9/10/2016

Rozdział 4


**
*
Przez ten pocałunek nie przespałam nocy. Cały czas myślałam o tym co pomiędzy nami zaszło. Nie rozumiem… Za co on mnie przeprosił? Przecież go odwzajemniłam! Chciałam tego! Dlaczego w takim razie mnie pocałował? Nie wierze, że to zwykły impuls. James nie robi niczego pochopnie. Co mam teraz zrobić? Jak mu spojrzę w twarz? Nie zmienię przeszłości, ani moich uczuć wobec niego. Kiedyś będziemy musieli porozmawiać na ten temat. Możemy od niego uciekać, ale w końcu on i tak nas dopadnie. Nie uchronimy się przed nim. Żałuje, że nie wyznałam mu wtedy moich uczuć.
Cieszę się, że mamy dzisiaj wolne. Ze względu na wystawę, pozwolili nam nie przyjść do szkoły. Nie mam pojęcia gdzie się wybiorę na studia. Muszę jak najszybciej wybrać. Każde są w innym mieście. Chciałbym iść do Nowego Jorku, ale… Nie wiem czy to dobry pomysł. Równie dobrze mogłabym wybrać jakieś z bliższych miast. Tylko, wtedy istnieją małe szansę na to, że uwolnię się od przeszłości.
Mój telefon zabrzęczał. Mam nadzieje, że to jakaś dobra wiadomość. Westchnąwszy, wzięłam urządzanie. James. Raz kozie śmierć.
Od James:
Do Ja:
Pojeździmy na desce? Jeśli wolisz możemy pójść na spacer.

Sama nie wiem. Muszę przynajmniej zachować pozory. To będzie świetna okazja, by z nim porozmawiać na ten temat i wszystko wyjaśnić.

Od Ja:
Do James:
Jasne, już schodzę. Weź deskę.

