tom…
Przerwał mi wibrujący telefon. Spojrzałam na wyświetlacz. Lea? Bez powodu, by nie zadzwoniła. Zwłaszcza, kiedy mam randkę. Spojrzałam przepraszająco na chłopaka, wciskając zieloną słuchawkę.
 - Halo? Lea…
 - Eliza z Mattem mieli wypadek – przerwała mi, szlochając. – Oni mogą nie przeżyć Nel – chlipnęła. – Musisz tu przyjechać, jesteśmy w Little Company of Mary Hospital Pavilion.
 - Zaraz będziemy, obiecuje – rozłączyłam się.
Przygryzłam wargę, próbując nie rozpłakać się. Mogę stracić przyjaciółkę. Eliza może umrzeć. Moim ciałem zawładną niepochamowany szloch. Zdezorientowany Tom objął mnie ramieniem. Schowałam twarz z zagłębieniu jego szyi. Musimy jechać. Jeżeli ma odejść, chce się z nią pożegnać. Wciągnęłam z sykiem powietrze. Błagam, ona nie może umrzeć. Brunetka zawsze chciała założyć rodzinę z Mattem. No błagam! Mieli się pobrać! Mieli już prawie wszystko przygotowane.
 - Neli…
 - Musimy jechać do Little Company of Mary Hospital Pavilion, natychmiast – podciągnęłam nosem. – Błagam.



                Przez całą drogę do szpitala, próbowałam skontaktować się z Jamesem. Nie odbierał i nie odpowiedział na żadną z dwudziestu wiadomości. Może jest zajęty. Miał być teraz w pracy. Przygryzłam wargę. Gdyby nie Eliza, nigdy nie zaprzyjaźniłabym się z dziewczynami. Po ostatniej pseudo „przyjaźni” z Lily, nie chciałam się z nikim przyjaźnić. Nadal pamiętam z jakim uśmiechem do mnie podeszła. Mimo, że są starsze traktowały mnie, jak równą sobie. Nigdy im tego nie zapomnę. Dzięki nim, przestałam być aspołeczna. Zamknęłam oczy, czując napływające do nich łzy. Boję się. Tak bardzo się boję, że już nigdy nie zobaczę jej szerokiego uśmiechu i nie usłyszę zaraźliwego śmiechu.
Przełknęłam ślinę, czując jak Tom ściska moją rękę. Jestem mu wdzięczna za to, że mnie wspiera. Spróbowałam się do niego uśmiechnąć, ale zamiast uśmiechu wyszedł grymas. Wrócił do obserwowania drogi, nadal trzymając moją dłoń. Jestem pewna, że podjęłam dobrą decyzje. Nawet jeśli będę cierpieć. Nikt nie zastąpi mi Jamesa. Podobnie jak Elizie Matta. Co jeżeli ona przeżyje, a on nie? Nie pozbiera się po tym. Była w nich zakochana do szaleństwa. Sama powtarzała, że woli umrzeć niż żyć bez blondyna. Co powie James i Jack, kiedy dowiedzą się, że stracili brata? Są ze sobą bardzo zżyci. Przygryzłam wargę, przymykając oczy.
 - Nel, jesteśmy.
Pokiwałam nieznacznie głową, wychodząc z auta. Pociągnięta za rękę, szłam w stronę szpitala. Błagam, niech to się okaże zwykłym koszmarem. Weszłam niepewnie do środka. Zauważając zapłakaną Leę, wpadłam w jej ramiona. Rozpłakałam się na nowo, mocząc jej biały top. Odsunęłam się od niej, patrząc na załamanego Jacka, który siedział na plastikowym krzesełku. Przysiadłam się do niego, zwracając na siebie jego uwagę. Złapałam jego rękę, chcąc dodać mu otuchy. Uśmiechnął się do mnie niemrawo.
 - Nel – zaczął Tom – pójdę już. Musicie zostać sami, nie chce przeszkadzać.
 - Dziękuję – wyszeptałam, tuląc się do niego. – Za wszystko.
