7/22/2016

Rozdział 2 cz.1

Weszłam zaspana do salonu. Dzisiaj mamy na dziesiątą, z czego jestem bardzo zadowolona. Wczoraj James uczył mnie jeździć do późna. Polubiłam go. Ziewnęłam odruchowo, zasłaniając usta. Kiedy otworzyłam oczy, co ujrzałam? James’a siedzącego obok Max’a. Brunet uśmiechnął się do mnie szeroko, powstrzymując od śmiechu. Pięknie. Tego jeszcze brakowało. Nie ma nic piękniejszego, niż widok zaspanej mnie z rana. Czekaj, wróć… Co robi Scott o w pół do dziewiątej, w naszym salonie? Spojrzałam pytająco na brata. Może on mi wyjaśni, dlaczego on tutaj siedzi.
 - Rodzice musieli wyjechać wcześniej, więc poprosili Jamesa, żeby nas podwiózł – westchnął.
No tak, praca. Szkoda, że tak często wyjeżdżają. Przynajmniej, okazują swoją miłość wobec nas. Alec nigdy nie mógł tego powiedzieć. Jego rodziców też najczęściej nie ma w domu. Z tego co wiem, to rzadko słyszy od nich ‘kocham cię’. Skinąwszy głową, bez zastanowienia ruszyłam w stronę kuchni.
 – Śniadanie masz w lodówce! – krzyknął za mną.
O dziewiątej siedziałam na tylnym siedzeniu czarnego BMW. Samochód w końcu ruszył, gdy Max wsiadł do niego zdyszany. On kiedyś zapomni własnej głowy. Mam nadzieje, że podczas ćwiczeń nie będę musiała być w parze z Tom’em, tym bardziej z Lily. Nadal nie mogę uwierzyć, że tak po prostu dał się złapać w jej pułapkę. To do niego nie podobne. Sam mówił, że to żmija, więc dlaczego wierzył jej za każdym razem? Może coś pomiędzy nimi zaiskrzyło, a ona tylko na to czekała. Jeszcze trochę i się od niej uwolnię. Muszę jakoś wytrzymać ostatnie półtora roku w liceum. Tak właściwie to nawet mniej. Za miesiąc jest koniec roku. Spojrzałam we wsteczne lusterko, w którym napotkałam wzrok James’a. Przyglądał mi się. Natychmiast wrócił do obserwowania drogi. W oddali spostrzegłam zarys mojej szkoły. Witaj psychiatryku. Ciekawe co mnie dzisiaj czeka. Zerknęłam na Max’a. To on pomógł mi wrócić do szkoły po przygodzie z Tom’em. Scott przegadał z nim całą drogę. Może naprawdę warto mu dać szansę. Zazwyczaj starsi ignorują mojego brata. Strasznie mnie to jątrzy. Nie jest w niczym od nich gorszy. Mimo, że często mnie denerwuje. Zachowanie James’a dobrze o nim świadczy. Samochód zatrzymał się w końcu.
 - Dzięki – rzuciłam wychodząc.
 - Nel! Zaczekaj! – zamknąwszy szybko auto, Scott podbiegł do mnie. – Zaprowadziłabyś mnie do gabinetu dyrektora? Mam dzisiaj z Matt’em poprowadzić zajęcia z bezpieczeństwa.
 - Jasne – ruszyliśmy w stronę szkoły. – Tylko – zatrzymałam go – jeśli jakaś blondynka się do mnie przyczepi albo będzie coś mówiła… to zignoruj to, proszę. Dobrze?
 - Bez problemu – uśmiechnął się.
Zaraz jak tylko przekroczyłam próg szkoły, poczułam wlepione we mnie spojrzenia. No tak, dawno nie weszłam do szkoły z chłopakiem. Kątem oka zauważyłam Tom’a, który z zazdrością przyglądał się brunetowi. Chłopak spojrzał na mnie niepewnie.
 – Chyba już zdążyłem kogoś zdenerwować – szepnął.
 - Nie zwracaj na niego uwagi – odparłam beznamiętnie.
 - Jak sobie życzysz – uśmiechnął się.
