7/14/2017

Rozdział 6

Wysiadłam z auta Tom’a, rozglądając po parkingu. Jest tu strasznie dużo ludzi. Chyba tylko ja mam sukienkę w odcieniu niebieskiego. Dobrze, że nie kupiłam żadnej w kolorze różu i kremu. Strasznie dużo kobiet ma takie stroje na sobie. Zdecydowanie nie będzie to kameralne wesele, przynajmniej się na takie nie zapowiada. Jestem wdzięczna lekarzowi, że pozwolił mi tu dzisiaj przyjść. Stan kostki naprawdę mi się poprawił, mogę na nią deptać. Niestety o „podbijaniu” parkietów mogę pomarzyć. Mam jej zbyt nie przemęczać. Sama z siebie, pewnie nie dałabym rady dużo tańczyć. Gdy tylko przesadzam ze spacerami, czuję jak mi ona pulsuje. Chcąc nie chcąc bandaż na ręce również trudno ukryć. Tom powiedział, że z nim wyglądam równie pięknie, jak bez niego. Spojrzałam na uśmiechniętego chłopaka, który podał mi dłoń. Chwyciwszy go pod rękę, udaliśmy się w stronę kościoła. Spojrzałam jeszcze raz na jego uśmiechniętą twarz. Ciekawe co sobie teraz myśli. Dawno nie widziałam go tak szczęśliwego. Co prawda nie rozmawialiśmy ze sobą na korytarzu, ale obserwowałam go. Mógł sprawiać pozory szczęśliwego, ale taki nie był. Miał wciąż smutne oczy. Żałował, ale nie potrafiłam mu tego wybaczyć, a co dopiero zapomnieć. Teraz to nieważne. Zaczynamy wszystko od nowa, Tom przepuścił mnie, bym usiadła pierwsza w ławce. Rozejrzałam się po kościele, ale nigdzie nie dostrzegłam bruneta. No cóż. Wyszło chyba nawet tak, że mamy podobnego koloru stroje dzisiaj. Wpadłam na to, jadąc tu. Odwzajemniłam uśmiech Toma, który mocniej ścisnął moją dłoń.
 - Widzisz jak się na ciebie gapią? – zapytał szeptem, na co zachichotałam.
Klepnęłam go w ramię, nie wiedząc jak zareagować. Wyglądam bardzo ładniej, ale zdecydowanie to nie przekłuwam wzrok gości. Wszyscy czekają na pannę młodą. Pani Hudson, odkąd pamiętam traktowała mnie jak córkę. Kiedy straciłam kontakt z jej synem, samoistnie straciłam również z nią. Kiedyś nawet zapytała mnie co się stało, pomiędzy mną a nim. Nie powiedział jej co się stało. Bardzo mnie to zdziwiło, ponieważ Tom, zawsze wszystko jej mówił. Była dla niego jak przyjaciółka. W końcu, dowiedziała się prawdy od moich rodziców. „Niezapowiedzianie wpadła” na kawę. Dobrze wiem, że chciała się wszystkiego dowiedzieć. Wiedziała, że moi rodzice będą znali prawdę.
W świątyni rozbrzmiał Pachabel Canon. Wstawszy, odwróciłam się w stronę dywanu. James? Zerknęłam na ławkę przede mną. Tak, to on. Dlatego go nie zauważyłam. Spojrzałam na jasnoniebieską sukienkę Lilli. No tak, mogłam się tego spodziewać. Czyli nie tylko ja mam sukienkę w odcieniu niebieskiego. Przygryzłam wargę, czując na sobie wzrok bruneta. Zignorowałam to, patrząc na parę młodą. Pani Hudson wyglądała naprawdę pięknie. Miała długą do ziemi suknie z tiulem, której gorset był z koronki. Koniec jej welonu niosły dwie małe dziewczynki. Razem wyglądali zjawiskowo. Panna młoda odłożyła swój bukiet z czerwonych róż, po czym klękli.
               Tom pomógł wysiąść mi z auta. Jak na miliardera przystało pan Brown chciał, by wesele odbyło się w zamku. To trochę zabawne. On jest zupełnie innym człowiekiem. Nie jest jak Lilli. Często słyszałam jak rozmawia z rodzicami o tym, że chciałby, żebym się znów zaprzyjaźniła z jego córką. Cały czas płaci dyrektorowi, mając nadzieję, że pewnego dnia jego córka zmieni swoje postępowanie. Odkąd przestałyśmy się przyjaźnić, dziewczyna zmieniła się do poznania. Naprawdę nie wiem co ją tak zmieniło. Nagle zaczęła mnie upokarzać. Na początku chciałam z nią porozmawiać. Nie dałby mi nawet dojść do słowa. Cieszę się, że mam dziewczyny i, że nie jestem sama.
Chłopak podawszy mi bukiet kwiatów, sam wziął duże pudło z prezentem. Stwierdził, że kupi im zegar do sypialni, który kiedyś oglądał z matką, obecnie panią Brown. Uśmiechnęłam się, widząc przekrzywioną muszkę chłopaka. Poprawiwszy ją, ruszyliśmy w stronę młodej pary. Głupio mi było ignorować spojrzenia James’a, ale jestem tu z Tom’em i to jemu powinnam poświęcać najwięcej uwagi. Widząc szeroki uśmiech panny młodej, skierowany w moja stronę, odwzajemniłam go. Odebrawszy kwiaty, uścisnęła mnie mocno.
 - Bardzo się cieszę, że przyszłaś. Wyglądasz zjawiskowo – uśmiechnęła się.
 - Nie tak jak pani – odwzajemniłam uśmiech. – Cieszę, że znaleźli państwo swoje szczęście – skierowałam się do obojga, podając panu Brown rękę.
 - Ja również – uśmiechnął się szeroko. – Mam nadzieję, że kiedyś pogodzisz się z moją córką, nie wiem co się z nią stało – westchnął.
Pożegnawszy się, udaliśmy się do środka. Tom poprowadził mnie do stolika, przy którym mieliśmy siedzieć. Chłopak wyjaśnił mi, że będziemy siedzieli z jego przyjaciółmi. Odkąd pamiętam zawsze przyjaźnił się z Eric’iem. Oni są jak bracia, mimo, że nie mają wspólnej matki.
 - Nel! – zawołał blondyn. – Nie spodziewałem się, że zgodzisz się z nim pójść – zaśmiał się, podając mi rękę. – Naprawdę, obstawiałem, że kopniesz go w tyłek.
 - Przymknij się Carter – Tom zgromił go wzrokiem, na co parsknęłam śmiechem. – Mam nadzieję, że jego docinki nie zepsują ci wieczoru – szepnął mi na ucho, a ja zachichotałam.
