6/20/2017

Rozdział 5

***

Padłam na łóżko po męczącym dniu w szkole. Cieszę się, że w moim planie znalazły się dzisiaj dwa okienka. Przynajmniej nie muszę się męczyć z lekcjami. Mam uzyskać jakieś dodatkowe zaliczenie na szóstkę z angielskiego. Nic nie poradzę, że Smoczyca się na mnie uwzięła. Najchętniej nie przepuściłaby mnie do kolejnego etapu nauczania. Za każdym razem muszę być czujna, jeżeli chcę wyjść z tego psychiatryka, na jak najlepszych ocenach. Jeszcze moja ulubiona nauczycielka powiedziała nam dzisiaj, że przenosi się do Nowego Jorku. Podała nam nawet swój adres, jeślibyśmy chcieli kiedyś wpaść do niej i męża. Do końca roku, będzie nas uczył nowy nauczyciel. Prawdopodobnie (z tego co słyszałam z plotek) ma to być starszy pan, któremu trochę brakuje do emerytury. Szczerzę mu współczuje. Nasza klasa dzieli się na dwie połowy, to znaczy tą „lepszą” i „podnóżki”. Jak się można domyśleć, nas „podnóżków” jest mniej. Po prostu to uwielbiam. No cóż, takie życie. Świat to nie instytucja do spełniania życzeń. Mimo wszystko chciałabym pójść na studia z dobrą psychiką. El popadła w depresje, za co był odpowiedzialny Leo, który się nią zabawił. Słyszałam, że kiedy jego rodzice się o tym dowiedzieli, postanowili wysłać go do szkoły wojskowej. Nie wiem, czy to prawda, ale nie zdziwiłabym się. Dziewczyna mogła z nim zajść w ciążę, ponieważ wsypał jej do soku na imprezie pigułkę gwałtu, a następnie zgwałcił bez skrupułów. Na sam koniec porozsyłał do całej szkoły jej nagie zdjęcia z podpisem: „Tak chętna, że aż żałosna. Pokaż ciałko mała”. Mój telefon zabrzęczał. Niechętnie spojrzałam na wyświetlacz.

Od Lea:
Do ja:
Będziemy z Elizą za pół godzinki :D

Muszę im wszystko opowiedzieć. Pewnie nie uwierzą jak im powiem o Tomie. Gdyby ktoś mi to powiedział zaledwie trzy miesiące temu, wyśmiałabym go. Nawet w szkole ludzie zwrócili na nas uwagę, gdy przywitaliśmy się po raz pierwszy od długiego czasu. Od naszej ostatniej kłótni, to nie miało miejsca. On zawsze balansował, nigdy nie należał do konkretnej grupy. Podziwiałam go za to. Życie rzuca nam czasem pod nogi, niespodziewane scenariusze. Pozostaje je tylko przyjąć. Chyba nie warto toczyć bezsensowną walkę, która nic nie pomoże. Owszem mamy wpływ na naszą przyszłość, jednakże nie możemy ciągle rozpaczać nad samym sobą. Możemy w ten sposób, przegapić nasz przystanek. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu, który ponownie zabrzęczał.

Od James:
Do ja:
Spotkajmy się za dziesięć minut pod domem Lily.
Mam Ci coś ważnego do przekazania.

Zmarszczyłam brwi, patrząc na tę wiadomość. Trochę mnie to nie pokoi, ale nie odmówię mu przecież. Zwłaszcza, że mam czas.

Od ja:
Do James:
Jasne, już wychodzę.

