7/29/2016

Rozdział 2 cz.2

*

Uśmiechnięta, otworzyłam oczy. Ten sen mogę zdecydowanie, zaliczyć do tych normalnych. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. Osiemnasta… James! Podniosłam się jak oparzona. Musi na mnie czekać! Dwanaście nieodebranych połączenia od niego. Oczywiście! Dzisiaj musiałam zaspać. Chwila, coś mi tu nie gra. Gdzie mój szkicownik? I co robi na mnie koc? Przerażona spojrzałam na Scott’a, siedzącego na kanopo-parapecie. Ma mój szkicownik. Pięknie. Przecież mógł sobie jeszcze coś pomyśleć. Nie, że mi się podoba czy coś… Spojrzał na mnie rozbawiony. Bez słowa odłożył szkicownik i wyszedł. Świetnie. Głupia! Jak mogłam dać się tak wkopać. Już nigdy więcej, nie będę spała przed spotkaniami. Nie ma takiej opcji. Padłam zrezygnowana na łóżko. Kiedy miałam już zamiar go dogonić, wszedł do pokoju z pudełkiem lodów i dwoma łyżkami.
 - Nie pojawiłaś się w parku, więc – zaczął.
 - Bardzo cię, przepraszam – przerwałam mu, na co się roześmiał.
Co go tak śmieszy? To, że go przepraszam? Oczywiście, że nie. Panikuje bez powodu. Właśnie, bez powodu. Powód zazwyczaj się pojawia, nawet jeśli jest błahy.
 - Nie pojawiłaś się w parku, więc – przysiadł się do mnie – przyniosłem lody do ciebie – uśmiechnął się, otwierając pudełko. Jagodowe? Skąd on wiedział? Eliza…
 - Eliza ci powiedziała, prawda? – westchnęłam zrezygnowana. – Na drugi raz, musi trzymać język za zębami – spojrzał na mnie zdziwiony. – Nie patrz tak. Jagodowe to moje ulubione.
 - Naprawdę? Trafiłem? – zaśmiał się. Czyli jednak mu nie powiedziała? Zdecydowanie to ja, muszę trzymać język za zębami. Rozbawiony podał mi łyżkę. – Wiesz, chciałbym cię jeszcze gdzieś dzisiaj zabrać – uśmiechnął się tajemniczo. To spotkanie zaczyna powoli wyglądać jak randka. Co gorsze, zaczyna mi to odpowiadać. – A tak w ogóle to pięknie rysujesz – wstał po szkicownik.
 - Yhym, dzięki – włożyłam łyżkę do ust. – Mam swoją własną pracownie na poddaszu.
 - Żartujesz? – zaśmiałam się. – Z czego się śmiejesz – przerzucił kilka kartek do przodu.
 -A z niczego – zamknęłam mu szkicownik. – Choć, pokaże ci – zaprowadziłam go na poddasze. Zdziwiony otworzył oczy. – Tak, to moje – zaśmiałam się.
 - Wow, naprawdę jesteś niezła – stwierdził, oglądając rodzinny portret. – To też sama namalowałaś, prawda?
 - Tak, w zupełności sama. Jeśli chcesz, możesz sobie wybrać jeden z nich.
 - Który tylko zechce? – spojrzał na mnie podejrzliwie
 Zaśmiałam się, kiwając głową. Zaczął rozglądać się po pomieszczeniu. Zatrzymał się przy płótnie zasłoniętym ścierką Zapomniałam, że nadal mam mój portret. Odsłonił go powoli.
 – Chce ten – wziął go do ręki. Zarumieniona, odwróciłam się do sztalugi. – Choć – niespodziewanie pociągnął mnie za rękę. Zaprowadzę cię gdzieś – uśmiechnął się tajemniczo. – Jednak najpierw, będę musiał odstawić to cudo do domu – zerknął na niego jeszcze raz.
Spacerowaliśmy po parku. James okazał się świetnym facetem. Mamy wiele wspólnych tematów. Okazało się nawet, że tata często widzi się z nim na komisariacie. Pewnie słyszał już o mnie i to nie mało. On zawsze lubił się przechwalać naszymi osiągnięciami. To jest przerażające. Nie wiem co mógł mu powiedzieć. No cóż, będę musiała z nim pogadać. Urządzę małe przesłuchanie. Mam to we krwi.
 - Muszę zawiązać ci teraz oczy – zatrzymał się nagle. Chwila, co? Nie ma mowy, lubię wiedzieć gdzie idę. – Nic ci nie zrobię – zaśmiał się, widząc moja minę. Nie byłabym tego taka pewna. – No już – zawiązał mi oczy. Dlaczego mu na to pozwalam? Powinnam dać mu w twarz i uciec. – Zaniosę cię. Nie chce, żebyś się zabiła po drodze – zaśmiał się.
To nie jest śmieszne. To całkiem możliwe. Przeszedł mnie dreszcz, czując jego oddech na mojej szyi. Co się ze mną dzieje? Od czasu Tom’a, nigdy więcej tego nie czułam, nie w ten sposób.