 - Nie musisz się tego obawiać – poklepałam go po ramieniu.
 - Jeżeli chcice pobyć sami, ulotnimy się z Susan na chwilę – zerknął na dziewczynę.
Wiedziałam, że w końcu będą razem. Eric zawsze się jej podobał. Za każdym razem, gdy wspominał o innej siedziała naburmuszona i docinała mu. Po części ją rozumiem. W pewnym momencie jednak przesadziła. Kiedy chłopak zauroczył się na poważnie… O ile tak to można nazwać, wystraszyła  ją mówiąc, że ma chorobę weneryczna i założył się z chłopakami, że zarazi połowę dziewczyn ze szkoły. Nie odzywał się do niej przez długi czas, mimo, że przepraszała go przy każdej możliwej okazji. Pewnego dnia, gdy siedzieliśmy przy stole, Tom oznajmił, że dziewczyna się przeprowadza. Owszem była to prawda, ale Eric miał o tym nie wiedzieć. Nie chciała mu o tym mówić. Kiedy dowiedział się, że powinna być już w drodze do Nowego Jorku, bezzwłocznie pojechał pod jej dom. Jego zachowanie było tak nagłe, że zainteresowała się nim cała publiczność, siedząca na stołówce. Z tego co widzę, to udało się im.
Oczy wszystkich gości, zwróciły się na pierwszy taniec młodej pary. Suknia matki Toma, wirowała za nią, gdy tańczyli walca angielskiego. Naprawdę razem wyglądali uroczo.
 - A teraz powiedz mi kim jest ten brunet, który ciągle się na ciebie patrzy – zachichotała Susan.
Zmarszczyłam brwi nie wiedząc o co chodzi. Przecież nie znam tu nikogo oprócz ich i… Głupia. Chodzi jej pewnie o James’a. No tak obiecałam mu, że z nim zatańczę.
 - Mówisz o facecie, który przyszedł z Lilli? – zapytałam.
 - No tak. Oni są razem? – zapytała nagle, przyglądając się blondynce. – Łasi się do niego gorzej niż kot.
 - Nie, nie są – roześmiałam się. – Ona raczej liczy na coś więcej – przygryzłam wargę, nie mogąc powstrzymać śmiechu.
 - Mogę panią prosić do tańca? – podskoczyłam, czując czyjąś rękę na ramieniu.
Mam nadzieje, że nie zrezygnuje z powiedzenia mi tej rzeczy. Skoro ona jest ważna, chciałbym wiedzieć. Po za tym już zaczął, więc wypadałoby skończyć. Widziałam jego zakłopotanie, a więc naprawdę to musi być ważne. Błagam, niech to tylko nie dotyczy Lilli. Mam jej dość. Nie chce, żeby mieszała pomiędzy nami jeszcze bardziej.
Uśmiechnęłam się do Tom’a, czując jego wzrok na sobie. Odwzajemnił go niemalże od razu. Kapela zaczęła grać naszą ulubioną piosenkę, więc chłopak okręcił mnie. Mimo tego, że pokłóciliśmy się na długi czas, nadal mam sentyment do tej piosenki. Byliśmy w tedy nad morzem z rodzicami. Za każdym razem ta piosenka leciała, kiedy leżeliśmy na plaży. To byłe niezapomniane wakacje.
Nie sądziłam, że będę się tu tak świetnie bawiła. Mimo, że zbliża się godzina druga w nocy, czuję, jakbym dopiero tu przyszła. Cieszę się, że mogłam znowu spotkać się z Susan i Eric’iem. To było urocze, kiedy oświadczył się jej podczas walca. Dziewczyna musiała doprowadzić się w łazience do porządku, co nie było łatwe. Gdy patrzyła na pierścionek na swoim palcu, zanosiła się płaczem. Udałam się w stronę tarasu, chcąc odsapnąć, ponieważ zrobiło się duszno. Przystanęłam w progu, widząc sylwetkę James’a, opierającego się o balustradę. Stanęłam koło niego, podziwiając widoki. Przed nami roztaczało się jezioro, w którym odbijało się rozgwieżdżone niebo. Mimo tego, że nasz pocałunek był tylko impulsem z jego strony, nie żałuje tego. Gdybym mogła, powtórzyłabym go jeszcze raz. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie.
 - Nel – odezwał się po kilku minutach. – Muszę ci coś powiedzieć – zaczął. – Pamiętaj – odwrócił się w moją stronę – mimo to, nadal jest dla mnie bardzo ważna – patrzył mi w oczy. – Nie ważne co się stanie – wtuliłam się w niego.
Zaskoczony, zacisnął w około mnie swoje ramiona. Słuchałam bicia jego serca, chcąc się uspokoić. Boje się tego, co ma mi powiedzieć. A co jeśli jest chory na nowotwór? Albo grozi mu niebezpieczeństwo? Nie chce, żeby coś mu się stało. Nel, nie panikuj. Nic jeszcze nie powiedział, a ty już wymyślasz najgorsze scenariusze. Może to w cale nie będzie takie złe? Tylko dlaczego mam złe przeczucia? Wtuliłam się w niego bardziej, nie mogąc powstrzymać cisnących się do moich oczu łez. Nie mogę się teraz rozpłakać. Nie dał mi nawet jeszcze powodu ku temu. Opanuj się Nel.
Odsunął się ode mnie, z czego nie byłam zadowolona. Objął moja twarz dłońmi, pocierając policzki kciukami. Patrzyłam mu w oczy, próbują cokolwiek z nich wyczytać. Moje staranie jednak poszły na marne. W jego oczach była pustka.
 - Nel, ja…
 - James – przerwała mu Lilli – tu jesteś. Szukałam cię wszędzie – chwyciwszy go za rękę, pociągnęła w stronę wyjścia. Brunet posłał mi przepraszające spojrzenie, a blondynkę zgromił wzrokiem. Nie był zadowolony z takiego obrotu sprawy. Już miał coś powiedzieć, ale dziewczyna krzyknęła do swoich znajomych, że musi im kogoś przedstawić.
Odwróciłam się z powrotem w stronę jeziora. Dlaczego ona zawsze pojawia się w tedy, kiedy nie powinna. Mam tego dość. Nie mogę spędzić z nim nawet chwili sam na sam. Rozumiem, że przyszedł tu z nią, ale ona go zamyka w złotej klatce jak ptaszka. Jest moim przyjacielem i chyba mam prawo z nim porozmawiać, bez niej i otoczenia innych.