Zrezygnowana wstałam z łóżka i zamówiłam taksówkę. Zbiegłam po schodach, zakładając w pośpiechu bluzę. Telefon. Nie ruszam się już bez niego. Raz się wybrałam i gdyby nie Tom, nie wiem co by się ze mną stało. Niektóre nawyki nie są dobre, wręcz przeciwnie, powinno się ich, jak najszybciej oduczyć. Czasami mogą wywołać dużo więcej złego niż dobrego. Słysząc jak taksówkarz trąbi, pobiegłam po urządzenie. Zdyszana wsiadłam do auta, podając dokładny adres. Ciekawe co jest tak ważne, że chce się spotkać pod jej domem. To raczej nie wróży dobrze. Nawet nie chce myśleć, co tym razem się stanie. A może to kolejny podstęp Lily? To bardzo prawdopodobne. Nie zdziwiłabym się nawet, gdyby to ona poprosiła o to spotkanie. Zapłaciwszy, wysiadłam z taksówki.
 - Zaczekać? – zapytał mężczyzna, nim zdążyłam zamknąć drzwi.
 - Tak, proszę. To nie powinno trwać długo – uśmiechnęłam się, zamykając drzwi.
Spojrzałam na ogromny biało-drewniany dom, zbudowany w stylu modern. Z zewnątrz robił sporę wrażanie, jednakże w środku jeszcze większe. Podjazd był zbudowany z jasnoszarej kostki zarówno, jak dalsza część chodnika, prowadząca pod drzwi. Dalszą cześć posiadłości odcinała czarna brama i również biały mur. Przed i za murem rosły duże Tuje i drzewa. Wszędzie panowała wszędobylska zieleń. Podeszłam niepewnie do uliczki. Zaczęłam rozglądać się w koło. Nikogo nie ma. Zaraz… Przed oczami przemknęły mi dwie postacie. Pod drzwiami domu blondynki, stał James całujący się z dziewczyną. Teraz jestem pewna, że pocałunek dla niego nic nie znaczył. Oczywiście musiałam sobie wyobrażać, że coś do mnie jednak czuje. Cóż, nie mogę stawać mu na drodze do szczęścia, skoro przeze mnie musi kłamać i udawać. Odwróciłam wzrok, nie mogąc znieść tego widoku. Nie będę tu dłużej stała. Wsiadłam do taksówki. Kierowca spojrzał na mnie zdezorientowany.
 - Proszę zawieść mnie do domu – wlepiłam wzrok w chodnik za szybą.
To była ta bardzo ważna rzecz o jakiej musiał mi powiedzieć. Mógł napisać mi SMS’em. Zaoszczędziłby mi czas. Nie rozumiem. Dlaczego mi nie powiedział? Jest moim przyjacielem. Zniosłabym to, jakoś… ale zniosła! Pewnie będzie chciał ze mną o tym porozmawiać. Powiem, że cieszę się ich szczęściem i jakoś zmniejszę z nim kontakt. Przecież byłam w stanie przewidzieć, że to się tak skończy. Jak mogłam być tak głupia? Znowu dałam się zwieść. Zapłaciwszy, udałam się jak najszybciej w stronę pokoju. Co teraz? Jak mam się zachowywać? Nel, pamiętaj, że świat to nie instytucja do spełniania życzeń. Padłam na łóżko, chowając twarz w dłoniach. Zaczynam mieć powoli tego dość. Słysząc jak ktoś ‘dobija się’ do mojego pokoju usiadłam na łóżku. Swój wzrok skierowałam w stronę rozpromienionych dziewczyn. Widząc moją minę spoważniały. Jestem pewna, że chodzi o Matta. Eliza naprawdę cała promienieje. Nie do się nie zauważyć jej ogromnego uśmiechu, który gości na ustach dziewczyny i błyszczących oczy, które zdradzają jej uczucia.