Przewiązawszy rękawy bordowej bluzy przez biodrach, wzięłam deskorolkę. Może… Mogłabym się w końcu zdecydować. Słowo się rzekło, nie mogę się teraz wycofać. Muszę to jakoś przetrwać. Dam radę, chyba… Siląc się na uśmiech wyszłam z domu. Chłopak stał na chodniku z uśmiechem od ucha do ucha. Najwidoczniej zapomniał o tym, co wczoraj zrobił. Nie odpuszczę mu, chce z nim porozmawiać.
 - Jestem! – podjechałam do niego. – To co?
 - Do parku? – zaproponował. W odpowiedzi skinęłam głową.
Po kilku minutach byliśmy na miejscu. Chłopak przez cała drogę nawet nie wspomniał o wczorajszej nocy. Wszystko jasne, dla niego to nic nie znaczyło. Najwyraźniej rzeczywiście uważa to za zwykły impuls. Na co ja się łudziłam. Jest moim przyjacielem, nic więcej. Skoro tego chce, dam mu to. Nie jestem osobą, którą można pogrywać.
 - James – zaczęłam. – Wcz – przerwała mi, jadąca na rolkach Lily, wpadając na mnie.
Poleciałam do tyły, zahaczając ręką o coś ostrego. Syknęłam z bólu, czując jak rana mi pulsuje. Eh… Ał… Spojrzałam w stronę, krzyczącej przez łzy, dziewczyny. Powinna iść na aktorstwo. Dostałaby się bez żadnych egzaminów wstępnych. Nel, przestań. Nie mogę tak myśleć. Co jeśli naprawdę ją boli?
 - Nic ci nie jest? – przerażony James, kucnął przy niej.
 - Noga mnie starsze boli – jęknęła.
 - Nel, zaraz przyjdę. Pomogę jej. Obiecuję, że cię nie zostawię – wziął ją na ręce i poszedł.
Pięknie! Nie zostawię cię. Pomogę jej. Obiecuję. Mam gdzieś tą obietnicę, skoro Lily zrobi wszystko, by tylko tu nie wrócił. Ugh… Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Boli. Muszę się jakoś przetransportować. Spróbowałam powoli wstać, ale moje wysiłki poszły na marne. Nie byłam wstanie ustać na lewej nodze. Nawet na mnie nie spojrzał. Po prostu sobie poszedł. Przyjaciel od siedmiu boleści. Telefon! Przecież mogę nim zadzwonić. Zaraz, gdzie ja… Zaczęłam się za nim rozglądać. No tak… Nie wzięłam go. Nigdy nie biorę urządzenia, jeśli idę pojeździć. To jest jednak zły nawyk. Spojrzałam na rozciętą rękę. Nie wygląda za dobrze. Syknęłam. Może jakoś uda mi się wyciągnąć bluzę i…
 - Boże, Nel! – przerażony Tom podbiegł do mnie, zdejmując słuchawki z uszu. – Co się stało? – zdjął bluzkę z długim rękawem, pozostając w zwykłej koszulce. Obwiązał nią moją rękę.
 - Je…
 - Albo nic nie mów – przerwał mi. – Zadzwonię po taksówkę, trzeba cię zawieść do szpitala. Muszą ci zszyć rękę – wyjął telefon.
 - Co tu robisz? – próbowałam odciągnąć myśli od pulsującego bólu.
 - Przyszedłem pobiegać – otarł moje łzy. – Yy… Dzień dobry, jak daleko ma pan do parku? Stoi pan pod nim? Z której strony. Aha, dziękuję – rozłączył się. – Dasz radę wstać? – zapytał.
 - Nie dam, próbowałam – stęknęłam, czując dyskomfort w nodze. Tom bez słowa wziął mnie ręce. – Dziękuje, nie wiem, ile bym tu siedziała, gdyby nie ty…
 - Nie mów tyle, oszczędzaj siły – zbeształ mnie. Westchnęłam cicho, kładąc głowę na jego ramieniu, przymykając oczy.
Kilkanaście minut później, czekałam na szpitalnym korytarzu ze szytą ręką. Na szczęście noga nie została poważnie uszkodzona. Lekarz powiedział, że miałam dużo szczęścia. Powiedzmy. Jak się teraz odwdzięczę Tomowi? Mogłam na niego liczyć bardziej niż na Jamesa. Dam mu szansę. Jedną jedyną. Spróbuje się z nim znowu zakolegować. Kiedy spotkaliśmy się za pierwszym razem, również na niego wpadłam podczas jego biegu. Potem okazało się, że będziemy chodzili do tej samej szkoły. Okazał się świetnym materiałem na przyjaciela. Ta sama podstawówka i liceum. Znamy się prawie od zawsze. Mimo, że nie zawsze mieliśmy stały kontakt. Uśmiechnęłam się mimowolnie.
 - O czym myślisz? – zagadnął Tom, siadając koło mnie. Moje policzki poróżowiały. Teraz?!– Lekarz kazał trzymać się zaleceń – podał mi receptę. – Taksówka już czeka – uśmiechnął się. – Dasz radę iść? – zapytał, wstając niepewnie.
 - Jeśli pomożesz mi wstać – zaśmiałam się. Chłopak podał mi rękę. – Dziękuję, że mi pomogłeś – podparłam się o ścianę, gdy już stałam o własnych nogach.
 - Nie ma o czym mówić – uśmiechnął się, pomagając mi ruszyć.
 – Jak ci się odwdzięczę?
 - Pójdziesz ze mną w niedziele na ślub mojej mamy? – zapytał bez ogródek.
Spojrzałam na niego zaskoczona. Nie wiem czy to dobry pomysł, by z nim iść. Co mam odpowiedzieć? Tom może i się zmienił, ale nigdy nic pomiędzy nami nie zaiskrzy.
 – Rozumiem – spuścił głowę.
 - Zaskoczyłeś mnie – westchnęłam. – Pójdę – dodałam po chwili ciszy. – Jednak najpierw - przystanęłam – musimy porozmawiać.
 - W takim razie, zabieram cię na kawę – uśmiechnął się. – Oczywiście, jeżeli ci to nie przeszkadza – dodał po chwili, zmieszany.
 - Nie przeszkadza – zaśmiałam się.
Nie wiem co z tego wyniknie. Mam nadzieje, że coś dobrego. Muszę zdecydowanie mniej myśleć. Jeśli będę się nad wszystkim tak zastanawiała, życia może mi nie starczyć.

