8/11/2017

Rozdział 8

Chciałabym, by rodzice byli przykładem dla innych. Nie wiem czy odważyłabym się z nimi porozmawiać na ten temat, gdyby nie James. Brunet uświadomił mi jakie mam szczęście. Co by się stało, gdyby to nie oni mnie wzięli? Czy poznałabym ich kiedykolwiek? Minęła na ulicy? Może mieszkałabym teraz w Grecji lub Kanadzie. Mimo wielu przeszkód jakie musiałam pokonać, nie zamieniłabym mojego życia na żadne inne. Uśmiechnęłam się patrząc na zdjęcia. Kocham swoją rodzinę, bez względu na to co się w niej dzieje. Westchnąwszy, weszłam do pokoju. Przeniosłam wzrok, na leżącego w łóżku bruneta, oglądającego album ze zdjęciami. No tak, uzupełniłam go ostatnio o parę nowych chwil z życia. Położyłam się koło niego, zerkając na jedną ze stron. Fotografia przedstawiała nas, siedzących w kajaku. Śmiejemy się do siebie z nieśmiesznego żartu Jacka. Pamiętam tamten dzień. Lea zrobiła nam to zdjęcie. Matt nie chciał wejść tamtego dnia do tego transportu, jednak jakimś cudem Eliza go przekonała. Mężczyźnie tak się to spodobało, że zabrał ją na randkę w taką podróż. Czasami warto pokonać własne słabości. Od tamtego czasu starszy Scott, zapisał się nawet do miejscowego klubu kajakowego.
Przyjaciel objął mnie ramieniem, więc ułożyłam wygodnie na nim głowę. Przerzucił klejoną kartkę. Poczułam jak jego klatka piersiowa wibruje. Powstrzymuje się od śmiechu… No tak. Na następnym zdjęciu, jesteśmy na urodzinach Jacka. Jestem cała w bitej śmietanie, która miała wylądować na Jamesie. Kiedy wychodziłam na taras, najmłodszy Scott, próbował zemścić się na brunecie za to, że pokazał Lei jego tapetę, która oczywiście przedstawiała nią samą. Niewiele myśląc chwycił miskę z bitą śmietaną, chcąc wylać ją na brata. James jednak odskoczył w ostatnim momencie i moja letnia sukienka została cała ubabrana w białej pyszności. Zaśmiałam się, przypominając sobie piętnasto minutowe przeprosiny Jacka. Miałam pójść wtedy do domu, przebrać się, ale James powiedział, że pożyczy mi bluzę. Nie zgodziłam. Miałam już wyjść, ale Eliza pożyczyła mi spodenki. W ten sposób James już nie odzyskał tej bluzy. Z resztą, nawet się o nią nie upomniał, więc uznałam, że mi ją „pożyczył”.
Następna strona była poświęcona zdjęciom z toru. Przyjaciel obiecał mojemu bratu, że zabierze go do swojego kolegi. Pamiętam, że mama uparła się, bym pojechała z nimi. Oczywiście ku niezadowoleniu Maxa, który nie wyobrażał sobie męskiego wypadu z dziewczyną. Nie dziwie mu się, ale to był warunek, dzięki któremu mama się zgodziła. Jeżeli chodzi o takie sprawy, tata zawsze był bardziej ugodowy. Zazwyczaj to on namawiał swoja żonę, by się zgodziła. Max ostatecznie pogodził się z moją obecnością, gdy obiecałam, że będę trzymała się z boku. Pierwsza od góry fotografia przedstawia brata, wygrywającego z brunetem. James był zmuszony postawić nam pizzę, chociaż zarzekał się, że zrobiłby to i bez tego. Na następnym zdjęciu, znajdującym się pod tamtym, był sam Max. Stoi na nim z wyciągniętymi kciukami w górę, ubrany w specjalny stój. Kolejne ujęcie prezentuje, jak chłopacy obejmują się, ubrani w kaski. W domu musieliśmy jeszcze długo nasłuchiwać się o tym, jak bardzo świetny był ten wyjazd. Na sam koniec nawet oznajmił, że na coś się przydałam. Cytuje: „Zdjęcia same, by się nie zrobiły.” Napisałam to nawet na tej kartce, obok tego zdjęcia.