*

Uśmiechnąłem się pod nosem, czując jak drgnęła. Wziąłem ją na ręce. Jej policzki, coraz bardziej czerwieniały. Zawstydzona odwróciła głowę. Jest urocza. Dziewczyny mówiły, że od długiego czasu się tak nie zachowywała. Musiała bardzo cierpieć, skoro ukrywała od kilku lat swoją prawdziwą twarz. Po chwili doszliśmy na miejsce. Postawiłem ją ostrożnie na ziemi. Dziewczyna, nadal trzymała się mojej szyj. Uśmiechnąłem się. Speszona, natychmiast je zdjęła. Odwróciłem ją w drugą stronę. Stanąwszy za nią, odsłoniłem oczy.
 - James… Mieszkam tu od siedemnastu lat – czyli jednak znała to miejsce. Niespodzianka, nie wypaliła. Szkoda. - Jestem bardzo często na plaży, ale nigdy nie widziałam takiego miejsca – odwróciła się do mnie z uśmiechem. – Skąd je znasz? – zapytała zaciekawiona.
 - Mieszkałem w Los Angeles, zanim wyjechałem na studia – zaśmiałem się.
 - Każdą dziewczynę tu przyprowadzasz?
 - Tylko te, które są tego warte – uśmiechnąłem się, zakładając jej kosmyk za ucho. Ma piękne oczy. Wcześniej nie zauważyłem ciemnoniebieskiej obwódki, otaczającej źrenice. Jak mogłem tego nie dostrzec? Nagle zaczęło padać. Otrząsnąłem się z amoku, zdejmując kurtkę i podając jej ją. – Przepraszam, nie przewidziałem deszczu – zaśmiałem, gdy już staliśmy pod drzwiami domu.
 - Myślę, że jakoś zdołam ci to wybaczyć – zrobiła poważną miną. Po chwili wybuchliśmy śmiechem. – Dziękuję, że mi je pokazałeś – uśmiechnęła się. - Dobranoc.
 - Dobranoc – odwzajemniłem uśmiechem, a dziewczyna zniknęła za drzwiami.

*

Bez zastanowienia pobiegłam do pokoju. Zamknęłam za sobą szybko drzwi, by nie stanąć pod ostrzałem pytań rodziców. Chociaż i tak jestem pewna, że tata wyglądał przez okno. Oparłam się o nie, przygryzając wargę. To zaczyna być niepokojące. Nie wiem co by się stało, gdyby nie nagły deszcz. Jak to w ogóle możliwe? Nie mogę się w nim zakochać. Jest dużo starszy. Siedem lat, to ogromna przepaść. W ogóle nie powinnam o tym myśleć. Jesteśmy bardzo dobrymi kolegami. To wszystko. Nic więcej. Ta sytuacja to przypadek.

**

Przerażona zbiegłam po schodach. Nie zdążę do szkoły. Oczywiście, musiałam zaspać. Trudno, śniadanie zjem w szkole. Przynajmniej nie będę skazana na Tom’a. Ariana w końcu wraca do szkoły, więc będą mogła się zamienić. Zamknąwszy w pośpiechu dom, ruszyłam w stronę szkoły.
 - Podwieźć cię? – uśmiechnięty James, oparł się o płot.
 - A praca? – zapytałam podejrzanie, odwracając się.
 - Rano dowiedziałem się, że jeszcze dzisiaj poprowadzę u was zajęcia – zaśmiał się. – Wsiadaj – otworzył mi drzwi. Przegadaliśmy całą drogę, świetnie się bawiąc. – Słuchaj – zaczął drapiąc się po karku, gdy już zaparkował pod szkołą – to mój numer – podał mi karteczkę. – Gdybyś czegoś potrzebowała, pisz – uśmiechnął się.
Schowałam ją do kieszeni. Nie powiem, że mam go już od Elizy. Będzie mi strasznie głupio
 - Dzięki – uśmiechnęłam się, całując go w policzek.
Z pospiechem wysiadłam z auta. Dlaczego to zrobiłam? Głupia. Bez zastanowienia udałam się w stronę auli. Musze z tym skończyć. Nie powinnam była go całować. Tym razem na prawdę coś sobie o mnie pomyśli. Nie zepsuje tej znajomości. Nie chce. Muszę być ostrożna.
 - Adkins! – krzyknął za mną kobiecy głos. Świetnie! Brown. Czego znowu chce?! – Nel, Nel, Nel… - westchnęła. – Głupiutka Nel. Nie myślisz chyba, że masz jakiekolwiek szanse u James’a? Nawet na ciebie nie spojrzy, skoro ma mnie pod nosem.
 - James to mój kolega…
 - Jak Tom? – zaśmiała się, przerywając mi.
 - Zamknij się! – warknęłam. – Nie masz prawa – prychnęła, śmiejąc się.
 - Przekonamy się – odeszła.
I ja się z nią kiedyś przyjaźniłam? Niemożliwe. Nie wiem, dlaczego widzi we mnie wroga, ale nie dam się tak łatwo. Zamierzam walczyć o swoje życie.

2 komentarze:

  1. Achh to pomiędzy nimi jest takie cudowne *-* OMG zakochałam się w nich *o*
    A to spotkanio-randka wyszło im calkiem super ^^
    I teraz bd tak, ze kazdy by gadał, ze 7 lat to za dużo, ale jak bd mieć 22,23, to to już bd dobra różnica.
    Ta cała brown jest jebnięta. Zero szacunku do niej = nazwisko z małej. James by cię nigdy nie chciał yoł!
    Super i czekam x
    U mnie burza, pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Po pierwsze: czemu chłopka tak po prostu wchodzi do jej pokoju?
    Jagodowe też Eliza wygadała? Szczerze mówiąc za bardzo bym się nie zdziwiła.
    James zainteresował się rysowaniem swojego obiektu zainteresować. Cudownie. Ciekawe, czy on sam trochę rysuje. Mogliby się umawiać na wspólne szkicowanko.
    Ten spacer był taki sweet... Rety, James na serio się postarał. Widać, że na prawdę zależy mu na Nel.
    Znowu zaspała? Najwyraźniej nieszczęścia chodzą parami.
    Rozdział świetny! Czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest motywujący!