*

Czekałem z Lily na ławce, aż przyjedzie jej ojciec. Nie wiem czy dobrze zrobiłem, zostawiając Nel samą, ale jestem pewien, że sobie świetnie poradziła. Jest zaradna. Mam nadzieję, że nie będzie miała mi tego za złe. Nigdy nie chciałem jej skrzywdzić. Przynajmniej celowo. Musiałem szybko działać. Brown krzyczała z bólu a ona nie… Powinienem, chociaż zapytać, czy wszystko dobrze. Teraz już na to zdecydowanie za późno. Jaki ze mnie przyjaciel, skoro nie potrafię zrobić tak prostej rzeczy? Od tamtego pocałunku, nie potrafię racjonalnie myśleć. Za każdym razem, ilekroć ją widzę, pragnę ją pocałować. Może jeśli wyśle jej SMS’a, odpisze. Naprawdę mam nadzieję, że jest cała.

Do Nel:
Od Ja:
Jesteś cała? Potrzebujesz pomocy? Odezwij się, proszę.

A co jeśli, stało się jej coś poważnego, a ja ją tam zostawiłem? Kretyn. Idiota. Nie mogę zostawić teraz Lily samej. Błagam Nel, odpisz…
 - James, dziękuję ci – uśmiechnęła się. – Mam nadzieje, że to nic poważnego – spojrzała zmartwiona na swoją spuchniętą kostkę.
 - Ja też – uśmiechnąłem się. – Do wesela się zagoi – zaśmiałem się.
 - Jeśli chodzi o wesele – zaczęła niepewnie. – W niedziele mój tata bierze ślub. Pójdziesz ze mną? – zapytała z nadzieją.
I co ma teraz zrobić? Miałem w planach zaprosić Nel na kajaki. Dobrze, że jej tego jeszcze nie zaproponowałem. Nie chce robić Lily przykrości. Dziewczyna okazała się zupełnie inna. W ogóle nie przypomina tej z opowieści. Może skrzywdziła Nel, ale chce wszystko naprawić. Obiecała mi to. Każdy zasługuje na druga szansę.
 - Jasne – uśmiechnąłem się. – To chyba twój tata – wskazałem na srebrnego mustanga, parkujące koło nas.
Wysiadł z niego wysoki mężczyzna o posiwiałych włosach. Miał na sobie śnieżnobiałą koszulę i niebieskie jeansy. Nie mogłem zobaczyć gdzie patrzy, ponieważ miał założone okulary przeciwsłoneczne.
 - Dziękuje panu – podał mi rękę, uśmiechając się.
 - Drobiazg – odwzajemniłem uśmiech.
 - Może pojedziesz z nami? – zaproponował pomagając Lily, wsiąść do auta. – Chciałbym cię lepiej poznać – zamknął drzwi od pasażera. – Dużo o tobie słyszałem – spojrzał na córkę.
 - Może następnym razem – odmachałem blondynce. – Niedługo muszę stawić się w pracy – zerknąłem na zegarek.
Co miałem powiedzieć? Muszę sprawdzić, czy Nel nic się nie stało. Będzie na mnie zła. Dobrze wiem, jak reaguje na to, że zostawiłem ją dla Lily. Postąpiłem pochopnie, ale nie cofnę czasu. Zawsze stosuję się do tego, że najgłośniej krzyczą najmniej poszkodowani, ale… Sam nie wiem, dlaczego tym razem zachowałem się inaczej. Muszę ją przede wszystkim przeprosić, za zignorowanie jej. Nawet na nią ze zerknąłem.
 - W takim razie, do zobaczenia – wsiadł do auta.
 - Do widzenia – uśmiechnąwszy się, ruszyłem w stronę miejsca wypadku.
Muszę się pospieszyć. Może tam  jeszcze czeka. Nel nie wzięła deski. Krew? Świeża… Cholera! Kretyn! Może sama wstała… Co jeśli zabrała ją karetka?! Jeżeli stało się jej coś poważnego… - Scott, nie wróż! – zbeształem się, biorąc nasze deski do ręki.