Zaśmiałam się, widząc kolejną stronę. Byliśmy wtedy na plaży. Urządziliśmy sobie małe zawody sportowe w siatkówkę. Jako pierwsi przegrali Matt z Elizą, ponieważ więcej uwagi zwracali na siebie, niż spadającą na ich połowę piłkę. W końcu doszło do ostatecznego starcia pomiędzy mną i Jamesem a Leą i Jackiem. Kiedy był już remis i graliśmy o ostatni punkt, James źle odbił piłkę dołem, przez co ona trafiła w dwie dziewczyny, siedzące za nami. Nie mając wyboru, musiał je przeprosić. Nim zdążył do nich podejść, one podeszły nas. W końcu doszli po porozumienia, jakim było właśnie to zdęcie. Na ujęciu widać Jamesa obejmującego dwie dziewczyny. Muszę przyznać, że byłam zazdrosna, kiedy je robiłam. Byłam na siebie za to zła. Nigdy wcześniej nie byłam zazdrosna. Nawet o Toma. Nie wiem, dlaczego tak się stało. Może Hudsona nie darzyłam tak silnym uczuciem. Nie wiem.
 - Zaraz wracam – James odłożył album. Podniosłam się, umożliwiając mu wstanie.

Odprowadziwszy bruneta do drzwi, przewróciłam kolejną kartkę. Pamiętam tamtą dyskotekę. James nie chciał się zgodzić, bym z nimi poszła, twierdząc, że jestem niepełnoletnia. Wiem, że to nie był prawdziwy powód, ale nigdy więcej o to nie zapytałam. Fotografia przedstawia grupę sześciu osób, szeroko uśmiechających się. Przyjaciel przez cały czas pilnował mnie, by nic mi się nie stało. Owszem to było miłe, ale trochę przesadzał. Niespodziewanie do naszego stolika podeszła jedna z dziewczyn, która dostała piłką na plaży. James niechętnie zgodził się pójść z nią zatańczyć. Tak zostałam sama przy stoliku. Nadal zastanawiam się, jak chłopacy załatwili stolik VIP. Nawet Eliza nie zdołała dowiedzieć się tego od Matta. Nie zauważyłam, kiedy dosiadł się do mnie obcy mężczyzna. Mimo, że było czuć od niego dość mocno alkoholem, był trzeźwy. W końcu po długich namowach, zgodziłam się z nim zatańczyć. Muszę przyznać, że był świetnym tancerzem. Po dość długiej chwili jego ręka, zaczęła zjeżdżać coraz niżej po moich plecach. Chciałam mu zwrócić uwagę, ale uprzedził mnie James, mówiący, by sobie na za dużo nie pozwalał. Odciągnąwszy mnie od tamtego faceta, zaprowadził do naszego stolika, mówiąc, że moje postępowanie było lekkomyślne. Miałam mu to za złe, więc nie odzywałam się do niego. Pr…
Ze wspomnień wyrwał mnie wibrujący telefon. Otworzyłam zdezorientowana wiadomość.
Od nieznany:
Do Nel:
James wspominał, że przeprowadza się do New York City?
Słucham? Przeprowadza? Zaraz… Kogo to jest numer? Skądś go znam… No tak! To Lily. Mam rozumieć, że jej powiedział a mi nie? To jakiś żart? Może i jestem w tej chwilo zazdrosna o to, że ją poinformował a mnie nie, ale… to mój przyjaciel. Sam mi powiedział, że się z nią tylko koleguje. Chyba powinnam wiedzieć, że się przeprowadza. Jeżeli jestem dla niego ważna, to dlaczego mi tego nie powiedział?! Co jeżeli on się z nią przyjaźni, a mi boi się o tym powiedzieć. Może… Nie, nie powinnam go o nic oskarżać. Powinien sam mi to wytłumaczyć. Prawdopodobnie to kolejna zagrywka blondynki, by nas ze sobą skłócić. Westchnąwszy usiadłam na krawędzi łóżka. Nie wiem jak zniosę jego przeprowadzę, czy w ogóle odważę się mu wyznać, co do niego czuję.
 - Jestem – brunet posłał mi uśmiech, wchodząc z karoten ogromnej pizzy i talerzami.