Uśmiechnąwszy się, opuścił szpital. Westchnęłam, czując irytację, wywołaną wibrującym w torebce telefonem. Wyciągnąwszy urządzenie z torebki, spojrzałam na wyświetlacz. James Scott został oznaczany na zdjęciu Lily Brown. Wybałuszyłam oczy, widząc śmiejącą się parę. Wściekła, spojrzałam jeszcze raz na zdjęcie, na którym Lily udaje, że karmi bruneta donutem. Rozumiem, że to jest ta jego praca?! Dlatego nie mógł odebrać tego głupiego telefonu?! On sobie żartuje?! Życie jego brata jest zagrożone, a on chodzi sobie z Brown na donuty. Przymknęłam oczy. Wiedziała. Wiedziała, że tak będzie. Sama go pewnie namówiła, żeby nie odbierał.
Czując metaliczny posmak, oblizałam wargę. Nawet nie wiem, kiedy ją przegryzłam. Opadłam na krzesełko, wpatrując się w Leę, tulącą się do Jacka. Cieszę się, że są dla siebie oparciem. Poniekąd zazdroszczę przyjaciółce tego, że nie mogę teraz przytulić się do Jamesa tak, jak ona do najmłodszego Scotta. Mimo, że jestem na niego wściekła, potrzebuję go. Otarłam szybkim ruchem dłoni łzę, która spływała mi po policzku. Chciałabym o niego walczyć, ale nie mam siły.
 - Jack!
 - James? – zdezorientowany chłopak poderwał się z miejsca. – Gdzieś ty był?! Dzwoniłem do ciebie!  Życie Matta jest zagrożone, a ty…
 - Zajadał się donutami z Brown – prychnęłam.
Przyjaciel spojrzał na mnie niezrozumiale. Ha! Nie przewidział, że blondynka zechce się pochwalić ich spotkaniem. Pokręciłam zirytowana głową.
 - Nie patrz tak, zdążyła się pochwalić – zaśmiałam się drwiąco.
 - Miałem wyłączony telefon. Włączyłem go dopiero piętnaście minut…
 - Niech zgadnę, pomysł Lily? – uniosłam zirytowana brew, przytulając Leę.
 - Ne…
 - Nie obchodzi mnie ta głupia blondyna – warknął Jack. – Masz odbierać ten piep*ny telefon, kiedy się do ciebie dzwoni! Co jeślibyśmy cię potrzebowali? Pomyślałeś? – popchnąwszy bruneta, udał się w stronę wyjścia. – Idę się przewietrzyć, zaraz zwariuję!
 - Idę z tobą – burknęła wstająca brunetka.
 - Nie miał prawa tak o niej mówić – westchnął siadając naprzeciwko mnie, kręcąc głową.
W odpowiedzi prychnęłam, wstając. Nie sądziłam, że jak się pojawi będę, aż tak wściekła. Oczywiście, że nie widzi problemu! No jakżeby inaczej. Skoro pani „Idealna”, zawsze ma racje.
 - O co ci chodzi?
 - Jeszcze pytasz? – pokręciłam rozbawiona głową. – Nigdy nie wyłączasz telefonu! Oczywiście panna „Idealna” chciała, więc to zrobiłeś! Jesteś durny James.
 - Słuchaj – wstał zdenerwowany – jakbyś nie zauważyła walczą o życie mojego brata! I mogłabyś chociaż na chwilę przestać z tą twoją chorą zazdrością o Lily! – krzyknął. – Mi też jest ciężko! – przeczesał ręką włosy. – Nie ja byłem na randce! – warknął. – Ciekawe gdzie jest twój wybawiciel, bo tu go nie widzę!
 - Przywiózł tu mnie i wspierał, ale zostawił nas samych, bo rozumiał, że tego potrzebujemy. To nie jego brat walczy o życie – zacisnęłam zęby, hamując cisnące łzy.
 - Ty też popełniasz błędy, Nel – warknął zirytowany. – Więc może zamiast obarczać mnie winą… po prostu mnie przytulisz. Potrzebuję cię – szepnął, zamykając oczy.
 - Przepraszam – wymamrotałam, tuląc się do niego.
****
Cześć i czołem!
Blogger robi mi dziwne odstępy, pomiędzy wierszami. Nie mam pojęcia jak to naprawić.
No to co, zbliżamy się do końca. Mogę powiedzieć, że najbliższe dwa rozdziały i epilog będą bardzo ciężkie dla Nel. I za propozycja jednej osoby (ona wie o kim mówię), postanowiłam zrobić rozdział bonusowy, który będzie małym gratisem i niespodzianką ode mnie.
Co myślicie o zazdrości Nel? Dobrze zrobiła zgadzając się na tą randkę?
Pozdrawiam!
xo