 - James, prawda? – zapytała Lea, siadając. Nie odpowiedziałam, patrzyłam tępo w podłogę. – Czyli jednak – pokręciła głową.
 - Napisał, że ma mi coś ważnego do przekazania. Tak jak chciał, pojechałam pod dom Lily. A tam? – prychnęłam. – Całował się z nią. Historia lubi się powtarzać, c’nie? – ponownie prychnęła.
 - Jesteś pewna, że to James? – zapytała niedowierzająco Eliza, dosiadając się do niej.
 - Tak, to był on. Całował ją. Wydawał się szczęśliwy. Nie mogę mu tego zabronić – uśmiechnęłam się smutno. – Jakoś to przetrwam, drugi raz. Mam taką nadzieje. A co u was? – zmieniłam nagle temat. Spojrzałam na lewą rękę Elizy. Nie nosiła wcześniej tego pierścionka. Czyżby Matt się jej oświadczył? – Zaręczyliście się? – zapytałam z uśmiechem. Na twarzy dziewczyny pojawił się ogromny uśmiech.
 - Tak. Jest przepiękny, prawda? – spojrzała z zachwytem na pierścionek. Parsknęłam śmiechem. – Planujemy zamieszkać razem w Los Angeles. Kupić gdzieś dom i założyć rodzinę – rozmarzyła się. Cieszę się, że w końcu odważyli się na taki krok. Nie mogę się doczekać ich ślubu. Już sobie ją wyobrażam w śnieżnobiałej sukni z długim welonem i bukietem kwiatów w dłoni. – Nie mogę się doczekać. Będę oficjalnie panią Scott. Nie chcemy zwlekać ze ślubem. Pobieramy się w te wakacje – nie przestawała, uśmiechać się.
 - Zobaczysz – zwróciła się do mnie Lea – teraz nie będzie o niczym innym gadać – zaśmiała się.
 - Ej! – szturchnęła ją Stevenson. – Wcale nie tak często – oburzyła się. Jednak po chwili wszystkie się śmiałyśmy. – Wybaczycie jeśli opuszczę was teraz? – spojrzała na wyświetlacz komórki. – Matt znalazł restauracje – uśmiechnęła się. – Jest w niej, jak w bajce – pokazała nam zdjęcie, które dostała.
 - Leć – zaśmiałam się. Wzięła pospiesznie torebkę i wybiegła. – Zobaczysz co będzie tuż przed ślubem. Nie będzie dało się z nią żyć. Będzie biegała w te i z powrotem – westchnęłam z przerażeniem.
 - Masz racje – westchnęła brunetka. - A przy okazji ślubów… Słyszałam, że idziesz na ślub matki Toma – spojrzała na mnie uważnie.
 - Tak idę – wzruszyłam ramionami. – Po tym jak mi pomógł, kiedy James mnie zostawił, porozmawialiśmy szczerze. Jutro idę pomóc mu wybrać garnitur. Każdy kto chce naprawić błędy, zasługuje na drugą szansę. Może kiedyś też będę jej potrzebowała.
 - Masz racje – uśmiechnęła się. – Muszę lecieć, obiecałam Jackowi, że wpadnę jeszcze dzisiaj, a później jadę na zakupy – przytuliła mnie. – Pa – pomachałam jej.