**

Położyłam się z powrotem na łóżku, otulając się szczelnie kołdrą. Świetnie. Muszę zostać dzisiaj cały dzień w łóżku. Musiałam rozchorować się akurat teraz. Nie wiem kiedy ostatni raz chorowałam. Może to przez to, że stałam na tym tarasie potem przed dobrą godzinę, a za ciepło nie było. Chwyciłam się za „pękającą” mi głowę. Mam gorączkę i nie jest kolorowo. No, ale w końcu to moja wina, nawet nie pomyślałam o czymś na wierzch. Chociaż i tak wolę gorączkę niż katar. Zwinęłam się w kłębek, patrząc na wyświetlacz telefonu, który wskazywał godzinę czternastą. Uśmiechnęłam się widząc zdjęcie z przyjaciółmi. Cała szóstka znajdowała się na wygaszaczu mojego ekranu. Zamknęłam oczy, kiedy po pokoju rozległ się dźwięk, przychodzącej wiadomości. Otworzyłam niechętnie wiadomość. James.

Jesteś wolna? ;D
Wyskoczymy gdzieś razem?

Mimowolnie się uśmiechnęłam.

Sorki, ale jestem chora -,-

Czekałam na odpowiedzieć, ale nie odpisał. Cóż. Zamknęłam z powrotem oczy, czekając na sen. O niczym innym w tej chwili nie marzę. Zwinęłam, zasypiając, kiedy za mną ugiął się materac. Odwróciłam się, chcąc upewnić się, czy to na pewno brunet. Nie myliłam się. Uśmiechnął się, zakładając kosmyk moich włosów za ucho. Objął mnie ramieniem, więc wtuliłam się w niego, okrywając kołdrą. Co ja robię, będzie chory. Głupia.
 - Będziesz chory – chciałam się odsunąć, ale nie pozwolił mi na to.
 - Nie ważne, chce być z tobą kiedy męczysz się z tym choróbskiem – pocałował mnie w głowę, zamykając oczy. – Lilli zaprosiła mnie na randkę – oznajmił po chwili. – Nie zgodziłem się.
Przytaknęłam cichym „Yhum”, zasypiając, słuchając jego bicia serca. Naprawdę nic do niej nie czuje. Szkoda, że ona mu tak łatwo nie odpuści. Już myśli, że jest cały jej. Mogę tylko patrzeć, jak znowu odbiera mi osobę, którą kocham. Cóż… Może właśnie tak miało być. Nie zmienię tego.

6/20/2017

Rozdział 5

**

Padłam na łóżko po męczącym dniu w szkole. Dobrze, że miałam dwie godziny lekcyjne, wolne pomiędzy zajęciami. Przynajmniej nie muszę się męczyć z lekcjami. Mam uzyskać jakieś dodatkowe zaliczenie na szóstkę z angielskiego. Nic nie poradzę, że Smoczyca się na mnie uwzięła. Najchętniej pytałaby tylko mnie. Za każdym razem muszę być czujna, jeżeli chcę wyjść z tego psychiatryka, na jak najlepszych ocenach. Jeszcze moja ulubiona nauczycielka powiedziała nam dzisiaj, że przenosi się do Nowego Jorku. Na ostatnie miesiące, dostaniemy jakiegoś nowego nauczyciela. Po prostu to uwielbiam. No cóż, wystarczy przyłożyć się do matury. Mimo wszystko chciałabym iść na studia z dobrymi wynikami. Mój telefon zabrzęczał. Niechętnie spojrzałam na wyświetlacz. Lea.

Będziemy z Elizą za pół godzinki :D

Muszę im wszystko opowiedzieć. Pewnie nie uwierzą jak im powiem o Tom’ie. Gdyby ktoś mi to powiedział zaledwie trzy miesiące temu, wyśmiałabym go. Nawet w szkole ludzie zwrócili na nas uwagę, gdy przywitaliśmy się. Od naszej ostatniej kłótni, to nie miało miejsca. Życie rzuca nam czasem, niespodziewane scenariusze pod nogi. Pozostaje je tylko przyjąć. Chyba nie warto toczyć bezsensowną walkę, która nic nie pomoże. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, który ponownie zabrzęczał. James.

Spotkajmy się za dziesięć minut pod domem Lilli.
Mam Ci coś ważnego do przekazania.

Zdziwiona odpisałam.
Jasne, już wychodzę.

Zrezygnowana wstałam z łóżka i zamówiłam taksówkę. Zbiegłam po schodach, uważając na kostkę i założyłam w pośpiechu bluzę. Telefon. Nie ruszam się już bez niego. Raz się wybrałam i gdyby nie Tom, nie wiem co by się ze mną stało. Słysząc jak taksówkarz trąbi, pobiegłam po telefon. Zdyszana wsiadłam do auta, podając dokładny adres. Ciekawe co jest tak ważne, że chce się spotkać pod jej domem. To raczej nie wróży dobrze. Nawet nie chce myśleć, co tym razem się stanie. A może to kolejny podstęp Lilli? Nie przekonam się jeśli, nie zobaczę. Ciekawe tylko co tym razem wymyśliła. Zapłaciwszy, wysiadłam z taksówki.
 - Zaczekać? – zapytał mężczyzna, nim zdążyłam zamknąć drzwi.
 - Tak, proszę. To nie powinno trwać długo – uśmiechnęłam się, zamykając drzwi.
Na podjeździe wielkiej willi nikogo nie było, a brama była zamknięta. Podeszłam do niej niepewnie. Zaczęłam rozglądać się w koło. Nikogo nie ma. Zaraz… Przed oczami przemknęły mi dwie postacie. Pod drzwiami domu Lilli, stał James całujący się z blondynką. Teraz jestem pewna. Pocałunek dla niego nic nie znaczył. Cóż, nie mogę stawać mu na drodze do szczęścia, skoro przeze mnie musi kłamać i udawać. Odwróciłam wzrok nie mogąc znieść tego widoku. Nie będę tu dłużej stała. Wsiadłam do taksówki. Kierowca spojrzał na mnie zdezorientowany.
 - Proszę zawieść mnie do domu – wlepiłam wzrok w chodnik za szybą.
To była ta bardzo ważna rzecz o jakiej musiał mi powiedzieć. Mógł napisać mi SMS’em. Zaoszczędziłby mi czas. Nie rozumiem. Dlaczego mi nie powiedział? Jest moim przyjacielem. Zniosłabym to, jakoś… ale zniosła! Pewnie będzie chciał ze mną o tym porozmawiać. Powiem, że cieszę się ich szczęściem i jakoś zmniejszę z nim kontakt. Przecież byłam w stanie przewidzieć, że to się tak skończy. Jak mogłam być tak głupia? Znowu dałam się zwieść. Zapłaciwszy, udałam się jak najszybciej w stronę pokoju. Co teraz? Jak mam się zachowywać? Padłam na łóżko, chowając twarz w dłoniach. Zaczynam mieć powoli tego dość. Słysząc jak ktoś ‘dobija się’ do mojego pokoju usiadłam na łóżku. Do środka weszły rozpromienione dziewczyny. Widząc moją minę spoważniały.
 - James, prawda? – zapytała Lea, siadając. Nie odpowiedziałam. Patrzyłam tępo w podłogę. – Czyli jednak – pokręciła głową.
 - Napisał, że ma mi coś ważnego do przekazania. Tak jak chciał, pojechałam pod dom Lilli. A tam? – prychnęłam. – Całował się z nią. Historia lubi się powtarzać, c’nie? – ponownie prychnęła.
 - Jesteś pewna, że to James? – zapytała niedowierzająco Eliza, dosiadając się do niej.
 - Tak, to był on. Całował ją. Wydawał się szczęśliwy. Nie mogę mu tego zabronić – uśmiechnęłam się smutno. – Jakoś to przetrwam, drugi raz. Mam taką nadzieje. A co u was? – zmieniłam nagle temat. Spojrzałam na lewą rękę Elizy. Nie nosiła wcześniej tego pierścionka. Czyżby Matt się jej oświadczył? – Zaręczyliście się? – zapytałam z uśmiechem. Eliza nagle rozpromieniała.
 - Tak. Jest przepiękny, prawda? – spojrzała z zachwytem na pierścionek. Parsknęłam śmiechem. – Planujemy zamieszkać razem w Los Angeles. Kupić gdzieś dom i założyć rodzinę – rozmarzyła się. Cieszę się, że w końcu odważyli się na taki krok. Nie mogę się doczekać ich ślubu. Już sobie ją wyobrażam w śnieżnobiałej sukni z długim welonem. – Nie mogę się doczekać. Będę oficjalnie panią Scott. Nie chcemy zwlekać ze ślubem. Pobieramy się za siedem miesięcy – nie przestawała, uśmiechać się.
 - Zobaczysz, – zwróciła się do mnie Lea – teraz nie będzie o niczym innym gadać – zaśmiała się.
 - Ej! – szturchnęła ją Stevenson. – Wcale nie tak często – oburzyła się. Jednak po chwili wszystkie się śmiałyśmy. – Wybaczycie jeśli opuszczę was teraz? – spojrzała na wyświetlacz komórki. – Matt znalazł restauracje – uśmiechnęła się. – Jest w niej, jak w bajce – pokazała nam zdjęcie, które dostała.
 - Leć – zaśmiałam się. Wzięła pospiesznie torebkę i wybiegła. – Zobaczysz co będzie tuż przed ślubem. Nie będzie dało się z nią żyć. Będzie biegała w te i z powrotem - brunetka roześmiała się.
 - Masz racje. A przy okazji ślubów… Słyszałam, że idziesz na ślub matki Tom’a – spojrzała na mnie uważnie.
 - Tak idę – wzruszyłam ramionami. – Po tym jak mi pomógł, kiedy James mnie zostawił, porozmawialiśmy szczerze. Jutro idę pomóc mu wybrać garnitur. Każdy kto chce naprawić błędy, zasługuje na drugą szansę. Może kiedyś też będę jej potrzebowała.
 - Masz racje – uśmiechnęła się. – Muszę lecieć, obiecałam Jackowi, że wpadnę jeszcze dzisiaj, a później jadę na zakupy – przytuliła mnie. – Pa – pomachałam jej.