 - Fajnie – westchnęłam, patrząc jak odkłada wszystko na biurko.
 - Coś się stało, Nel? – podszedł do mnie niepewnie.
Podałam mu telefon z otwartą wiadomością od blondynki, stając naprzeciw niego. Brunet wybałuszył oczy, czytając wiadomość. Chciał coś powiedzieć, ale natychmiast tego zaniechał, marszcząc brwi.
 - Nel, to jest numer Lily – podniósł na mnie wzrok.
 - Wiem, kiedyś znałam go na pamięć – przewróciłam oczami.
 - Nel – zaczął – chciałem Ci powiedzieć, przyrzekam – spojrzał na mnie niepewnie. – Dowiedziałem się o tym w dzień ślubu. Próbowałem ci to powiedzieć podczas naszego tańca i na tarasie, ale za każdym razem nam przerywano – przeczesał ręką włosy. – Chciałem ci to teraz powiedzieć, naprawdę. Nie wiem skąd Lily się o tym dowiedziała, ponieważ nie mówiłem jej o tym. Ze mną wie o tym Eliza, Matt i Jack. Ostatnimi osobami, które miały się o tym dowiedzieć, jesteś ty i Lea. Uwierz, proszę – spojrzał na mnie błagalnie. – Wiem, że ostat…
 - Wierzę – przerwałam mu, przytulając się do niego.
Poczułam jak jego ramiona, zamykają mnie w szczelnym uścisku. Nie okłamałby mnie w tak ważnej sprawie. Sam był zaskoczony, kiedy zorientował się, że to numer Lily. Może to pokaże mu prawdę o niej. Przymknęłam oczy, czując jak całuje mnie w czubek głowy. Będę za nim tęskniła. Chociaż jeżeli dostanę się na studia do Nowego Jorku, nie stracimy kontaktu. To będzie najtrudniejsze pożegnanie, jakie do tej pory przeżyłam. Chce, by zapamiętał mnie jak najlepiej i by wiedział co do niego czuje. Nie wiem jeszcze, jak mu to przekaże, ale muszę się pospieszyć, mój czas jest ograniczony.
**
               Siedziałam jak na szpilkach na jednym z kawiarnianych krzeseł. Po co do niego dzwoniłam? Rozejrzałam się po pomieszczeniu, szukając czegoś na czym mogłabym zatrzymać wzrok. Nie powiem mu tego patrząc w oczy. Nie będę w stanie. Znów stchórzę. Westchnęłam, przeczesując swoje blond włosy. Nel powiedziałaś „A”, musisz powiedzieć „B”. Niepotrzebnie powiedziałam, że to poważna rozmowa. Gdybym chciała się z nim spotkać tak po prostu podczas lunchu, mogłabym się jeszcze jakoś wykręcić. Obiecał, że będzie na czas, ze względu na moja długo przerwę. Spojrzałam na wielkie okno, przy którym siedziałam. Może jednak wszystko pójdzie po mojej myśli. Mam nadzieję, że tak będzie. Nie chce się ośmieszyć. Dlaczego ludzie muszą tak dużo myśleć? Przecież to a) nie przynosi zbyt wiele radości i b) nie jesteśmy w stanie przewidzieć naszej przyszłości. Przełknęłam głośno ślinę, słysząc dźwięk dzwonka. Przeniosłam wzrok na drzwi, w których pojawił się brunet, szukający mnie wzrokiem. Przyszedł. Wypuściłam głośno powietrze. Spostrzegłszy mnie, dosiadł się do mnie.
 - Muszę ci coś powiedzieć – zaczęliśmy równocześnie, wywołując u siebie śmiech. – Ty pierwszy/a– ponownie.
 - Zacznij Nel – brunet opanował swój śmiech.
Powiedz mu to w końcu. To tylko dwa słowa. Dasz radę. Nie możesz przeciągać tej chwili w nieskończoność. To przecież nic takiego. No dalej Nel, dasz radę.
 - James chciałam ci powiedzieć, że – zaczęłam – kocham cię – patrzyłam w kelnera chodzącego za nim. – Od dawna – spuściłam wzrok, czując jego na sobie.