*

Co ja robię? Nie mogę jej całować. Zrobi sobie jeszcze nadzieje, której nie powinna mieć. Nie chce skrzywdzić kolejnej osoby. Wystarczy, że skrzywdziłem Nel tamtym pocałunkiem, a raczej tym co potem powiedziałem. Od tamtego zajścia na plaży, wszystko zaczęło się psuć. Wszystko co zbudowaliśmy, zaczyna się walić. Nie chce do tego dopuścić, ale nie wiem jak. Za każdym razem coś nam przeszkadza, czego mam dość. Lily nigdy nie będzie dla mnie kimś więcej niż koleżanką. Moja mała blondynka zawładnęła mym sercem nie odwracalnie. Nie spojrzę na inną w ten sposób, w który na nią patrzę.
 - Lily - przerwałem pocałunek – to nie powinno mieć miejsca – spojrzałem na dłonie. – Przepraszam, jeśli dałem ci jakąkolwiek nadzieje – spojrzałem na nią. Spuściła wzrok.
 - To ja powinnam przeprosić. Wiesz… Podobasz mi się i myślałam, że może moglibyśmy chodzić ze sobą – dokończyła ze smutkiem. I co ma zrobić? Kompletnie nie wiem jak ma zareagować. - Mam nadzieje, że nie zniechęciło cię to do ślubu – powiedziała niepewnie.
 - Nie, skądże – uśmiechnąłem się. – Wiesz, lepiej jeśli wrócę już do siebie. Cześć – uśmiechnąłem się, udając się w stronę bramy. Najlepiej będzie jeśli nikomu o tym nie powiem. Nel nie może się o tym dowiedzieć. Nie będę miał u niej żadnych szans. A wiem, że przyjdzie taki dzień, w który odważę się jej wyznać wszystko co do niej czuję i jak bardzo jestem zazdrosny, kiedy inny patrzy na nią pożądliwie. Jestem tego pewny.
Wszedłem powoli do domu. Na sofie siedziała wtulona w Jacka, Lea. Patrzyła przez chwilę na mnie podejrzliwie, jakby analizowała coś w głowie. Spojrzałem na nią zdziwiony, marszcząc brwi. To chyba nie wróży nic dobrego. Wygląda na wkurzoną. Naprawdę miłe powitanie we własnym domu, po męczącym dniu w pracy.
 - Gratuluje nowej dziewczyny – przeniosła wzrok na telewizor. Skąd ona wie? Właśnie przyjechałem do domu. Nie sądzę, by Lily powiedziała o tym komuś więcej niż przyjaciółką. Wątpię, by rozpowiedziała to po szkole, zresztą to się przed chwilą stało i nie miałaby jak.
 - Co? – uniosłem jedną brew.
 - Nie udawaj – prychnęła. – Nel dostała twoją wiadomość. Chciałeś przekazać jej coś WAŻNEGO. Nie musiałeś tak dosadnie.
 - Widziała to? – zapytałem przerażony.
Nie, nie, nie! To jest jakiś koszmar. Ona nie powinna tego widzieć. Będę musiał z nią jakoś o tym porozmawiać i wytłumaczyć wszystko. Tylko skąd ten SMS? Telefon miałem cały czas przy sobie. No może zostawiłem go w domu Lily na stole, kiedy udałem się do łazienki. Założę się, że to sprawka Toma. Od początku chciał nas skłócić. Stoję mu na przeszkodzie do ich związku. Nie wiem jak jej to wyjaśnię. Jeśli powiem, że to nie ja wysłałem tego SMS’a, nie uwierzy. Przecież to był mój numer. Jak mogło do tego dojść? Nie mogę zaprzepaścić sobie szansy u blondynki. Czuje się, jakby ktoś przywalił mi patelnia w potylice.
 - Widziała – westchnęła.
 - Muszę wszystko odkręcić – udałem się w stronę wyjścia.
 - Nie ma jej teraz w domu. Pojechali do dziadków – zatrzymała mnie. – Powiedz mi jedno – wyprostowała się. – Co ty kombinujesz?! – podeszła do mnie, tykając wskazującym palcem w pierś. Auć. Jack uniósł ręce w geście obronnym, gdy na niego spojrzałem. Tak, ta braterska więź, nawet mi nie pomoże. No, ale to ja się w to wkopałem i muszę wszystko odkręcić. - Całujesz ją i przepraszasz, a teraz to?!
 - Spanikowałem w tedy! – uniosłem ramiona. – Bałem się, że nie odwzajemnia moich uczuć – westchnąłem. – Idę do siebie – poszedłem zrezygnowany do sypialni.

*

Siedziałam na hamaku, analizując sytuacje sprzed kilku godzin. Powinnam się z tym pogodzić, ale… nie mogę. Chce, by James był szczęśliwy, ale Brown nie jest odpowiednią dziewczyną dla niego. Zepsuje go, tak jak to zrobiła z Hudsonem. Nie chce, żeby potem przez nią cierpiał. Nikt nie powinien przez nią cierpieć. Dlaczego takie osoby, jak ona zatruwają nasze środowiska, niszcząc je od środka? Myślą, że mogą wszystko, więc przywłaszczają sobie wszystko i wszystkich, nie patrząc na konsekwencje swoich czynów. Najgorsze jest jednak to, że większość ludzi nic z tym nie robi. To okropne. No nic… Przetrwam to, nawet, jeżeli będę miała zapłacić za to najwyższą cenę. Westchnęłam cicho przymykając oczy. Spokój, jednak nie był mi dany. Czując jak telefon wibruje w mojej kieszeni, stęknęłam niezadowolona. Wyciągnęłam go mozolnie ze spodni. Tom.

Od Tom:
Do Ja:
Moglibyśmy teraz kupić ten garnitur?
Mam jutro do załatwienia bardzo ważna sprawę.

Od Ja:
Do Tom:
Jasne ;) Tylko, że jestem teraz u dziadków, więc będziesz musiał poczekać na mnie w galerii.