*

Co ja robię? Nie mogę jej całować. Jeszcze zrobi sobie nadzieje, której nie powinna mieć. Nie chce skrzywdzić kolejnej osoby. Wystarczy, że skrzywdziłem Nel. Od tamtego pocałunku na plaży wszystko zaczęło się psuć. Wszystko co zbudowaliśmy, zaczyna się walić.
 - Lilli - przerwałem pocałunek – to nie powinno mieć miejsca – spojrzałem na dłonie. – Przepraszam, jeśli dałem ci jakąkolwiek nadzieje – spojrzałem na nią. Spuściła wzrok.
 - To ja powinnam przeprosić. Wiesz… Podobasz mi się i myślałam, że może moglibyśmy że sobą chodzić – dokończyła ze smutkiem. I co ma zrobić? Kompletnie nie wiem jak ma zareagować. - Mam nadzieje, że nie zniechęciło cię to do ślubu – powiedziała niepewnie.
 - Nie, skądże – uśmiechnąłem się. – Wiesz, lepiej jeśli wrócę już do siebie. Cześć – uśmiechnąłem się, udając się w stronę bramy. Najlepiej będzie jeśli nikomu o tym nie powiem. Nel nie może się o tym dowiedzieć. Nie będę miał u niej żadnych szans. A wiem, że przyjdzie taki dzień, w który odważę się jej wszystko powiedzieć. Jestem tego pewny.
Wszedłem powoli do domu. Na sofie siedziała wtulona w Jack’a, Lea. Patrzyła przez chwilę na mnie podejrzliwie, jakby analizowała coś w głowie. Spojrzałem na nią zdziwiony. To chyba nie wróży nic dobrego. Wygląda na wkurzoną.
 - Gratuluje nowej dziewczyny – przeniosła wzrok na telewizor. Skąd ona wie? Właśnie przyjechałem do domu. Lilli pewnie powie o tym tylko swoim przyjaciółką, wątpię by rozpowiadała to po szkole.
 - Co? – uniosłem jedną brew.
 - Nie udawaj – prychnęła. – Nel dostała twoją wiadomość. Chciałeś jej coś WAŻNEGO przekazać. Nie musiałeś tak dosadnie.
 - Widziała to? – zapytałem przerażony. Nie, nie, nie! To jest jakiś koszmar. Ona nie powinna tego widzieć. Będę musiał z nią jakoś o tym porozmawiać i wytłumaczyć wszystko. Tylko skąd ten SMS? Telefon miałem cały czas przy sobie. Założę się, że to sprawka Tom’a. Od początku chciał nas skłócić. Stoję mu na przeszkodzie. Nie wiem jak jej to wyjaśnię. Jeśli powiem, że to nie ja wysłałem tego SMS’a, nie uwierzy. Przecież to był mój numer.
 - Widziała – westchnęła.
 - Muszę wszystko odkręcić – udałem się w stronę wyjścia.
 - Nie ma jej teraz w domu. Pojechali do dziadków – zatrzymała mnie. – Powiedz mi jedno – wyprostowała się. – Co ty kombinujesz?! – podeszła do mnie. Jack uniósł ręce w geście obronnym, gdy na niego spojrzałem. Tak, ta braterska więź. Nawet mi nie pomoże. No, ale to ja się w to wkopałem. - Całujesz ją i przepraszasz, a teraz to?!
 - Spanikowałem w tedy! – uniosłem ramiona. – Bałem się, że nie odwzajemnia moich uczuć – westchnąłem. – Idę do siebie – poszedłem zrezygnowany na górę.

*

Siedziałam na hamaku, analizując sytuacje sprzed kilku godzin. Powinnam się z tym pogodzić, ale… nie mogę… Chce, żeby James był szczęśliwy, ale Brown nie jest odpowiednią dziewczyną dla niego. Zepsuje go. Nie chce, żeby potem przez nią cierpiał. Nikt nie powinien przez nią cierpieć. Przetrwam to, nawet jeżeli będę miała zapłacić za to najwyższą cenę. Westchnęłam cicho przymykając oczy. Jednak spokój nie był mi dany. Czując jak telefon wibruje w mojej kieszeni, stęknęłam niezadowolona. Wyciągnęłam go mozolnie ze spodni. Tom.

                                                    Tom:     Moglibyśmy teraz przejść się kupić ten garnitur?
Mam jutro do załatwienia bardzo ważna sprawę.

Ja:          Jasne ;) Tylko, że jestem teraz u dziadków,
więc w galerii będę za jakieś półgodziny.