*

Czekałam przy stoliku, aż Tom przyniesie nam zamówienie. Powinnam przeprowadzić z nim tę rozmowę już dawno temu. Dlaczego się nie odważyłam? Ach tak… Byłam wściekła. Sama już nie wiem komu ufać, a komu nie. Z jednej strony James, z drugiej Tom. James jest moim przyjacielem. Co prawda zostawił mnie, ale na pewno miał ku temu dobry powód. Tom mnie już zranił i to nie raz. Ostrzegałam go. Jamesa kocham, tak jak nikogo dotąd. Westchnęłam zrezygnowana. Szkoda, że nie istnieje kula, mówiąca, jak należy postąpić.
 - Nasze zamówienia – uśmiechnął się, stawiając dwa kubki z mrożoną kawą. – Coś się stało? – zapytał, siadając.
 - Nie nic – uśmiechnęłam się, machając dłonią. – A więc… - zaczęłam.
 - A więc… Nel, posłuchaj… Wiem, że bardzo cię zraniłem. Nie powinienem jej ufać. Myślałem, że cię znam, ale te wszystkie sytuacje wyglądały, jakby…
 - To była moja wina – spuściłam głowę. – Wiem – westchnęłam. – Tym bardziej się na tobie zawiodłam. Nie posunęłabym się do takich rzeczy, dobrze o tym wiesz. Ufałam ci.
 - Nel… Nie cofnę czasu, choćbym bardzo chciał. Kiedy przestałaś się do mnie odzywać, Lily również przestała. Dotarło do mnie wtedy, co tak naprawdę zrobiłem. Wydawało mi się, że stoję po właściwej stronie, ale prawda okazała się zupełnie inna. Straciłem osobę, na której zależało mi najbardziej. Nie pojawiałaś się w szkole. Bałem się, że coś ci się stało. Wielokrotnie do ciebie przychodziłem, ale dowiadywałam się, że nie mogę cię odwiedzić. Jestem kretynem, pff. To za mało powiedziane. Proszę tylko o jeszcze jedną szansę. Chcę ci pokazać, że naprawdę żałuję. Dasz mi ją? – spojrzał na mnie błagalnie.
Patrzyłam na niego zdezorientowanym wzrokiem. Nie wiedziałam co powiedzieć. W szpitalu postanowiłam, że dam mu szansę. Zna Lily, ale… No właśnie. Ona jest przebiegła, zrobi wszystko, żeby popsuć mi życie. Z drugiej strony kiedyś pewnie, będę jej potrzebowała. Nie mogę się wycofać. Nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki. Podobno się to sprawdza. Nawet jeśli nie, Lily jest zbyt zajęta Jamesem, by zwrócić uwagę na Toma. Czasem zastanawiam się, jakby wyglądało moje życie, gdybym jej nie poznała. Prawdopodobnie znajomość z Jamesem, poszłaby w zapomnienie. Może byłabym w związku ze starym przyjacielem. Kto wie. Uśmiechnęłam się do niego.
 - Dobrze, dostaniesz tą jedyną szansę. Tylko proszę – zawahałam się – nie zmarnuj jej.
 - Obiecuje – położywszy swoją dłoń na mojej, ścisnął ją lekko. – Nie zawiodę cię drugi raz. O, właśnie! Pomogłabyś mi w piątek, wybrać garnitur na ten ślub? – zapytał z nadzieją.
 - Jasne – zaśmiałam się, przykładając słomkę do ust.
Wdrapałam się po schodach przy pomocy kul, które zostawił mi Max przy drzwiach na prośbę Toma. Rodziców na szczęście nie ma w domu. Co oznacza brak zbędnych pytań. To wszystko pokomplikowało się bardziej niż myślałam. Tom naprawdę żałuje. Myślę, że dobrze zrobiłam. Jak nie… No cóż. Trzeci raz nie popełnię tego błędu. Do trzech razy sztuka, nie? Weszłam powoli do pokoju. Położyłam bluzę na parapet otwartego z jednej strony okna, wzdychając ciężko. Podniosłam wzrok, napotykając oczy Scotta. Zaskoczony wypuścił z rąk książkę, którą miał w ręce. Pokręciłam przecząco głową, zamykając okno. Spuściwszy roletę, położyłam się na łóżku. Tom okazał mi większe wsparcie niż on. Nie chce go na razie widzieć. Nie teraz. Przymknęłam oczy, chcąc o wszystkim zapomnieć. Mimo, że chciałabym wysłuchać jego wyjaśnień, nie mam teraz na to siły. Marzę o śnie i odrobinie spokoju. Chodzenie o kulach, okazało się dużo trudniejsze niż myślałam. To trochę, jakby… Sama nie wiem jak to zdefiniować. Moje mięśnie rąk zdecydowanie wymagają ćwiczeń. Boleśnie się o tym przekonałam.
Przetarłam zaspane oczy. Musiało mi się przysnąć. Zwinęłam, siadając na łóżku. Natychmiast tego pożałowałam. Przy biurku siedział James. Pewnie Max go wpuścił. Chłopak patrzył na mnie wyczekująco, jakby oczekiwał, że na niego nakrzyczę. Nic z tych rzeczy. Po prostu go zignoruje. Nie mam ochoty z nim rozmawiać. Może zachowuje się jak zbuntowana nastolatka, ale tak po prostu chce. Wiem, że jeśli zacznę rozmowę teraz, popłaczę się jak dziecko. Zdecydowanie to nie zachowanie dojrzałeś kobiety. Mam nadzieję, że to się zmieni. Z trudem wstałam z łóżka, chcąc doczłapać się do torebki.
 - Nel, przepraszam – powiedział ze skruchą w głosie i obawą. – Musiałem szybko działać. Myślałem, że sobie poradzisz – spuścił wzrok, wstając. – Wiem, że…
 - To źle myślałeś – warknęłam. – Gdyby nie Tom, prawdopodobnie straciłabym przytomność – wyjęłam telefon. – A teraz wybaczysz, ale spieszy mi się – udałam się w stronę drzwi, wsparta o kule.
 - Lily krzyczała… Nie chciałem, żeby tak wszyło – złapał mnie za nadgarstek. – Przepraszam.
 - A h a – powiedziałam powoli. – Czyli, gdybym leżała tam nieprzytomna, to nawet byś się nie zorientował, bo nie miałabym jak krzyknąć? – zapytałam z pretensjami, otwierając drzwi. – Ale wiesz? Dobrze, że tak się stało. Przynajmniej postanowiłam odbudować moja relację z Tomem – spojrzał na mnie zaskoczony. – Dobrze słyszałeś, dałam mu drugą szansę. Też będę jej kiedyś potrzebowała – chciałam wyjść, ale chłopak nie pozwolił mi na to, przytulając mnie. Nie wiedziałam co robić, ale w końcu po chwili się w niego wtuliłam.
 - Przepraszam, tak bardzo cię przepraszam – szepnął całując mnie w głowę. – Obiecuje, że już nigdy więcej cię nie zostawię – objął moją twarz w dłonie. Uśmiechnęłam się do niego. Dlaczego mu tak szybko ulegam? Nie wiem czy to jest takie dobre.