Od Tom:
Do Ja:
Jasne, nie ma sprawy :D

Wyjaśniwszy dziadkom sprawę, pożegnałam się z nimi z lekkim żalem. Nie odwiedzałam ich często, więc wyjście wcześniej było mi nie na rękę, ale mu przecież obiecałam. Nie łamie się obietnic. W ogóle bez potrzeby się ich nie składa. Słuchając muzyki przez słuchawki, ruszyłam powolnym krokiem w stronę parku. Tak będzie szybciej. Roboty drogowe, spowalniają ostatnio ruch. Nie chce znów czekać dwudziestu minut, bo tak trzeba. Zastanawiam się, czy nie powinnam porozmawiać z Tomem o ty, że nie połączy nas nic więcej niż przyjaźń. Nie chce, by dawał sobie nadzieję na to, że kiedyś będziemy razem. O ile w ogóle o tym myśli, to nie byłoby sprawiedliwe. Wsiadłam do autobusu, który jechał w stronę parku. Usiadłam na jednym z wolnych krzesełek. Lubię obserwować ludzi siedzących w autobusach. Czasem mają zabawne miny. Nie chodzi mi tylko o staruszków. Kilkanaście minut później, wysiadłam tuż pod parkiem. Szłam na spotkanie z Tomem, zaopatrzona w playlistę. Wlepiając wzrok w tytuły piosenek, nie zauważyłam, kiedy zderzyłam się z Jamesem. Brunet złapał mnie w ostatniej chwili, łapiąc w pasie. Świetnie, musiałam na niego wpaść.
 - Nel – uśmiechnął się szeroko. – Hej!
 - Cześć – wysiliłam się na uśmiech. – Co tu robisz?
 - Biegam. Wiesz, muszę ci coś powiedzieć… - zaczął niepewnie. - A raczej wyjaśnić. To co widziałaś przed domem Lily… - podrapał się po karku. – To ona mnie pocałowała… I no… Nic do niej nie czuję – zakłopotany spuścił wzrok. Nic do niej nie czuje? To musiała być jej sprawka. – I to nie ja wysłałem ci tego SMS’a. Nie wiem jak to się stało. Przepraszam, że kłopotałaś się niepotrzebnie.
 - Nic nie szkodzi – uśmiechnęłam się z ulgą. – Muszę iść, spieszy mi się. Do zobaczenia! – krzyknęłam oddalając się.
On jej nie kocha! Nie kocha… Odetchnęła z ulga szczęśliwa. Nel 1, Lily 0! Tak. Teraz może przynajmniej mam u niego jakieś szanse. Było widać, że był zakłopotany, podczas, gdy mi to mówił. A może ten pocałunek na plaży, jednak coś dla niego znaczył? Przynajmniej jednego jestem pewna. Nie kocha jej. Powinnam być spokojna, ale jest wręcz przeciwnie. Czy to oznacza, że nigdy nie spojrzałby na małolatę, jak na kobietę? Jest pomiędzy nami dosyć spora różnica wieku. Jeszcze nawet nie skończyłam szkoły, nie mówiąc o tym, że nie wiem, czy nie zawalę roku przez angielski. Nie oszukujmy się… To stawia mnie na przegranej pozycji. Gdyby miał do wyboru dziewczynę, którą traktuje jak siostrę a dojrzałą kobietę w swoim wieku… Właśnie. Traktuję mnie jak siostrę. Powinno mi to dać do myślenia.
Stanęłam przy pasach, czekając z grupką ludzi na zielone światło. Przygryzłam wargę, przypominając sobie pocałunek na plaży. Nie potrafię o nim zapomnieć. On był moim pierwszym. Od tak dawna o tym marzyłam, a kiedy to dostałam… Nigdy nie zapomnę tego uczucia i mrowienia w brzuchu. Nawet z nim na ten temat nie porozmawiałam. Muszę to zrobić i przekonać się, czy rzeczywiście to był tylko impuls.
Zielone.
Ruszyłam w stronę parkingu galerii. Uśmiechnęłam się, widząc wysiadającego z auta, Toma. Pomachałam mu, gdy mnie zauważył.
 - Hej! – przytulił mnie niespodziewanie na powitanie.
 - Hej – zaskoczona, odwzajemniłam gest. – To co? – uśmiechnęłam się.
 - Nie mam dużo czasu – skrzywił się. – Mama powiedziała, że Lily z ojcem przyjdą do nas na kolacje.
 - Nie ma sprawy. Załatwimy to w miarę szybko – zaśmiałam się, ruszając w stronę wejścia. – Będziesz teraz mieszkał z panną idealną? – zapytałam zaciekawiona.