Lily przed gabinetem dyrektora. Świetnie. Myślałam, że pan Brown po ostatnim wybryku córki zapłacił i dali jej spokój. Może w końcu odpowie za swoje czyny. Niestety to jeszcze nie dziś. W tej szkole pieniądze zapewniają jej ochronę. Pf… Oczywiście, dopóki jej ojciec, nie przestanie na nią łożyć.
 - Nel, przedstawisz mnie może koledze? – zapytała z uśmiechem, gdy już zatrzymaliśmy się przed gabinetem. Zignorowałam ją, siadając. – Przepraszam – posmutniała. – Przepraszam cię za to, co ostatnio ci zrobiłam. Nie wiedziałam, że to cię tak bardzo zrani – przysiadła się do mnie, łapiąc za dłoń. Jeszcze tego brakuje, żeby mnie dotykała. James spojrzał na mnie pytająco. – Dobrze – powiedziała zrezygnowana. – Jeżeli wybaczysz mi kiedyś, odezwij się – odeszła.
Scott przysiadł się do mnie.
 - Zrobiła teatrzyk – spojrzałam na Tom’a, obserwującego całą sytuacje.
Westchnęłam cicho, odwracając wzrok.
 - W porządku? – spojrzał w stronę chłopaka. Kiedy miałam odpowiedzieć, otworzyły się drzwi od gabinetu. – Dokończymy późnej – uśmiechnął się, ściskając moją dłoń.
Spojrzałam na nasze splecione ręce. Lily go nie zna, więc może naprawdę warto byłoby, zaprzyjaźnić się z nim. Odwzajemniłam uśmiech.
 - O dzień dobry – podszedł do nas dyrektor.
Speszony James natychmiast zabrał rękę. Zarumieniona spuściłam wzrok. Kolejny plus tego dnia, świetnie. Nie chcę plotek. Dopiero się z nimi uporałam.
 - Dzień dobry – uśmiechnęłam się do dyrektora. - Do zobaczenia, James – odeszłam.
Weszłam powoli na aule. No tak wpół do dziesiątej. Zawsze przed czasem. Uśmiechnęłam się pod nosem, zajmując jedno z miejsce na materacu. Wyjąwszy szkicownik, zaczęłam rysować portret James’a. Od ogółu do szczegółu. Nim zorientowałam się, miejsca zostały zajęte przez uczniów. Przez pół godziny zdążyłam zrobić ogólny zarys, który wygląda przyzwoicie. Schowałam szkicownik do torby, widząc jak wchodzi dyrektor z braćmi. Pewnie będzie trzeba dobrać się w pary. Świetnie. Odkąd dziewczyny skończyły liceum, nie mam być z kim w parze. Kiedyś nawet spróbowałam być z przypadkową dziewczyną. Niestety zostałam wypytana o cała sytuację, którą zapoczątkowała Lily. Dyrektor uśmiechnąwszy się do nich, wyszedł z auli.
 - Witamy – zaczął James. – Jesteśmy tutaj, żeby poprowadzić dzisiejsze zajęcia z bezpieczeństwa.
 - Na dzisiaj – podjął Matt – mamy przewidziane zajęcia praktyczno-teoretyczne. Teoretyka zajmie się wyjaśnianiem oraz zastosowaniem praktyki. Głownie będzie chodziło o zachowanie się podczas możliwych ataków lub wypadków, które mogą zdarzyć się na co dzień.
 - Na sam początek, najczęstsza sytuacja, do której wzywają pomoc – James przełączył slajd. – Wchodzicie do ogrodu, widząc jak wasz kolega, spada z drabiny.
 - Musicie mu pomóc – Matt rozłożył drabinę na scenie. – Może poproszę na sam początek dwie osoby. Nel – spojrzał na mnie. – twoją parą dzisiaj będzie chłopak w bordowej bluzie – zwrócił się do Tom’a.
Nie! To przesada! Zabije go za to. James spojrzał na mnie uważnie. W jego wzroku mogłam dostrzec niepewność i współczucie. Z udawanym uśmiechem, weszłam na scenę. Chłopacy poinstruowali nas, co mamy robić. Świetnie! Będę ofiarą. Chociaż, raz tak na prawdę nią będę. Za każdym razem wierzyli Lily.