                                                    Tom:     Jasne, nie ma sprawy :D

Wyjaśniwszy dziadkom sprawę, pożegnałam się z nimi. Słuchając muzyki przez słuchawki, ruszyłam powolnym krokiem w stronę parku. Tak będzie szybciej. Roboty drogowe, spowalniają ostatnio ruch. Nie chce znów czekać dwudziestu minut, bo tak trzeba. Zaopatrzona w playlistę, zderzyłam się z Jamesem. Brunet złapał mnie w ostatniej chwili, łapiąc mnie w pasie. Świetnie, musiałam na niego wpaść.
 - Nel – uśmiechnął się szeroko. – Hej!
 - Cześć – wysiliłam się na uśmiech. – Co tu robisz?
 - Biegam. Wiesz, muszę ci coś powiedzieć… - zaczął niepewnie. - A raczej wyjaśnić. To co widziałaś przed domem Lilli… - podrapał się po karku. – To ona mnie pocałowała… I no… Nic do niej nie czuję – zakłopotany spuścił wzrok. Nic do niej nie czuje? To musiała być jej sprawka. – I to nie ja wysłałem ci tego SMS’a. Nie wiem jak to się stało. Przepraszam, że kłopotałaś się niepotrzebnie.
 - Nic nie szkodzi – uśmiechnęłam się z ulgą. – Muszę iść, spieszy mi się. Do zobaczenia! – krzyknęłam oddalając się.
On jej nie kocha! Nie kocha… Odetchnęła z ulga szczęśliwa. Nel 1, Lilli 0! Tak. Teraz może przynajmniej mam u niego jakieś szansę. Było widać, że był zakłopotany, jak mówił mi o tym. A może ten pocałunek na plaży, jednak coś dla niego znaczył? Przynajmniej jednego jestem pewna. Nie kocha jej. Powinnam być spokojna, ale jest wręcz przeciwnie. Czy to znaczy, że nigdy nie spojrzałby na małolatę jak na kobietę? Jest pomiędzy nami dosyć spora różnica. Jeszcze nawet nie skończyłam szkoły. Nie oszukujmy się… To stawia mnie na przegranej pozycji. Gdyby miał do wyboru dziewczynę, którą traktuję jak siostrę a dojrzałą kobietę w swoim wieku… Właśnie. Traktuję mnie jak siostrę. Powinno mi to dać do myślenia.
Stanęłam przy pasach, czekając z grupką ludzi na zielone światło. Przygryzłam wargę, przypominając sobie pocałunek na plaży. Nie potrafię o nim zapomnieć. On był moim pierwszym. Od tak dawna o tym marzyłam, a kiedy to dostałam… Nawet z nim na ten temat nie porozmawiałam. Muszę to zrobić i przekonać się czy rzeczywiście, to był tylko impuls.
Zielone.
Ruszyłam w stronę parkingu galerii. Uśmiechnęłam się, widząc wysiadającego z auta Tom’a. Pomachałam mu, gdy mnie zauważył.
 - Hej! – przytulił mnie niespodziewanie na powitanie.
 - Hej – zaskoczona, odwzajemniłam gest. – To co? – uśmiechnęłam się.
 - Nie mam dużo czasu – skrzywił się. – Mama powiedziała, że Lilli z ojcem przyjdą do nas na kolacje.
 - Nie ma sprawy. Załatwimy to w miarę szybko – zaśmiałam się, ruszając w stronę wejścia. – Będziesz teraz mieszkał z panną idealną? – zapytałam zaciekawiona.
 - Yhum – westchnął zrezygnowany. – Do póki nie skończę szkoły, potem się przenoszę, jak najdalej od niej – spojrzał na mnie kątem oka. – Żeby jeszcze była jakoś miła albo znośna… - zaśmiałam się.
 - To nie możliwe – poklepałam go po ramieniu. – Wybrałeś już sklep? – zmieniłam temat, przystając pod jednym ze sklepów z garniturami.
 - Tak, właśnie ten – zaśmiał się, wskazując na wejście.
Weszliśmy do środka, rozglądając się za jakimś garniturem.
 - Wolisz zaszaleć, czy może tradycyjnie? – zapytałam przeglądając smokingi. – Jak ubiera się ojciec Lilli?
 - Właśnie mam iść jutro coś z nim kupić – westchnął. – Chce założyć zwykły czarny garnitur z krawatem.
 - Uhum… - zamyślona, wyjęłam jeden z kompletów. – Co powiesz na to? – zapytałam.
 - Świetny – rozpromienił się. – Pokaż rozmiar – spojrzał na metkę. – Biorę – ruszył z nim w stronę przymierzalni.
Myślę, że będzie do niego pasował. Mimo, że nigdy nie był przekonany do garniturów smokingowych. Najwyraźniej musiało mu się coś odmienić. Zaczęłam oglądać muszki. Wzięłabym do tego klasyczną czarną. Bez żadnych udziwnień i bieli. Muszka ma być tylko dopełnieniem.
 - I jak? – zapytał wychodząc. – Mi się podoba. Bardzo – podniósł na mnie wzrok. – Super są te ścięte mankiety.
Podeszłam do niego, poprawiając rękawy. Zaśmiałam się cicho, widząc, że nie zapiął guzików marynarki. Nie lubi tego. Zapięłam je, starając się niczego nie zagnieść. Zawiązałam jeszcze muszkę. To bardzo przydatna umiejętność. A nie jest to specjalnie trudne. Poprawiłam ją, by się nie przekrzywiła.
Cały czas czułam na sobie jego wzrok. Gdy zerknęłam kątem oka na jego twarz, parzył na moje wargi… Nie. Na pewno musiało mi się przewidzieć. Wymyślam. Wie przecież, że nie będzie pomiędzy nami niczego więcej niż jest teraz.
Odsunęłam się kilka kroków do tyłu, po czym zilustrowałam go wzrokiem. Jest przystojny, bardzo.
 - Wyglądasz jak milion dolarów – uśmiechnęłam się szczerze.
 - W takim razie ci zaufam, mimo, że nie lubię muszek – puścił mi oczko. – A ty już coś wybrałaś? – zapytał idąc w stronę przymierzalni.
 - Tak, kupiłam – usiadłam na pufie, znajdującej się naprzeciwko pomieszczenia. – Nic ci nie zdradzę – uprzedziłam jego pytanie.
 - Skąd wiedziałaś? – zaśmiał się. – Jestem aż tak przewidywalny?
 - Nie jesteś – pokręciłam z rozbawieniem głową. – Przyjaźniliśmy się kiedyś. Nie zmieniłeś się za dużo – uśmiechnęłam się na to wspomnienie.
Był mi kiedyś naprawdę bardzo bliski. W pewnym momencie, zaczęłam go spostrzegać nawet, jak kogoś więcej niż tylko przyjaciela. Byłam o niego zazdrosna, kiedy widziałam jak inne dziewczyny z nim flirtują. Śmiał się ze mnie zawsze mówiąc, że musiałaby się znaleźć, taka jak ja, by z nią chodzić.
****
Cześć i czołem!
Witam po prawie rocznej przerwie! Nigdy nie zapomniałam o tym blogu, wciąż czekałam na wakacje.
Mam nadzieję, że rozdział się podobał.
Za wszystkie błędy przepraszam. Jeśli jakie widzicie, napiszcie, będę się cieszyła.
Rozdziały będą pojawiały się co dwa tygodnie.
Pozdrawiam!