 -Nel, ja…
 - Tutaj jesteś kochanie – pocałowała go, dosiadająca się Lily. – Coś chciałeś? O, Nel – zwróciła się do mnie. – Cześć. Przeszkodziłam wam w czymś ważnym? – zwróciła się do Jamesa.
 - Ja… Nie, nie przeszkodziłaś – wstałam z pośpiechem. – Właściwie miałam już iść – zabrawszy plecak, wybiegłam z kawiarenki.
Jak mogłam być tak głupia? Nigdy nie dawał mi żadnych nadziei na bycie parą. Sam przyznał, że tamten pocałunek na plaży to pomyłka. Co ja narobiłam? To definitywny koniec naszej znajomości. Nie widzę dla nas przyszłości, po tym co przed chwilą zaszło. Jak mu teraz spojrzę w oczy?! Głupia! Pewnie chciał mi powiedzieć, że chodzi z Brown. Żałuje, że nie mogę cofnąć czasu. Schowałam się w jednym z zaułków, czując wibracje w kieszeni. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu. James. Nie, to koniec. Urządzenie ponownie zawibrowało. Wiadomość od niego.
Od James:
Do ja:
Nel, proszę porozmawiajmy. Zaczniemy wszystko od nowa i będzie jak dawniej. Nie kończ naszej znajomości. Proszę, odezwij się Nel. Błagam.
Od nowa? Żartuje sobie ze mnie? Właśnie powiedziałam mu, że go kocham, a on chce zacząć od nowa? Wyłączywszy telefon, schowałam go do plecaka. Nie jestem zdesperowaną idiotką. Jeżeli chce mieć naiwną przyjaciółkę, trafił pod nie ten adres. Muszę iść do szkoły. Nie chce zarobić spóźnienia przez ta sytuację. Sama się o to prosiłam. To nie jego wina, że pokochał Lily. Miał do tego prawo. Muszę ochłonąć. Jedno jest pewne, nasza relacja nigdy nie będzie taka sama.
Weszłam na pasy, widząc zielone światło. James to zamknięty rozdział. Przestraszona odskoczyłam, słysząc klakson samochodu, wpadając tym samym pod prowadzony przez Jamesa pojazd…
Podniosłam się przerażona, słysząc uporczywy dźwięk budzika. To tylko sen. Nie sen, to koszmar. Zerknęłam na budzik, ocierając mokre policzki. Nawet nie wiem, kiedy zaczęłam płakać. Uwielbiam takie koszmary. Co zabawne one zawsze przedstawiają sytuację, która może się wydarzyć, nigdy mi się nie śnił żaden potwór spod łóżka. Może to przestroga na przyszłość, bym nigdy nie dowiedział się o moich uczuciach, względem niego? Sięgnęłam po telefon, chcąc sprawdzić zastępstwa na dziś. Nie ma, szkoda.
Ogarnięta, zaczęłam chować książki do plecaka. Na jednej z nich zauważyłam karteczkę.

Mam nadzieje, że dobrze spałaś.
Niestety musiałem iść do pracy.
Do zobaczenia później,
~ James
Uśmiechnęłam się do siebie, kończąc pakowanie. Nie musiał zostawiać karteczki, ale zostawił. To urocze. No tak, zapomniałabym. James to gentelman. Zaśmiałam się wychodząc z pokoju. Wczoraj zaczęło mnie kłoć w klatce piersiowej tak, że nie potrafiłam złapać oddechu. Scott obiecał, że pojedzie dzisiaj ze mną do lekarza. Musiałam zgasić jego zapał. Mam dzisiaj zawody w siatkówkę. Chce na nich być. Nie odpuszczę ich sobie, tylko dlatego, że zakuło mnie pierwszy raz w klatce piersiowej. Zawsze będę mogła wyjść z nich wcześniej, usprawiedliwiając to wizytą u lekarza. Musiałam go długo prosić, by nie mówił na razie niczego rodzicom. Nie chce ich ty martwic, zwłaszcza że prowadzą bardzo ważna sprawę. A to może okazać się chwilowe.