Prze kolejne trzy godziny pracowałam z Tom’em, który próbował nawiązać ze mną jakikolwiek kontakt. Nie pozwolę, by znów się do mnie zbliżył. Rana, którą po sobie zostawił, zabliźniła się, ale blizna nigdy nie zniknie. Dobrze o tym wie. Oparłam się o szkolny mur. James powiedział, że nas odwiezie, a rodzice moją się nie kłopotać.
 - Już jestem – uśmiechnął się do mnie Scott. – Max zaraz przyjdzie, zapomniał czegoś… znowu – parsknęłam śmiechem. – Słuchaj – zaczął, gdy ruszyliśmy w stronę auta. - przepraszam za Matt’a…
 - Nie wiedział – przerwałam mu. – Nic się nie stało. Kiedyś będę musiała odciąć się od przeszłości. Mogłam odmówić. Na przyszłość będę pamiętała – uśmiechnęłam się. – Jeszcze raz dzięki, że robisz dzisiaj za naszego szofera – położyłam plecak na siedzeniu.
 - Cała przyjemność po mojej stronie – uśmiechnął się szeroko. – Słuchaj – zaczął niepewnie – może spotkamy się dzisiaj w parku? – spojrzałam na niego uważnie.
To jest moja szansa. Muszę się jej chwycić. Może okazać się ostatnią. Odwzajemniłam uśmiech. Lubię jak się uśmiecha, to dodaje mu uroku.
 - Przy fontannie, o siedemnastej? – zaproponowałam. Skinął głową. – Nie przyniosę rolek – uprzedziłam go.
 - Skąd wiedziałaś? – uniósł jedną brew.
 - Ostatnio powiedziałeś, że skoro umiem już jeździć…
 - …nie odpuszczę ci – dokończył, przerywając mi z uśmiechem. – Dobrze, ale w takim razie stawiam lody – postawił warunek.
 - Nie ma sprawy – podaliśmy sobie ręce. Oboje wybuchliśmy śmiechem. Powinnam go przeprosić za tą lemoniadę. - James – spoważniałam – przepraszam za to, że wylałam na ciebie lemoniadę…
 - Nie przepraszaj – przerwał mi ze śmiechem. – Zasłużyłem – puścił mi oczko.
Moje policzki stały się delikatnie różowe. Świetnie! Dlaczego akurat teraz? Naprawę? Swoją drogą, ciekawe ile razy użyłam dzisiaj słowo „świetnie”.
 - Jestem! – krzyknął wyczerpany Max. – Zapomniałem książek.
Leżałam na łóżku, szkicując portret James’a. To zabawne, w jaki sposób się poznaliśmy. Jeszcze nigdy nie wylałam na nikogo… czegokolwiek. Najwyraźniej musi być ten pierwszy raz. Może nasza znajomość będzie się tym wyróżniać. Jeżeli będzie tylko chciał… Jestem pewna, że pozwolę mu się do mnie zbliżyć. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Chociaż pod pewnymi względami jest podobny do Tom’a. Oboje są przystojni, zabawni, troskliwi. Mam nadzieje, że historia się nie powtórzy. Nie wiem, jak to drugi raz przeżyje. Nie chce znów grać w grę Lily. Nigdy nie zniżę się do jej poziomu. Zawsze będę wyżej niż ona. Zastanawia mnie, co jej takiego zrobiłam… Przecież… Sama nie wiem. Odebrała mi prawie wszystko. Cieszę się, że godności nigdy mi nie zabierze. Może o tym pomarzyć. Nie pozwolę tej żmii, zawładnąć moim życiem. Jak się ono potoczy, zależy tylko i wyłącznie ode mnie. Mój telefon zabrzęczał. Wiadomość na grupie. Nadal nie wierzę, że Eliza nazwała ją "Nieposkromione Tygrysy mrrrrr :*xo".