 - Yhum – westchnął zrezygnowany. – Do póki nie skończę szkoły, potem się przenoszę, jak najdalej od niej – spojrzał na mnie kątem oka. – Żeby jeszcze była jakoś miła albo znośna… - Zaśmiałam się.
 - To nie możliwe – poklepałam go po ramieniu. – Wybrałeś już sklep? – zmieniłam temat, przystając pod jednym ze sklepów z garniturami.
 - Tak, właśnie ten – zaśmiał się, wskazując na wejście.
Weszliśmy do środka, rozglądając się za jakimś garniturem.
 - Wolisz zaszaleć, czy może tradycyjnie? – zapytałam przeglądając smokingi. – Jak ubiera się ojciec Lily?
 – Chce założyć zwykły czarny garnitur z krawatem – westchnął, przeszukując stojaki. – Wolałbym zwykły czarny, może być trochę zwężany – podrapał się po brodzie.
 - Uhum… - zamyślona, grzebałam pośród wieszaków. – Co powiesz na to? – zapytałam, pokazując mu marynarkę.
 - Smokingowy? – zamyślił się. – Pokaż rozmiar – spojrzał na metkę. – Zaczekaj, za mały – zaśmiał się. – Potrzebuje dwa rozmiary większy.
 - Trzymaj – podałam mu wieszak, znajdując rozmiar. Chłopak uśmiechnął się do mnie, po czym ruszył w stronę przymierzalni.
Myślę, że będzie do niego pasował. Mimo, że nigdy nie był przekonany do garniturów smokingowych. Najwyraźniej musiało mu się coś odmienić. Zaczęłam oglądać muszki. Wzięłabym do tego klasyczną czarną. Bez żadnych udziwnień i bieli. Muszka ma być tylko dopełnieniem.
 - I jak? – zapytał wychodząc. – Mi się podoba. Bardzo – podniósł na mnie wzrok. – Super są te ścięte mankiety.
Podeszłam do niego, poprawiając rękawy. Zaśmiałam się cicho, widząc, że nie zapiął guzików marynarki. Nie lubi tego. Zapięłam je, starając się niczego nie zagnieść. Zawiązałam jeszcze muszkę. To bardzo przydatna umiejętność. A nie jest to specjalnie trudne. Poprawiłam ją, by się nie przekrzywiła.
Cały czas czułam na sobie jego wzrok. Gdy zerknęłam kątem oka na jego twarz, parzył na moje wargi… Nie. Na pewno musiało mi się przewidzieć. Wymyślam. Wie przecież, że nie będzie pomiędzy nami niczego więcej, niż jest teraz.
Odsunęłam się kilka kroków do tyłu, po czym zilustrowałam go wzrokiem. Jest przystojny, bardzo.
 - Wyglądasz jak milion dolarów – uśmiechnęłam się szczerze. - Przymierzysz jeszcze te? – podałam mu dwa kolejne komplety.
 - Jasne – zaśmiawszy się, zaszył się w małym pomieszczeniu.
Wspólnie zdecydowaliśmy, że najlepiej prezentował się w pierwszym. Długo z nim dyskutowałam na temat tego, co powinien do niego założyć. Tom nigdy nie lubił muszek, jednak do tego kompletu właśnie ta będzie pasować. Krawat powinien zostawić na inne okazje. W końcu po wielu namowach, zdecydował się.
 - W takim razie ci zaufam, mimo, że ich nie lubię – puścił mi oczko. – A ty już coś wybrałaś? – zapytał, idąc w stronę przymierzalni.
 - Tak, kupiłam już – usiadłam na pufie, znajdującej się naprzeciwko pomieszczenia. – Nic ci nie zdradzę – uprzedziłam jego pytanie.
 - Skąd wiedziałaś? – zaśmiał się. – Jestem aż tak przewidywalny?
 - Nie jesteś – pokręciłam z rozbawieniem głową. – Przyjaźniliśmy się kiedyś. Nie zmieniłeś się za dużo – uśmiechnęłam się na to wspomnienie.
Był mi kiedyś naprawdę bardzo bliski. W pewnym momencie, zaczęłam go spostrzegać nawet, jak kogoś więcej niż tylko przyjaciela. Czułam dziwny niesmak, kiedy inne z nim flirtowały, jednak to nie była zazdrość. Śmiał się ze mnie mówiąc, że musiałaby się znaleźć, taką jak ja, by z nią chodzić. Nie powiem, bardzo mi to schlebiało. Bardzo. Przez pewien czas sprawiał, że moje policzki były często czerwone i był głównym tematem moich myśli.