10/02/2016

Infromacja

Przepraszam za tak długą moją nie obecność. Liceum okazało się dużo trudniejsze niż przypuszczałam. Niedługo już będę miała pełny plan na mój następny rok. Od Października będę chodziła na zajęcia z pianina, w tedy się wszystko wyklaruje.

9/10/2016

Rozdział 4


**

*

Przez ten pocałunek nie przespałam nocy. Cały czas myślałam o tym co pomiędzy nami zaszło. Nie rozumiem… Za co on mnie przeprosił? Przecież go odwzajemniłam! Chciałam tego! Dlaczego mnie pocałował? Nie wierze, że to zwykły impuls. James nie robi niczego pochopnie. Co mam teraz zrobić? Jak mu spojrzę w twarz? Nie zmienię przeszłości, ani moich uczuć wobec niego. Kiedyś będziemy musieli porozmawiać na ten temat. Możemy od niego uciekać, ale w końcu on i tak nas dopadnie. Nie uchronimy się przed nim. Szkoda.
Cieszę się, że mamy dzisiaj wolne. Ze względu na wystawę, pozwolili nam nie przyjść do szkoły. Nie mam pojęcia gdzie się wybiorę na studia. Muszę jak najszybciej wybrać. Każde są w innym mieście. Chciałbym iść do Nowego Jorku, ale… Nie wiem czy to dobry pomysł. Równie dobrze mogłabym wybrać jakieś z bliższych miast. Tylko, w tedy mogę się nie uwolnić od przeszłości.
Mój telefon zabrzęczał. Mam nadzieje, że jakaś dobra wiadomość. Westchnąwszy, wzięłam urządzanie. James. Raz kozie śmierć.

Pojeździmy na desce?

Sama nie wiem. Muszę przynajmniej zachować pozory.

Jasne, już schodzę.

Przewiązawszy rękawy bordowej bluzy na biodrach, wzięłam deskę. Może… Mogłabym się w końcu zdecydować. Słowo się rzekło, nie mogę teraz się wycofać. Muszę to jakoś przetrwać. Dam radę, chyba… Siląc się na uśmiech wyszłam z domu. Chłopak stał na chodniku z uśmiechem od ucha do ucha.
 - Jestem! – podjechałam do niego. – To co?
 - Do parku? – zaproponował. W odpowiedzi skinęłam głową.
Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Chłopak przez cała drogę nawet nie wspomniał o wczorajszej nocy. Wszystko jasne, dla niego to nic nie znaczyło. Najwyraźniej, rzeczywiście uważa to za zwykły impuls. Na co ja się łudziłam. Jest moim przyjacielem, nic więcej. Skoro tego chce, dam mu to.
 - James – zaczęłam. – Wcz – jadąca na rolkach Lilli, wpadła na mnie. Poleciałam do tyły, zahaczając ręką o coś ostrego. Syknęłam z bólu, czując jak rana mi pulsuje. Eh… Ał… Spojrzałam w stronę krzyczącej przez łzy Lilli. Powinna iść na aktorstwo. Nel, przestań. Nie mogę tak myśleć.
 - Nic ci nie jest? – przerażony James, kucnął przy niej.
 - Noga mnie starsze boli – jęknęła.
 - Nel, zaraz przyjdę, pomogę jej – wziął ją na ręce i poszedł. Pięknie! Ugh… Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Boli. Muszę jakoś się przetransportować. Spróbowałam powoli wstać, ale moje wysiłki poszły na marne. Nie byłam wstanie ustać na lewej nodze. Nawet na mnie nie spojrzał. Po prostu sobie poszedł. Przyjaciel od siedmiu boleści. Telefon! No tak… Nie wzięłam jej. Nigdy nie biorę komórki, jeśli idę pojeździć. Chyba muszę zacząć brać. Spojrzałam na rozciętą rękę. Nie wygląda za dobrze. Syknęłam. Może jakoś uda mi się wyciągnąć bluzę i…
 - Boże, Nel! – przerażony Tom podbiegł do mnie, zdejmując słuchawki z uszu. – Co się stało? – zdjął bluzkę z długim rękawem, pozostając w krótkim rękawku. Obwiązał nią moją rękę.
 - Je…
 - Albo nic nie mów – przerwał mi. – Zadzwonię po taksówkę, trzeba cię zawieść do szpitala. Muszą ci zszyć rękę – wyjął telefon.
 - Co tu robisz? – próbowałam odciągnąć myśli od rany.
 - Przyszedłem pobiegać – otarł moje łzy. – Yy… Dzień dobry, jak daleko ma pan do parku? Stoi pan pod nim? Z której strony. Aha, dziękuję – rozłączył się. – Dasz radę wstać? – zapytał.
 - Nie dam, próbowałam – stęknęłam, czując ból w nodze. Tom bez słowa wziął mnie ręce. – Dziękuje, nie wiem ile bym tu siedziała, gdyby nie ty…
 - Nie mów tyle, oszczędzaj siły – zbeształ mnie. Westchnęłam cicho.

Kilkanaście minut później czekałam na szpitalnym korytarzu z szyta ręką. Na szczęście nodze nic poważnego się nie stało. Lekarz powiedział, że miałam dużo szczęścia. Powiedzmy. Jak się teraz odwdzięczę Tomowi? Mogłam liczyć na niego bardziej niż na Jamesa. Dam mu szansę. Jedną jedyną. Spróbuje się z nim znowu zakolegować. Kiedy spotkaliśmy się za pierwszym razem, wpadłam na niego kiedy biegł. Potem okazało się, że będziemy chodzili do tej samej szkoły. Ta sama podstawówka i liceum. Uśmiechnęłam się mimowolnie.
 - O czym myślisz? – zapytał Tom, siadając koło mnie. Moje policzki poróżowiały. Teraz?!– Lekarz kazał trzymać się zaleceń – podał mi receptę. – Taksówka już czeka – uśmiechnął się. – Dasz radę iść? – zapytał, wstając niepewnie.
 - Jak pomożesz mi wstać – zaśmiałam się. Chłopak podał mi rękę. – Dzięki, że mi pomogłeś – podparłam się o ścianę, gdy już stałam o własnych nogach.
 - Nie ma o czym mówić – uśmiechnął się, pomagając mi ruszyć.
 – Jak ci się odwdzięczę?
 - Pójdziesz ze mną w niedziele na ślub mojej mamy? – wyparował. Spojrzałam na niego zaskoczona. Co mam odpowiedzieć? – Rozumiem – spuścił głowę.
 - Zaskoczyłeś mnie – westchnęłam. – Pójdę – dodałam po chwili ciszy. – Jednak najpierw, - przystanęłam – musimy pogadać.
 - W takim razie, zabieram cię na kawę – uśmiechnął się. – Oczywiście, jeżeli ci to nie przeszkadza – dodał po chwili zmieszany.
 - Nie przeszkadza – zaśmiałam się. Nie wiem co z tego wyniknie. Mam nadzieje, że coś dobrego.