Eliza:   Spotkamy się dzisiaj?:D
Lea:     Nie mam żadnych planów ^^
Ja:       Jestem zajęta :P
Eliza:   Uuuu… Widzę, że James działa ^^
Lea:     To gdzie się z nim spotykasz? :D
Ja:       To tylko kolega :P
W parku ;)
Lea:     Jasne, wmawiaj sobie ;P
Eliza:   Lea, dajmy wyszykować się jej na randkę ^^
Lea:     Masz racje :D
Ja:       To nie randka -,-
Eliza:   Ale chciałabyś :P
Ja:       Lecę :P
Lea:     Czyżby nasza mała Nel się zauroczyła? ^.^

Dokończyłam portret ostatnimi kreskami. Teraz wygląda idealnie. Ma orginalny kolor oczu. Trudno było mi je odzwierciedlić, ale mam nadzieję, że się udało. Hm… Mam jeszcze dwie godziny do naszego spotkania. Mogę się spokojnie zdrzemnąć, jestem wykończona. Położyłam głowę obok szkicownika. I tak pewnie obudzę się zaraz.


*

Kurczę, spóźnia się dwadzieścia minut. W dodatku nie odbiera telefonu. Zacząłem chodzić w te i z powrotem. Może coś się stało. Nie… Eliza by mi pewnie powiedziała. Scott nie możesz podejrzewać od razu najgorszego. Pewnie coś ją zatrzymało i zapomniała wziąć telefon. Nic. Kupie lody i pójdę do niej. Może spotkam ją po drodze. Hm… Tylko jakie. Wybiorę coś, ważne, żeby była cała. Po kilku minutach stałem pod drzwi jej domu, trzymając w ręce pudełko z jagodowymi lodami. Zadzwoniłem po raz kolejny dzwonkiem. Teraz, zaczynam się o nią martwić. Spróbowałem dodzwonić do niej, jednak nie odbierała. Może coś się stało. Co jeśli ktoś jej coś zrobił? Ostatnio miałem… Scott! Zrezygnowany chciałem wrócić do domu, ale drzwi się otworzyły. Max spojrzał na mnie zaspanym wzrokiem.
 - Cześć stary – przeczesał ręką włosy. – Coś się stało? – zdziwiony spojrzał na pudełko lodów.
 - Przepraszam, nie chciałem cię budzić – podrapałem się po karku. - Umówiłem się z Nel i jest dużo po czasie. Myślałem, że coś się stało.
 - Nawet nie wychodziła z domu. Pewnie wyciszyła telefon i poszła spać - ziewnął. - Schodami do góry, ostatnie drzwi po prawej – uśmiechnął się, co odwzajemniłem.
Powędrowałem na górę, według jego wskazówek. Uśmiechnąłem się, widząc na drzwiach jej imię. Zapukałem, jednak nikt nie odpowiedział. Wszedłem niepewnie do środka. Dziewczyna spała na łóżku, a pod ręką miała szkicownik. Uroczo wygląda kiedy śpi. Wyjąłem go delikatnie spod jej dłoni. Uniosłem zaskoczony brwi. Naszkicowała… mój portret. Co najlepsze, wygląda bardzo realistycznie. Uśmiechnąłem się mimowolnie, spoglądając na dziewczynę.

3 komentarze:

  1. Uu troszkę slabo, że Nel musiała być w parze z Tomem. Wyczuwam, że on był wielkim debilem.
    Znajomość z Jamesem się rozwija :D oby tak dalej i oby nie okazał się on taki jak Tom.
    Super i czekam x

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie lubię tej Lili. Strasznie sztuczna dziewczyna.
    Ten Tom tez taki jakiś no... nie lubię gościa. Wole Nel i Jamesa ^^
    Te przyjaciółki Nel są takie supi. Serio świetne :D
    Świetny rozdział i czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na początek jedno pytanie. Który Scott, to Scott? Może jestem ciemna, ale coś za dużo ich w tej zakładce. Szczególnie, że Tom przypomina mi tego słodziaka z "Cloud 9".
    czyli Max jest zapominalski? pewnie by przestał, jeśli miałby dziewczynę. Bo by mu ciągle przypominała.
    James i Nel przecinają się spojrzeniami? No nieźle. najważniejszy pierwszy krok, a potem samo jakoś wychodzi. Jakaś blondynka? Ale Nel pamięta, że sama ma jasne włosy, co nie? Wiem, że chodzi o jej przyjaciółkę, ale to jest silniejsze ode mnie.
    Tom jest zazdrosny? To dobrze, znaczy, że mu zależy.
    Matt poprosił Nel, bo chce ją swatać z Jamesem, czy tak ma być mu raźniej? Zależy, jakie sam ma intencje. A nie. Jednak chce go swatać z Tomem. No cudownie. Przecież to ma być James, prawda?
    No, szkicuje się buźkę Jamesa? No cudownie. Tylko niech nie zapomni go potem dobrze schować przed przyjaciółkami, bo zaraz będą piały z radości.
    Już koniec? Szkoda... Zaczynałam się rozkręcać. Rozdział świetny! Czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest motywujący!