*

Długo mi tego nie zapomni. Co do jednego ma racje. Gdyby leżała tam nieprzytomna… Nawet nie chce o tym myśleć. Dobrze, że Tom tamtędy przechodził. Pomógł jej, kiedy ja tego nie zrobiłem. Musze przestać o nim myśleć. Tylko, że… Nel dała mu drugą szansę. Myślałem, że nie chce go znać. Eh, w końcu pomógł jej. Nigdy nie poczułem takiego strachu, jak wtedy, gdy oznajmiła mi, że chce odbudować z nim relację. Nagła obawa, że może mi ją zabrać, jest nie do opisania. Sam na to zasłużyłem. Muszę jej to jakoś wynagrodzić. Podziękuje mu za to, że przy niej był. Zorientowawszy się, że nadal obejmuje jej twarz, zmieszany wziąłem swój telefon, leżący na biurku. Powiedz coś Scott.
 - W ramach przeprosin - zacząłem – chciałbym cię zaprosić w piątek do kina – uśmiechnąłem się. Dziewczyna spojrzała na mnie zakłopotana. – Nie ma szans? – zmarszczyłem brwi.
 - James, obiecałam Tomowi, że pomogę mu w piątek po szkole wybrać garnitur. Zaprosił mnie w niedzielę na ślub jego mamy – spojrzała na swoje dłonie.
 - Wiesz, zabawne – przyznałem zakłopotany. – Też idę na ten ślub. Lily mnie zaprosiła – spojrzałem na nią uważnie. – No cóż…
 - Ile zostało ci do zmiany? – zapytała znienacka.
 - Ze trzy godziny – spojrzałem na zegarek. – Miałem w planach wybrać się do sklepu, kupić garnitur – skrzywiłem się.
 - To – zaczęła – co ty na to, żebym pomogła ci z wyborem garnituru, a ty mi z sukienki? Wszyscy mnie w tamtej widzieli, a po za tym przyda się jakaś nowa. Wiesz, że nie mam ich za dużo. Coś nowego zawsze się przyda– zagadnęła.
 - Świetny pomysł! – uśmiechnąłem się. – To co, idziemy? – przytaknęła z uśmiechem. – Pomogę ci zejść – wziąłem ją na ręce. Dziewczyna zaczęła się śmiać.
 - James, nie musisz mnie znosić – objęła moją szyję, uważając na kule..
 - Nie muszę - przyznałem – ale chce – uśmiechnąłem się, stawiając ją przed samochodem. Otworzyłem drzwi, zapraszając do środka.