*

Czekałem z Lilli na ławce aż przyjedzie jej ojciec. Nie wiem czy dobrze zrobiłem, zostawiając Nel samą, ale jestem pewien, że sobie świetnie poradziła. Jest zaradna. Mam nadzieję, że nie będzie miała mi tego za złe. Musiałem szybko działać. Lilli krzyczała, ona nie… Mogłem się chociaż jej zapytać, czy wszystko dobrze. Teraz na to już zdecydowanie za późno. Jaki ze mnie przyjaciel. Od tamtego pocałunku, nie potrafię racjonalnie myśleć. Wyśle jej SMS’a. Może odpisze. Mam nadzieje.

Wszystko w porządku?

A co jeśli stało się jej coś poważnego, a ja ją tam zostawiłem? Kretyn. Nie mogę zostawić Lilli samej. Błagam Nel, odpisz…
 - James, dziękuję ci – uśmiechnęła się. – Mam nadzieje, że to nic poważnego – spojrzała zmartwiona na swoją spuchniętą kostkę.
 - Ja też – uśmiechnąłem się. – Do wesela się zagoi – zaśmiałem się.
 - A propo wesela – zaczęła niepewnie. – W niedziele mój tata bierze ślub. Pójdziesz ze mną? – zapytała z nadzieją. I co ma teraz zrobić? Chciałem pójść z Nel na kajaki. Dobrze, że jej tego jeszcze nie zaproponowałem. Nie chce robić Lilli przykrości. Jest zupełnie inna. Może skrzywdziła Nel, ale chce wszystko naprawić. Każdy zasługuje na druga szansę.
 - Jasne – uśmiechnąłem się. – To chyba twój tata – wskazałem na srebrne auto, parkujące koło nas. Wysiadł z niego wysoki mężczyzna o posiwiałych włosach.
 - Dziękuje panu – podał mi rękę, uśmiechając się.
 - Drobiazg – odwzajemniłem uśmiech.
 - Może pojedziesz z nami? – zaproponował pomagając Lilli, wsiąść do auta. – Chciałbym cię lepiej poznać – zamknął drzwi od pasażera. – Dużo o tobie słyszałem – uśmiechnął się.
 - Może następnym razem – odwzajemniłem uśmiech. – Niedługo muszę stawić się w pracy – spojrzałem na zegarek. Co miałem powiedzieć? Muszę sprawdzić co z Nel. Przede wszystkim ją przeprosić.
 - W takim razie, do zobaczenia – wsiadł do auta.
 - Do widzenia – uśmiechnąwszy się, ruszyłem w stronę miejsca wypadku. Muszę się pospieszyć. Może tam czeka. Nel nie wzięła deski. Krew? Świeża… Cholera! Kretyn! Jeżeli stało się jej coś poważnego… - Scott, nie wróż! – zbeształem się, biorąc deski do ręki.

*

Czekałam przy stoliku aż Tom przyniesie nam zamówienie. Powinnam z nim przeprowadzić te rozmowę już dawno temu. Dlaczego się nie odważyłam? Ach tak… Byłam wściekła. Sama już nie wiem komu ufać, a komu nie. Z jednej strony James, z drugiej strony Tom. James jest moim przyjacielem. Co prawda zostawił mnie, ale na pewno miał ku temu dobry powód. Tom mnie już zranił i to nie raz. Ostrzegałam go. Jamesa kocham, tak jak nikogo dotąd. Westchnęłam zrezygnowana.
 - Nasze zamówienia – uśmiechnął się, stawiając dwa kubki z mrożoną kawą. – Coś się stało? – zapytał siadając.
 - Nie nic – uśmiechnęłam się, machając dłonią. – A więc… - zaczęłam.
 - A więc… Nel, posłuchaj… Wiem, że bardzo cię zraniłem. Nie powinienem jej ufać… Myślałem, że cię znam, ale te wszystkie sytuacje wyglądały, jakby…
 - To była moja wina – spuściłam głowę. – Wiem – westchnęłam. – Tym bardziej się na tobie zawiodłam. Nie byłabym w stanie posunąć się do takich rzeczy. Ufałam ci.
 - Nel… Nie cofnę czasu, choćbym bardzo chciał. Kiedy przestałaś się do mnie odzywać, Lilli również przestała. Dotarło do mnie w tedy, co tak naprawdę zrobiłem. Wydawało mi się, że stoję po właściwej stronie, ale prawda okazała się zupełnie inna. Straciłem osobę, na której mi najbardziej zależało. Nie pojawiałaś się w szkole. Bałem się, że coś ci się stało. Wielokrotnie do ciebie przychodziłem, ale dowiadywałam się, że nie mogę cię odwiedzić. Jestem kretynem, pff. To za mało powiedziane. Proszę tylko o jeszcze jedną szansę. Chcę ci pokazać, że naprawdę żałuję. Dasz mi ją? – spojrzał na mnie błagalnie. Patrzyłam na niego zdezorientowanym wzrokiem. Nie wiedziałam co powiedzieć. I co? W szpitalu postanowiłam, że dam mu szansę. Zna Lilli, ale… No właśnie. Lilli jest przebiegła, zrobi wszystko, żeby popsuć mi życie. Z drugiej strony kiedyś pewnie, będę jej potrzebowała. Nie mogę się wycofać. Nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki. Uśmiechnęłam się do niego.
 - Dobrze, dostaniesz tą jedyną szansę. Tylko proszę, – zawahałam się – nie zmarnuj jej.
 - Obiecuje – położywszy swoją dłoń na mojej, ścisnął ją lekko. – Nie zawiodę cię, drugi raz. O, właśnie! Pomogłabyś mi w piątek, wybrać garnitur na ten ślub? – zapytał z nadzieją.
 - Jasne – zaśmiałam się, przykładając słomkę do ust.

Wdrapałam się po schodach. Rodziców na szczęście nie ma w domu. Co oznacza brak, zbędnych pytań. To wszystko pokomplikowało się bardziej niż myślałam. Tom naprawdę żałuje. Myślę, że dobrze zrobiłam. Jak nie… No cóż. Drugi raz nie popełnię tego błędu. Weszłam powoli do pokoju. Położyłam bluzę na parapet otwartego z jednej strony okna, wzdychając ciężko. Podniosłam wzrok, napotykając oczy Scotta. Zaskoczony wypuścił z rąk książkę, którą miał w ręce. Pokręciłam przecząco głową, zamykając okno. Spuściwszy roletę, położyłam się na łóżku. Tom okazał mi większe wsparcie niż on. Nie chce go na razie widzieć. Nie teraz. Przymknęłam oczy, chcąc o wszystkim zapomnieć.