2 komentarze:

  1. Czy to jakaś reguła, że każda fikcyjna wymagająca nauczycielka ma ksywkę „Smoczyca”? Dobra, wiem, że nie każda, ale ostatnio ciągle My na swoją mówiliśmy „Rakówa”, bo była naturalnie wredna. Chociaż może ta nauczycielka wcale nie jest sadystką , uwielbiającą stawiać złe stopnie, tylko po prostu wymaga więcej od Nel, bo wie, że stać ją na wyższą ocenę? Słyszałam, że nauczyciele mają taką taktykę.
    I po co mi było oglądać dzisiaj tego szóstego „Harry'ego Pottera”... Jak wspomniałaś o tym psychiatryku, przypomniała mi się ta scena, gdzie Dumbledore po raz pierwszy spotkał Riddle'a. Ta... może bywają szkoły, które na pierwszy rzut oka wyglądają na zakłady dla umysłowo chorych, no, ale musi tam być coś, co Nel w niej lubi.
    Eee... mam się bać? Fakt, Lili nie jest zbyt pozytywną postać, ale mówią, że wszystko da się naprawić. Może, gdyby zmieniła ma jakiś czas otoczenie, zrozumiałaby, że czasami warto się pohamować.
    Stary numer. To ona wysłała tego SMSa, prawda?
    No, a teraz dziewczyna ma załamkę. Kurcze, chciałbym powiedzieć, że mogło być gorzej, ale prawdopodobnie Nel by to nie pocieszyło.
    Ej, na serio to mocno śmierdzi. Coś tu jest nie tak... Ale nic mi nie przychodzi do głowy, co to mogłoby być.
    Wiem, że tutaj „Scott” to jest nazwisko, ale jakoś nie mogę się powstrzymać przed zerkaniem na zdjęcie Tylera Posey'a naprzeciwko biurka.
    No jasne, nikt nie poprawi dziewczynie humoru niż jej najlepsze przyjaciółki. Przynajmniej znalazł się jakiś zastępczy temat i Nel nie będzie myślała o tym incydencie pod domem tej... sorki, ale epitet który mi teraz przyszedł do głowy składa się z brzydkich słów, więc go nie napiszę.
    Mówiłam, że zdecydowanie coś tu śmierdzi! A James jest zdecydowanie zbyt miły. Tak przy okazji... myślałaś napisaniu bonusu z punktu widzenia Lili? Byłoby fajnie się przekonać, co jej tak naprawdę w głowie siedzi.
    Migdalenie młodej pory zawsze spoko... mają jeszcze siedem miesięcy, żeby zrezygnować, bo potem już tylko rozwód zostaje. Może gadam lekko od rzeczy, ale to przez mojego brata. On to ostatnio powiedział w towarzystwie.
    Mówiłam, że to ona wysłała. No i porobił się niezły problem. Jednak... coś za szybko się wyjaśniło. Wydawało mi się, że Nel troszeczkę za łatwo dała się przekonać.
    Coś mi się widzi, że to jedna z tych relacji „to skomplikowane”.
    Jakoś za szybko kupił ten garnitur. I bez przymierzania?
    Rozdział super! Czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie o to chodzi, że Nel jest trochę naiwna
    Chciałam się przekonać jak to jest tak mówić, bo my zazwyczaj nazywamy ich po nazwisku, albo ja zdrobnieniamy xD
    Taktyka Lily, chce zdążyć do końca roku jej dopiec

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest motywujący!