               Spojrzałam na Jamesa, obserwującego grę naszej drużyny. Nie sądziłam, że przyjdzie. Przyjechał prosto z pracy, a powinien odpocząć. Szczególnie po dzisiejszej akcji. Oczywiście cieszę się, że jest tu ze mną, ale widzę jak kleją mu się oczy. Gdyby nie te zawody, z pewnością leżałby w łóżku. Lubię, kiedy poświęcą mi swój wolny czas, ale zdrowie jest ważniejsze. Nikt mu go nie zwróci.
Oparłam głowę o jego ramię. Nie mogę się doczekać, gdy zobaczy mnie w akcji. Jestem całkiem dobra w siatkówkę i chcę się mu tym pochwalić. Graliśmy razem już nie raz, jednakże nigdy nie obserwował jak gram. Zazwyczaj byliśmy razem w parze jako drużyna. To właśnie on nauczył serwu z wyskoku. Wcześniej moja piłka nie trafiała nawet w siatkę.
 - Nel, wchodzisz – poinformował mnie wuefista.
               Zmęczona padłam na ławkę w szatni. Jestem zadowolona ze swojej gry. Zdobyłam sześć punktów dla drużyny. Graliśmy bardzo zacięcie, przez co rzadziej były przyznawane punkty. Teraz ostatnia zmiana walczy o wygraną naszej szkoły. Chciałbym, żebyśmy zdobyli pierwsze miejsce. To są ostatnie zawody w tym roku i prawdopodobnie moim życiu. Przebrawszy się, podeszłam do bruneta.
 - James, jestem gotowa, możemy jechać – westchnęłam, patrząc jak tracimy punkt.
 - Dobrze, zaraz pojedziemy – odpowiedział, obserwując serw Lily. – Dasz mi jeszcze pięć minut? – zapytał z nadzieją.
 - Pewnie – uśmiechnąwszy się, usiadłam za nim na trybunach.
Po dziesięciu minutach patrzenia na rozgrywkę, postanowiłam wstać. Rozumiem, że wciągnął się w oglądanie meczu, ale nie mam całego wieczoru. W dodatku, muszę wrócić do domu przed przyjazdem rodziców, by niczego nie podejrzewali. Jeżeli obiecał Lily, że będzie do końca i liczył na to, że się zgodzę, to się przeliczył. Nie chce by rodzice o tym wiedzieli.
 - James rób co chcesz, ja idę – mruknęłam, kierując się w stronę wyjścia.
****
Cześć i czołem!
Witam w nowym rozdziale. Dzisiaj poznaliście trochę przeszłości, ale tej bliższej Nel. Przeszłość z Lily pozostaje jednak nadal nie wyjaśniona.
Wiem, że blog leci bardzo szybko, ale taki miałam zamiar. Po ukończeniu tej książki, będzie można przeczytać ją w ok. dwie godziny. Dłuższy projekt mam w planach i rozdziały są już pisane, ale w zeszycie, jak na razie.
Książka znajduje się również na Wattpadzie, gdzie jej tytuł brzmi "Na przekór losowi".
Przepraszam, ale coś dziwnego stało mi się z tym rozdziałem i nie potrafię go naprawić.
Do zobaczenia!



1 komentarz:

  1. No to wychodzi na to, że Nel zmądrzała.
    To było urocze. Na serio urocze. Wiesz, James i jego brat... To się wydawało takie normalne. Mam wrażenie, że tym opisem chciałaś pokazać właśnie tą normalność. Więź, która jest między nimi. Nawet, jeśli mieliby się przy okazji ubabrać w bitej śmietanie.
    James się przeprowadza? No, co tu jest grane? Czy to ma związek z tą dziewczynką?
    Nel jest w lekkim szoku. W sumie się nie dziwię, ale już sobie wyobrażam jego tłumaczenia: „To nie była dobra chwila”... Ta, żadna nie jest dobra.
    Lili? Rety, weźcie coś z nią zróbcie, bo z taką to Nel nie wyrobi. W ogóle nikt nie wyrobi.
    Poważnie z nią nie wyrabiam. Ona ma jakiś talent, zjawiając się w najbardziej górującej chwili. Może ktoś by ją zamknąć na jakiś czas w piwnicy? Na pewno ktoś by się podjął. Ale na serio powinni razem porozmawiać. Najlepiej w zamknięciu.
    Rozdział super! Czekam na nn! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest motywujący!