Przetarłam zaspane oczy. Musiało mi się przysnąć. Zwinęłam, siadając na łóżku. Natychmiast tego pożałowałam. Przy biurku siedział James’a. Pewnie Max go wpuścił. Chłopak patrzył na mnie wyczekująco. Wstałam z trudem z łóżka, chcąc doczłapać się do torebki.
 - Nel, przepraszam – powiedział ze skruchą w głosie i obawą. – Musiałem szybko działać. Myślałem, że sobie poradzisz – spuścił wzrok, wstając.
 - To źle myślałeś – warknęłam. – Gdyby nie Tom, pewnie bym straciła przytomność – wyjęłam telefon. – A teraz wybaczysz, ale spieszy mi się – udałam się w stronę drzwi, kuśtykając.
 - Lilli krzyczała… Nie chciałem, żeby tak wszyło – złapał mnie za nadgarstek. – Przepraszam.
 - Aha, czyli gdybym leżała tam nieprzytomna, to nawet byś się nie zorientował, bo nie miałabym jak krzyknąć? – zapytałam z pretensjami, otwierając drzwi. – Ale wiesz? Dobrze, że tak się stało. Przynajmniej wyjaśniłam sobie wszystko z Tomem – spojrzał na mnie zaskoczony. – Dobrze słyszałeś, dałam mu drugą szansę. Też kiedyś będę jej potrzebowała – chciałam wyjść, ale chłopak nie pozwolił mi na to, przytulając mnie. Nie wiedziałam co robić, ale w końcu po chwili się w niego wtuliłam.
 - Przepraszam, tak bardzo cię przepraszam – szepnął całując mnie w głowę. – Obiecuje, że już nigdy więcej cię nie zostawię – objął moją twarz w dłonie. Uśmiechnęłam się do niego. Dlaczego mu tak szybko ulegam? Nie wiem czy to dobrze.


*

Długo mi tego nie zapomni. Co do jednego ma racje. Gdyby leżała tam nieprzytomna… Nawet nie chce o tym myśleć. Dobrze, że Tom tamtędy przechodził. Pomógł jej, kiedy ja tego nie zrobiłem. Musze przestać o nim myśleć. Tylko, że… Nel dała mu drugą szansę. Myślałem, że nie chce go znać. Eh, w końcu pomógł jej. Podziękuje mu za to. Zorientowawszy się, że nadal obejmuje jej twarz, zmieszany wziąłem swój telefon, leżący na biurku. Powiedz coś Scott.
 - W ramach przeprosin, - zacząłem – chciałbym cię zaprosić w piątek do kina – uśmiechnąłem się. Dziewczyna spojrzała na mnie zakłopotana. – Nie ma szans?
 - James, obiecałam Tomowi, że pomogę mu w piątek po szkole wybrać garnitur. Zaprosił mnie w niedzielę, na ślub jego mamy – spojrzała na swoje dłonie.
 - Wiesz, zabawne – przyznałem zakłopotany. – Też idę na ten ślub. Lilli mnie zaprosiła – spojrzałem na nią uważnie. – No cóż…
 - Ile zostało ci do zmiany? – zapytała znienacka.
 - Ze trzy godziny – spojrzałem na zegarek. – Miałem jeszcze kupić garnitur – skrzywiłem się.
 - To, – zaczęła – co ty na to, żebym pomogła ci z wyborem garnituru, a ty mi z wyborem sukienki? Wszyscy mnie w tamtej widzieli, a po za tym przyda się jakaś nowa. Wiesz, że nie mam ich za dużo– zagadnęła.
 - Świetny pomysł! – uśmiechnąłem się. – To co, idziemy? – przytaknęła z uśmiechem. – Pomogę ci zejść – wziąłem ją na ręce. Dziewczyna zaczęła się śmiać.
 - James, nie musisz mnie znosić – objęła moją szyję.
 - Nie muszę, - przyznałem – ale chce – uśmiechnąłem się, stawiając ją przed samochodem. Otworzyłem drzwi, zapraszając do środka.


*

Wręczyłam wcześniej Jamesowi parę garniturów. Szary mu nie pasował, a czarny jest standardowy. Obstawiam, że w granatowym będzie wyglądał najlepiej. Do tego biała koszula i coś pod szyję. Ewentualnie zastanawiałabym się nad szaro-granatowym, dobrze na nim leżał. W końcu wyszedł w granatowym, poprawiając rękawy. Uśmiechnięta podeszłam do niego.
 - I jak? – uśmiechnął się szeroko. Poprawiwszy mu kołnierzyk, przejechałam po nim, zostawiając ręce na klatce piersiowej.
 - Wzięłabym ten – uśmiechnęłam się. – To co? – odsunęłam się do tyłu, by jeszcze raz spojrzeć na całość. – Wybrałbyś jeszcze jakiś krawat i moim zdaniem będzie dobrze.
 - W takim razie, bierzemy go – uśmiechnął się, wracając do przymierzalni. – Odbierzesz? – wyciągnął niepotrzebne garnitury.
 - O, jasne – odebrawszy je, zaczęłam odwieszać na miejsca. – Gotowy? – zapytałam, czując, że chce mnie przestraszyć.
 - Tak – zaśmiał się. – Nic nie ujdzie twojej uwadze – wystawiłam mu język. – To co? Idziemy kupić ci sukienkę? – zapytał, gdy wychodziliśmy ze sklepu.
 - Wcześniej, widziałam długą granatową – pociągnęłam go w stronę sklepu. – Miałam ją zamiar kupić przez Internet, ale to trochę ryzykowne.
 - Wiem – zaśmiał się. Zatrzymał się nagle, pociągając mnie za sobą. – Chodzi ci o tą? – zaśmiał się, pokazując mi sukienkę na wystawie.
 - Tak, dzięki – pokręciłam przecząco głową. – Wydawało mi się, że ten sklep jest dalej.
 - Nel, obiecasz mi obowiązkowo trzy tańce? – zapytał unosząc brew.
 - Jak lubisz mieć podeptane stopy – zaśmiałam się.

****
Cześć i czołem!
Co tam u was? Jak po rozpoczęciu?
Wybaczcie za końcówkę, ale kompletnie nie wiedziałam, jak mam zakończyć rozdział.
Jeżeli nie widzieliście zwiastuny, to koniecznie musicie zobaczyć! Zapraszam ------------------> LINK
O ważna sprawa! Rozdziałów może być więcej niż 8.
Do zobaczenia!
PS. Mam do was ogromną prośbę, nie będzie was to dużo kosztowało... Moglibyście wejść w ten LINK? Brat chce coś wygrać i obiecałam mu, że pomogę. Jeżelibyście mogli zaliczyć mu wyświetlenie i dać łapkę w górę, byłabym wam bardzo wdzięczna. :*****

9/01/2016

Informacja

Cześć i czołem!
Wiem, że rozdział miał się pojawić dzisiaj, ale muszę to przełożyć na za tydzień.
Do zobaczenia!

8/25/2016

Zwiastun

Chciałbym wam przedstawić zwiastun bloga! Mi osobiście się bardzo podoba i nie mogę przestać go oglądać. Dziekuję Aya! :D


8/19/2016

Informacja

Cześć i czołem!
Z racji, że niedługo zacznie się rok szkolny, chciałam poinformować, że rozdział pojawi się dopiero w pierwszy piatek września. :D
Do zobaczenia!