*

Wręczyłam wcześniej Jamesowi parę garniturów. Szary mu nie pasował, a czarny jest zbyt standardowy. Uważam, że w granatowym będzie wyglądał najlepiej. Do tego biała koszula i coś pod szyję. Ewentualnie zastanawiałabym się nad szaro-granatowym, dobrze na nim leżał. W końcu wyszedł w granatowym, poprawiając rękawy. Czasem zapominam, jak bardzo jest przystojny. Uśmiechnięta, podeszłam do niego.
 - I jak? – uśmiechnął się szeroko. Poprawiwszy mu kołnierzyk, przejechałam po nim, zostawiając ręce na klatce piersiowej.
 - Wzięłabym ten – uśmiechnęłam się. – To co? – odsunęłam się do tyłu, by jeszcze raz spojrzeć na całość. – Wybrałbyś jeszcze jakiś krawat i moim zdaniem będzie dobrze.
 - W takim razie, bierzemy go – uśmiechnął się, wracając do przymierzalni. – Odbierzesz? – wyciągnął niepotrzebne garnitury.
 - O, jasne – odebrawszy je, zaczęłam odwieszać na miejsca.
Myślę, że każdy ma na świecie swoje miejsce. Zupełnie jak te garnitury. Kiedy klient odwiesi je, nie te miejsce co trzeba, zapanowuje mały chaos. Rozmiary nie będą się za sobą zgadzały. Tak samo jest z ludźmi. Jeżeli słuchamy innych i pozwalamy się ciągle przestawiać, w naszym życiu panuje chaos, nad którym możemy zapanować tylko my. To przykre, ale taka jest rzeczywistość. Są osoby, które nie są sobą, ponieważ innym nie pasuje ich charakter.
 – Gotowy? – zapytałam, czując, że chce mnie przestraszyć.
 - Tak – zaśmiał się. – Nic nie ujdzie twojej uwadze – wystawiłam mu język. – To co? Idziemy kupić sukienkę? – zapytał, gdy wychodziliśmy ze sklepu.
 - Wcześniej, widziałam taką fajną długą – pociągnęłam go w stronę sklepu. – Miałam ją zamiar kupić przez Internet, ale to trochę ryzykowne.
 - Wiem – zaśmiał się. Zatrzymał się nagle, pociągając mnie za sobą. – Chodzi ci o tą? – zaśmiał się, pokazując mi sukienkę na wystawie.
 - Tak, dzięki – pokręciłam przecząco głową. – Wydawało mi się, że ten sklep jest dalej.
 - Nel, obiecasz mi obowiązkowo trzy tańce? – zapytał z Nienacka, przyciągając mnie do siebie.

 - Jeśli lubisz mieć podeptane stopy – zaśmiałam się.

1 komentarz:

  1. W tym rozdziale Tom jest bohaterem. Pomógł Nel, chociaż już dawno nic ich nie łączy. Oczywiście mogą być przyjaciółmi, ale James... on zachowuje się dziwnie. Nie wiem, czy socjopatycznym zachowaniem próbuje to odreagować, ale mam wrażenie, że ktoś mu wymienił mózg, kiedy spał. To było baardzo dziwne.
    Z kolei Tom się nią zaopiekował. Nie zostawił jej na pastwę chodnika. I w dodatku nikt z wyjątkiem niego nie przechodził.
    Oj, James... Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo się mylisz. Nel Cię potrzebowała, rozumiesz? Potrzebowała kogoś, kto by jej pomógł. A ty zostawiłeś ją dla Lily, której technicznie nic się nie stało. Może i jest zaradna, ale nie niezniszczalna. I tak czeka Cię ruganko od Toma. Przy okazji... Shippujemy Toma i Nel! Nie wiem jak to nazwać. Nie potrafię łączyć imion.
    I będą jaja, jak wylądują na tym samym ślubie. Byłoby śmiesznie.
    James, nie jesteś kretynem tylko DEBILEM! To różnica. Teraz przyda mu się duża bombonierka i ogromne kwiaty w komplecie z przeprosinami.
    Rozdział świetny! Czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest motywujący!